Najnowsza interwencja Uważam Rze

Felietony

Przestańmy się ukrywać!

Andrzej Urbański

Oficjalnie Pan Bóg w PRL był tematem tabu i poza enklawami kilku gazet i wydawnictw Jego publiczna obecność była ściśle reglamentowana. Dlaczego mam wrażenie, że dzisiaj dzieje się podobnie?

Ostatnio nurtuje mnie jedno pytanie – jak to jest z Panem Bogiem w Polsce? Statystycznie podobno nie najgorzej, ale kto wierzy wielkim liczbom? Ani je objąć, ani się do nich przytulić, nie grzeją zimą i w ogóle są takie bardziej abstrakcyjne. Statystki drzemią sobie w annałach, a ja pytam o to, co żywe, skrzące się wieloma barwami, obecne na co dzień i łączące bliźnich. A może nawet więcej – leczące różne schorzenia, pomagające w utrapieniach, budzące nadzieję i wzmacniające chęć dobrego życia. Wreszcie o Jego i naszej kosmicznej obecności, transcendencji, metafizycznej tajemnicy. I wielkiej Przemianie z życia po życie wieczne.

Jeszcze w latach 60. u nas na Grochowie człowiek, widząc zakonnicę lub księdza, pochylał głowę i głośno witał nieznajomych: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus". Jakież było moje zdumienie, kiedy przekonałem się, że po drugiej stronie Wisły, w Śródmieściu zamieszkałym wówczas przez komunistyczną nomenklaturę, ten zwyczaj nie istniał, a mijając liczne na Starówce kościoły, mało kto czynił znak krzyża. Jakbyśmy żyli w dwóch różnych miastach. W PRL przyznawanie się do Pana Boga nie było mile widziane, a im bliżej szczytów władzy i życia publicznego, tym bardziej zwalczane, zakazywane i tępione. Oficjalnie Pan Bóg był tematem tabu i poza enklawami kilku gazet i wydawnictw Jego publiczna obecność była ściśle reglamentowana. Dlaczego mam wrażenie, że dzisiaj dzieje się podobnie?

W mediach przeróżnego autoramentu co dnia mamy mnóstwo wyznań – ludzie popularni, znani, cenieni opowiadają, czego, kogo i w jakim celu używają, począwszy od alkoholu, narkotyków, wreszcie bliźnich płci wszelakich. Ten swoisty antropocentryzm króluje wszędzie, nawet w moich ulubionych programach o zwierzętach coraz częściej bohaterami są ludzie, którzy łapią krokodyla za ogon, a anakondę za całą resztę. Wydają przy tym różne okrzyki i snują historie na własny temat. Ba, duchowni różnych wyznań, wypowiadając się, głównie mówią o sobie – gdzie ich łamie (nie tylko w kościach) albo z jakim życiem się borykają; na jakie cierpią wahania i jak im nie służy meteopatia. Teraz wiele mówią o abdykacji człowieka, a nic lub niewiele o tej innej, choć mnie bardziej doskwiera ten dookolny brak Jego obecności w naszym życiu publicznym. A Papież, rezygnując z tronu, z Pana Boga przecież nie zrezygnował.

Lepiej na swej drodze spotkać dobrego człowieka cierpiącego na brak wiary niż nadpobudliwego religijnie łajdaka

Myślę sobie – może przestaliśmy umieć o Nim mówić, utraciliśmy odpowiednie języki i niewinność, z jaką czynili to nasi poprzednicy? A może wszystko, co ważne, zostało już o Panu Bogu powiedziane? I nawet jeżeli to chwilowa zapaść semantyczna (opowiadał o niej z przejęciem Zbigniew Herbert przed swoją śmiercią), to może ona trwać dziesięciolecia. Tak już bywało. Coś się nagle w ludziach zapadało, jak ziemia przed wybuchem wulkanu. Słowa przestawały przekonywać, traciły swoją moc, nie ożywiały, tylko umartwiały, zamiast łączyć – dzieliły. Nie mówię o tym, co łączy nas z Nim w samotności, lecz cały czas krążę wokół tego, co publiczne, zbiorowe, jak dawanie sobie świadectwa, że nadal jesteśmy z Nim w jakiejś ważnej relacji. I nie tylko pod sklepieniem świątyni, ale właśnie poza nią, kiedy wychodzimy z tego ochronnego kręgu na szare ulice.

Statystyki twierdzą, że Polacy nadal najbardziej są uzależnieni od chleba i wina, więc dlaczego nie potrafią o tym swoim nałogu opowiadać? Dzielić się nim, przekazywać innym, obdarowywać siebie nawzajem? Może potrzebne są nam spotkania na wzór anonimowych alkoholików? Chodzi o to, abyśmy zdjęli założoną blokadę, ujawnili, co nam w duszy gra lub duszę dusi, jak nam z tym dobrze albo nie zawsze, bo przecież jeżeli On jest nadal dla nas ważny, to jaki może być powód, abyśmy się tym nie dzielili z innymi? Także z niewierzącymi, bo to nasi bracia i siostry, córki i synowie, ta sama człowiecza rodzina, a z tego, co wiem, dla Niego nikt nie jest ani wykluczony, ani stracony ot tak sobie, dla jakiejś zasady. Ze Świętej Księgi wiadomo, że trzeba się strasznie napracować i bardzo starać, żeby Go z siebie wyszarpać. Jeżeli jest to w ogóle możliwe...

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Adam Maciejewski

Polski kapitał na Kaukazie

Od 2014 r. w Armenii działa fabryka polskiej spółki Lubawa. Nawiązanie współpracy z rządem Armenii było możliwe dzięki promocji naszego przemysłu za granicą, wspieranej przez dotacje z UE

Wojciech Romański

W smoczym kręgu