Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Mocarstowe dazenia Rosji czesto znajduja zrozumienie zarowno Niemiec, jak i Francji (na zdjeciu: Angela Merkel i Wladimir Putin)

Nordycka alternatywa

Romuald Szeremietiew

Sojusz z krajami skandynawskimi to jedyna realna gwarancja niepodległości Polski. Sojusz z Niemcami lub Rosją oznacza utratę suwerenności

Gen. Tadeusz Kutrzeba, komendant Wyższej Szkoły Wojennej w Rembertowie i dowódca armii „Poznań", po zakończeniu wojny obronnej 1939 r. powiedział, że Wojsko Polskie otrzymało „niewykonalny rozkaz obrony ojczyzny". Armia II RP, jedna z największych na świecie, była silna, miała dobrą kadrę dowódczą, wyszkolonych i patriotycznych żołnierzy oraz – wbrew krążącym do dziś opiniom – nowoczesne uzbrojenie, ale obronić kraju nie mogła. Znalazła się w żelaznym uścisku armii Niemiec i Rosji, największych wówczas potęg militarnych świata. Nasz potencjał okazał się niewystarczający. W latach 1933–1939 Polska na intensywny rozwój i modernizację sił zbrojnych wydała 5,9 mld zł. W tym samym czasie Niemcy przeznaczyli na zbrojenia 51,6 mld marek – około 110 mld zł (1 marka = 2,13 zł). Prawie 19 razy więcej! O sowieckich wydatkach na zbrojenia nie wspominamy, a też były ogromne. Wojskowa przegrana jest zrozumiała, biorąc pod uwagę możliwości materialne Rzeczypospolitej.

W 1939 r. wojsko nie mogło zapewnić bezpieczeństwa Polsce. Mogła to sprawić tylko odpowiednia polityka zagraniczna. Dopiero wówczas żołnierze dostaliby „wykonalne" rozkazy obrony kraju. Niestety, położenie państwa polskiego, uwzględniając ówczesne stosunki geopolityczne, powodowało, że niezwykle trudno było określić, jaką politykę zagraniczną należy prowadzić, aby ten cel osiągnąć.

Naszym politykom nie udało się przekonać narodów zagrożonych przez wielkich sąsiadów, aby wspólnie z Polakami utworzyły system bezpieczeństwa dla Europy Środkowej. Zawarliśmy więc odrębne sojusze z Francją i Anglią, a wraz ze wzrostem napięcia w Europie sztabowcy polscy, francuscy i brytyjscy uzgodnili plany wspólnych działań na wypadek wojny. Nie były to „sojusze egzotyczne", jak później twierdził Stanisław Cat-Mackiewicz. Były bardzo konkretne i polscy politycy oraz dowódcy wojskowi mieli prawo sądzić, że uzyskali gwarancję bezpieczeństwa dla swego kraju. 17 września 1939 r. okazało się, jak tragicznie się mylili.

Będzie gorzej

Geopolityczna mapa współczesnej Europy wygląda inaczej niż w przededniu II wojny światowej. Nie ma agresywnych reżimów w rodzaju państw Hitlera i Stalina, a narody połączyły się systemem współpracy politycznej i gospodarczej w ramach Unii Europejskiej. Działa też sojusz polityczno-wojskowy NATO, gwarantujący Europie, w tym Polsce, bezpieczeństwo. Można by uznać obecny stan za zadowalający i jak najpełniej jednoczyć Polskę w ramach działających wspólnot. Niestety, nie jest to tak oczywiste. Byłoby słuszne, gdyby istniała pewność, że UE stanowi udaną formę współdziałania Europejczyków, a NATO nie traci w Europie zdolności obronnych. Wiemy, że takiej pewności nie ma. Należy przewidywać, że obecny ład międzynarodowy będzie się zmieniał, i to niekoniecznie na bardziej przyjazny Polsce.

Podstawy współczesnej polskiej myśli i działania politycznego formowały się w XIX w. przy braku państwa. Ukształtowane w tych okolicznościach wyobrażenie celów narodowych, także sposoby i metody ich osiągania, mimo upływu dwóch wieków ciągle są powielane. Polityczne postawy układają się w kilku głównych nurtach. Pierwszy reprezentują ci, którzy określają siebie jako realistów. Ten realizm dawniej skłaniał do liczenia się z siłą najbardziej realną – z zaborcami. Brak wiary we własne siły i klęski narodowych zrywów niepodległościowych dowodziły, że właściwą postawą powinno być podporządkowanie się najeźdźcom, prowadzące w sytuacjach skrajnych nawet do kolaboracji.

Drugi nurt łączy zwolenników opierania polityki polskiej na siłach zewnętrznych i nazywany jest czasem polityką orientacji, tj. orientowania się na kogoś. Ta koncepcja wychodzi z założenia, że Polacy są zbyt słabi, by prowadzić niezależną politykę, stąd muszą zabiegać o protekcję i wsparcie jakiegoś mocarstwa. Spełniając oczekiwania protektora, wykazując swoją przydatność dla jego polityki, mogą budować mniej lub bardziej suwerenny własny byt – Księstwo Warszawskie z nadania cesarza Napoleona lub Królestwo Polskie pod panowaniem cara. Tak rozumował w 1945 r. lider PSL Stanisław Mikołajczyk, sądząc, że po akceptacji dotkliwych żądań zbuduje za zgodą Stalina quasi-suwerenne państwo polskie. Z lepszym efektem ten sam model działania zastosował komunista Władysław Gomułka, gdy w 1956 r. dochodził w PRL do władzy z projektem „polskiej drogi do socjalizmu". Podobny sposób uprawiania polityki – podporządkowania się silniejszym – jest charakterystyczny dla ludzi obecnie rządzących Polską.

Poprzednia
1 2 3 4 5

Wstępniak

Materiał Partnera

Polacy coraz częściej kupują online. Co ich przekonuje do tej formy zakupów?

Kupujemy na potęgę. Rynek dóbr konsumenckich rozwija się dynamicznie, a my – konsumenci – podążamy za najnowszymi trendami. Kupujemy nie tylko więcej, ale i korzystając ze znacznie...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Andrzej Sadowski

Wolność tak, ułatwienia nie

• RAZ POD WOZEM, RAZ POD WOZEM • Dopóki rządzący w Polsce będą mówić o ułatwieniach i ulgach dla przedsiębiorców, a nie o przywróceniu wolności gospodarczej, dopóty nie wybijemy się na ekonomiczną niepodległość