Najnowsza interwencja Uważam Rze

Felietony

Kogo Piechociński za co trzyma

Andrzej Urbański

Tak naprawdę od 29 stycznia Piechociński trzyma Tuska za imponderabilia, jak to się u nas na Grochowie mówiło, i ten ani zipnie, ani się poskarży

Debata o związkach pozamałżeńskich ujawniła więcej prawdy o polskiej polityce niż jakikolwiek inny spór ostatniej dekady. Okazało się bowiem, że wszystko jest inne, niż podejrzewano i opisywano. Nagle Tusk z wszechwładnego dyktatora politycznej sceny okazał się jej ofiarą, a wszechmocne, wydawałoby się, liberalne awangardy wszelakiego typu, po jednym głosowaniu zamieniły się w jojczące tabuny pobitych i poturbowanych. Przy okazji wyszło, że najbardziej oszukiwaną, wykorzystywaną i zdradzaną kobietą III RP jest Agnieszka Holland, która poinformowała o tym kogo trzeba, wskazując na drania, od którego uzależniła się jak, nieprzesadzając, Ksantypa od innego znanego degenerata, Sokratesa. A na dodatek transseksualiści zaatakowali feministów, albo na odwrót, i to tak dotkliwie, że naczelny Arlekin w tym cyrku pogubił się, kogo wspiera bardziej – babo-chłopa czy chłopo-babę.

Staliśmy się więc świadkami tego, jak rewolucjoniści prowadzący swoją obyczajową krucjatę starli się z normalsami i dostawszy przykładne baty, nie mogą się do dzisiaj pozbierać do kupy. Najpierw orzekli więc, że winny tej grandzie jest minister Gowin, potem Sąd Najwyższy, wreszcie pastor Godson, który śmiał przypomnieć, że Pan Bóg jest łaskawy dla każdego skruszonego grzesznika, ale nie dla grzechu. Otóż, przyjmując zgodnie z żydowskim kalendarzem, że Bóg twierdzi to samo od ponad 5770 lat, trudno jest mi pojąć to niebotyczne zdumienie. Każdy obiektywny obserwator dostrzegł więc blamaż i kompromitację całej tej ideowej zbieraniny, ale oni sami nie, i to kolejny dowód, że każda propaganda najbardziej ogłupia propagandzistów.

Debata o związkach pozamałżeńskich ujawniła więcej prawdy o polskiej polityce niż jakikolwiek inny spór

Nie dostrzegli oni bowiem, że we wspomnianym głosowaniu przestała istnieć koalicja PO–PSL, i nie był to żaden przypadek, ale manifestacja, przy okazji której wyszło na jaw, że polskim chłopom bliżej do pastora Godsona i jemu podobnych niż do rodaków o wiadomych upodobaniach. Jak wszyscy wiedzą, Tusk związki pozamałżeńskie chciał przepchnąć przy pomocy sejmowych lewaków, ale na to zgody nie wyrazili jego właśni konserwatyści, wiedząc, że jeżeli raz pozwolą, aby PSL zastąpiono SLD, drugi i trzeci raz będzie już tylko rutyną. Gdzie spiskowali Gowin z Piechocińskim, nie wiem, ale że umówili się w tej, a być może w kilku innych sprawach, to pewne. Obaj zyskali dzięki tej ustnej umowie moc wielką. I przesądzającą.

Tak naprawdę od 29 stycznia Piechociński trzyma Tuska za imponderabilia, jak to się u nas na Grochowie mówiło, i ten ani zipnie, ani się poskarży. Nie ma już żadnego manewru i z każdym dniem, z każdym ważnym głosowaniem, z każdą wymagającą sejmowego wsparcia decyzją będzie się musiał wstrzymać, aż Janusz Piechociński łaskawie się zgodzi. Albo nie.

Rzecz w tym bowiem, że układ PSL z Gowinowcami jest w obecnym Sejmie niezastępowalny. Każdy krok Tuska w lewą stronę oznacza przyspieszone wybory i koniec snów o czymkolwiek. A szansę zwrócenia się w stronę prawą sam Tusk amputował sobie czas jakiś temu. W tym sensie przekonał się boleśnie, że nie każdemu amputacje służą dobrze; że transseksualizm nie dla niego; że pozamałżeńskie stosunki powinien sobie darować i więcej nie grzeszyć. Że naukę pojął, świadczy to, jak szybko i skutecznie zablokował wymianę pp. Nowickiej na Grodzką, co jest złamaniem świętej parlamentarnej reguły, że w sejmowym prezydium reprezentowane są kluby, a nie płcie jawne, tajne lub podwójne. Złamaniem tak groteskowym, że Schetyna, skądinąd człowiek obrotny, nic z tego nie zrozumiał i coś bełkotał w mediach jak potłuczony.

Jedyny polityk, który na prawo i lewo obficie informuje, co się właśnie stało, to oczywiście Piechociński. Głosi chwałę Dziesięciu Przykazań, Świętej Rodziny i narodowej wspólnoty, niebezpiecznie dziś podzielonej. Wyśmiewa „nietolerancyjne mniejszości", rewolucjonistów obyczajowych i Tomasza Lisa osobiście. Puszcza sygnały dymne do Ziobry i Kaczyńskiego, że wniosek w ich sprawie do Trybunału to show i brak sensu. A Tuskowi życzliwie powtarza, że jest „twardym politykiem w koalicji", a nie „wasalem".

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Ewa Bednarz

Kredyt z plastiku

Tylko część banków decyduje się na wydawanie przedsiębiorcom kart kredytowych. Znacznie chętniej oferują im dużo kosztowniejsze karty obciążeniowe

Piotr BOŻEJEWICZ

Może i koniec, ale nie świata

• TAKO RZECZE [P] •Skoro Obama nawet w części nie okazał się takim cudotwórcą, jak przepowiadali eksperci, to czemu Trump miałby być taki groźny, jak go malują ci sami ludzie?