Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Jej Wysokość HGW

Rafał Kotomski

Druga kadencja Hanny Gronkiewicz-Waltz w stolicy przebiega bez sukcesów. Może dlatego pani prezydent coraz rzadziej wypowiada się w sprawach miasta. Wyręczają ją zastępcy

Siódma rano w parku fontann u podnóży warszawskiego Starego Miasta. Kilkuhektarowy plac cierpliwie odśnieżają dwa nowoczesne pługi. Co prawda zimą woda w fontannach nie tryska, ale najważniejszy jest sznyt. Dar dla mieszkańców stolicy od miejskiej spółki wodociągowej, który kosztował ponad 11 mln zł (budżet stolicy plus środki z UE), musi być wysprzątany na błysk. To, że pobliskich ulic się nie odśnieża, a ludzie na przystankach autobusowych toną w błocie i resztkach opadów, nie ma żadnego znaczenia. Podobnie jak ceny stołecznej wody, które należą do najwyższych w kraju.

Multimedialny park fontann na Podzamczu wolny od białego puchu. To przecież „miś na miarę naszych możliwości". Pomnik drugiej kadencji prezydent stolicy Hanny Gronkiewicz-Waltz. Popularnej HGW.

Obcy się nie pogrzeje

– Mam takie wrażenie, że druga kadencja pani prezydent przebiega pod znakiem totalnej arogancji władzy – mówi radny Dariusz Figura (PiS). Maciej Maciejowski, wyrzucony niedawno z partii Kaczyńskiego, jeden z najbardziej wyrazistych warszawskich samorządowców, nazywa to inaczej. – To duch pogardy dla tak zwanego zwykłego człowieka. Widać go na sesjach, gdy czasem jakiś zdesperowany mieszkaniec szuka ratunku u pani prezydent. Taki duch zresztą udziela się potem jej współpracownikom – przyznaje Maciejowski. Dla Marcina Rzońcy z Ruchu Palikota jest oczywiste, że podobne myślenie prezentują radni PO. – Nawet jeśli opozycja ma dobre pomysły, to trzeba je odrzucić, by pokazać swoją siłę – ocenia Rzońca. – Liczą się 33 szable Platformy w radzie. I kropka.

Bo w drugiej kadencji – inaczej niż w poprzedniej, gdy działała koalicja z SLD – partia rządząca sprawuje w stolicy władzę niepodzielną. Zaledwie w kilku z 18 dzielnic urzędują burmistrzowie spoza PO. Jak Piotr Guział, burmistrz Ursynowa, który wszedł w dzielnicową koalicję z PiS. – Chociaż Ursynów ma jedno z najlepszych wykonań budżetu, burmistrz może zapomnieć o nagrodzie od HGW. Nie jest swój. Nie ma też szans na synekurę w postaci rady nadzorczej w miejskiej spółce, jak inni burmistrzowie, na co dzień członkowie PO – wskazuje radny Maciejowski. Prezydencki przykład traktowania „nie swojego" Ursynowa schodzi na samorządowe doły. Niedawno jeden z radnych Platformy z tej dzielnicy głosował za obcięciem kilkuset tysięcy złotych na ursynowską kulturę. Sam przeciw sobie! – Bo mniej pieniędzy na kulturę to mniej szans dla niepokornego burmistrza, by się promować. Takie myślenie – tłumaczy opozycja, nie kryjąc ironicznego uśmiechu.

Księstwo warszawskie

Wiadomo: by rządzić, trzeba umiejętnie rozdawać konfitury. Te bowiem jak nic innego cementują swoich. W Warszawie sprawnie działa system podwójnej zależności wobec Hanny Gronkiewicz-Waltz. Z jednej strony jest pracodawcą burmistrzów wszystkich dzielnic, z drugiej – jako zastępczyni Donalda Tuska w PO – partyjną przełożoną większości z nich. Bo burmistrzowie to jednocześnie działacze lokalnych struktur. – Dla miasta to niedobra sytuacja, że zacierają się granice między interesem dzielnic a interesem partyjno-służbowym. Krótko nazwać ją można nepotyzmem – przyznaje Maciejowski. Marcin Rzońca dodaje: – W porównaniu z poprzednią kadencją widzę to, co nazwałbym megazmianą. Pani prezydent sprawia wrażenie, jakby Warszawa przestała ją interesować. Wygląda na zmęczoną i mało zajętą sprawnym zarządzaniem. Wysyła swoich zastępców albo dyrektorów z ratusza. Myślę, że rządzi dyrektoriat, a nie prezydent stolicy.

W Warszawie sprawnie działa system podwójnej zależności wobec Hanny Gronkiewicz-Waltz: służbowej i partyjnej

Dodajmy: bo może sobie na to pozwolić. Wszystko zostało bowiem dobrze poukładane. Chociaż po wygranych wyborach HGW obiecywała, że „nie będzie rozdawania politycznych posad i politycznego zarządzania w ratuszu", media od kilku lat piszą, że w tej dziedzinie jest w absolutnej czołówce polityków III RP. Nawet życzliwi Platformie działacze obywatelskich organizacji pozarządowych pytali publicznie: czy majątkiem miasta mogą dobrze zarządzać i pilnować go tylko działacze PO? Na to wygląda. Wystarczy zerknąć na upublicznioną przez gazety listę „miejskich konfitur". W kilkudziesięciu miejskich spółkach aż roi się od ludzi Platformy i bliskich współpracowników pani prezydent. Zasiadają w radach nadzorczych albo kierują miejskimi firmami. Zarobki od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych rocznie. Rekordzistą jest Marek Andruk, były burmistrz Woli, a obecnie prezes Miejskiego Przedsiębiorstwa Taksówkowego, gdzie rocznie dostaje ponad 150 tys. zł. Na liście są m.in. burmistrzowie i wiceburmistrzowie Żoliborza, Ursusa, Mokotowa, Białołęki, Bielan... Wszyscy członkowie jednej partii. Nadzorują sport, gospodarkę komunalną, kolej miejską. To ludzie o tak szerokiej wiedzy i kompetencjach, że jeśli stolica powoła kiedyś spółkę zajmującą się energią jądrową albo badaniami wpływu meteorytów na bezrobocie, z pewnością kadr nie zabraknie.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Piotr BOŻEJEWICZ

Może i koniec, ale nie świata

• TAKO RZECZE [P] •Skoro Obama nawet w części nie okazał się takim cudotwórcą, jak przepowiadali eksperci, to czemu Trump miałby być taki groźny, jak go malują ci sami ludzie?

Intermedia

• MYŚLI I SŁOWA • BEATA SZYDŁO