Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Lwów jest polski!

Marcin Hałaś

Warto powtarzać to zdanie dzisiaj, kiedy tzw. polityka wschodnia naszego państwa została sprowadzona do jednej zasady: kiedy plują – udajemy, że pada deszcz

W Polsce swoistym adwokatem racji (i interpretacji) ukraińskich było przez długie lata środowisko „Gazety Wyborczej". To tam tłumaczono, że mamy swoje winy wobec Ukraińców i ich aspiracji państwowych, więc obecnie – użyjmy pojęcia-klucza – „mniej nam wolno". Doszło jednak do sytuacji, w której redakcja z Czerskiej, zazwyczaj bardzo uparta w głoszeniu swoich najbardziej nawet nienadających się do obrony tez, doszła do wniosku, że nie sposób już dłużej bez komentarza wekslować ukraińskich działań. W taki sposób należy chyba odczytać tekst, jaki ukazał się na łamach „Wyborczej" pod koniec lutego. W felietonie zatytułowanym „W historii Lwowa nie było Polaków. Majstersztyk przemilczenia" Hanna Flis-Kuczyńska napisała m.in.: „Oficjalny informator wydanego przez władze Lwowa o Polakach nie wspomina. (...) Przeglądałam informator parę razy, usiłując znaleźć cokolwiek, najmniejszą wzmiankę o wspólnej z Ukraińcami historii miasta albo przynajmniej słowo „Polska". Znalazłam w notce o zbiorach muzeum uniwersytetu lwowskiego (założonego zresztą przez Jana Kazimierza w 1661 r.) zdanie: „Najcenniejszymi eksponatami są świadectwa absolwentów i badaczy z czasów imperium Austro-Węgier, Państwa Polskiego i Związku Radzieckiego". Nie przypuszczałem, że „Gazeta Wyborcza" napisze w gruncie rzeczy to samo, co relacjonowałem w książce „Oddajcie nam Lwów".

Brak polityki historycznej

Państwo polskie nie posiada i nie realizuje żadnej polityki historycznej dotyczącej ziem wschodnich. Nie chodzi zresztą tylko o politykę historyczną – praktycznie nie wspieramy polskiej mniejszości na terenie obecnej Ukrainy, obficie dotując za to mniejszość ukraińską w państwie polskim. Gdyby porównać działania państwa polskiego w odniesieniu do ziem wschodnich na przykład z polityką współczesnych Niemiec wobec Górnego Śląska – włos się zjeży na głowie. Przykładem niech będzie sprawa budowy Muzeum Lwowa i Kresów Wschodnich – postulowana (także przez poważne środowiska naukowe) od początku lat 90. Nie doczekała się ona wyjścia poza sferę oczekiwań, chociaż przykład Muzeum Powstania Warszawskiego świadczy, że aby stworzyć taką instytucję, potrzeba (zaledwie i aż) woli politycznej i determinacji. W Niemczech istnieje natomiast kilka muzeów „śląskich" mających w statut wpisane zadanie dokumentowania historii Śląska. Nie miejmy złudzeń – mimo deklaracji ze strony niemieckich muzealników o wielokulturowości Śląska i współpracy ze stroną polską oraz czeską – są to placówki dokumentujące nade wszystko niemieckie wątki historii tej ziemi.

Najboleśniej odczuwalny jest jednak jakikolwiek brak oficjalnej polskiej reakcji na trwający na Ukrainie Zachodniej proces gloryfikacji zbrodniczych formacji OUN/UPA. Co więcej – po zwycięstwie pomarańczowej rewolucji idee tzw. Bandersztatu zaczęły być przenoszone na Ukrainę kijowską, oficjalnie wsparł je prezydent Wiktor Juszczenko. We Lwowie wzniesiono pomniki ideologa OUN/UPA Stepana Bandery oraz głównego dowódcy UPA Romana Szuchewycza, bezpośrednio odpowiedzialnego za zbrodnie na Wołyniu, gdzie w bestialski sposób zamordowano co najmniej 130 tysięcy Polaków – udokumentowano liczne przypadki na przykład palenia żywcem, wypruwania płodów z brzuchów ciężarnych matek albo nabijania niemowląt na sztachety płotów.

Brońmy Lwowa!

Dzisiaj warto powtarzać: Lwów był, jest i będzie polski. Nie chodzi tutaj o rewindykacje geopolityczne i zmianę granic, chociaż warto w tym miejscu przytoczyć casus Wysp Kurylskich, a dokładniej Kuryli Północnych. Mimo iż od 1945 r. znajdują się one w składzie najpierw Związku Sowieckiego, a potem Federacji Rosyjskiej – Japonia nigdy nie pogodziła się z ich utratą i na drodze prawa międzynarodowego stosuje wszelkie sposoby, aby podkreślić ich przynależność do swego państwa. Chce się westchnąć – tam chodzi o kilka wulkanicznych skał, wyłaniających się z Pacyfiku, w przypadku Lwowa – o całe miasto, jedno z najważniejszych dla polskiej kultury i tożsamości. Japończycy potrafią podtrzymywać swoje prawo do Kuryli, rządy niepodległej Rzeczypospolitej (następujące po 1989 r.) skapitulowały, zrezygnowały z upominania się o prawa Polski do Lwowa. Tutaj podkreślę – Japończycy żądają „fizycznego", geopolitycznego zwrotu Kuryli Północnych, Polacy winni dopominać się swego prawa do Lwowa w sensie kulturowym, historycznym, tożsamościowym. Kiedy w 2010 r. prezydent Miedwiediew złożył wizytę na Kurylach – Japończycy w geście protestu odwołali swego ambasadora z Moskwy. Czy możemy sobie wyobrazić sytuację, że minister spraw zagranicznych Rzeczypospolitej – bez względu na to, czy byłby nim Radosław Sikorski, czy Anna Fotyga – odwołuje polskiego konsula ze Lwowa w reakcji na wzniesienie w tym mieście pomnika Stepana Bandery? Oczywiście możemy sobie wyobrazić taką sytuację, tyle że będzie to – niestety – jedynie political fiction. Polskich polityków nie stać na elementarne gesty w imię prawdy i przyzwoitości.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Adam Maciejewski

Polski kapitał na Kaukazie

Od 2014 r. w Armenii działa fabryka polskiej spółki Lubawa. Nawiązanie współpracy z rządem Armenii było możliwe dzięki promocji naszego przemysłu za granicą, wspieranej przez dotacje z UE