Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Kto zastrzelił profesora?

Janina Blikowska, Marek Kozubal

Naukowiec z Politechniki Warszawskiej umiera kilometr od domu. Policja uważa, że zagryzł go bezpański pies. Okazuje się, iż został brutalnie pobity i postrzelony

To jedna z najbardziej tajemniczych spraw, do dzisiaj nierozwiązanych. W tle jest świat nauki, brylanty. Poraża też nieudolność policji. Choć było to jedno z najdłużej prowadzonych śledztw w stolicy, nie udało się ustalić, kim był morderca. – Już tylko przypadek może sprawić, że odnajdziemy sprawcę – przyznają dziś śledczy.

Dr hab. Krzysztof Osuch był znanym fizykiem. Wykładał na Politechnice Warszawskiej, a także na University of South Africa (UNISA) w Pretorii w RPA. Dlaczego postanowił wyjechać za granicę? – W kraju był nękany przez komunistów, już po obronieniu pracy doktorskiej został wysłany do wojska, aby je odsłużyć – wspomina jeden z jego znajomych.

Porządny człowiek

Krzysztof Osuch zajmował się projektowaniem nowych struktur w skali nano, był współautorem pracy badawczej, w której opisał zmianę struktur nieszlachetnych w szlachetne. – Praca ta została uznana za jedną z najciekawszych na świecie – mówi prof. Bronisław Pura z Wydziału Fizyki Politechniki Warszawskiej, znajomy Krzysztofa Osucha.

Jego żona była lekarzem. Mieli dwóch synów, którzy mieszkali w RPA. Krzysztof Osuch przyjeżdżał na wykłady do stolicy na kilka tygodni, po czym wracał do Pretorii. Tu starał się o stopień profesora. Do Polski chciał wrócić wraz z rodziną. „Sytuacja uniwersytetu w Pretorii jest niepewna, poza tym zależy mi, aby dzieci chodziły do europejskich szkół i wychowały się w europejskiej kulturze" – tłumaczył znajomym.

W 2005 r. od stycznia do czerwca był w Warszawie. Mieszkał wówczas przy ul. Bruzdowej, w letniskowym domu swoich rodziców. Lato spędził wraz z rodziną w RPA. Do Warszawy wrócił we wrześniu. Jak opowiadali jego bliscy, prowadził uporządkowany tryb życia. Rano z Wilanowa wyjeżdżał swoim oplem na politechnikę, gdzie przebywał zwykle do godz. 16. Potem jechał do domu rodziców, także w Wilanowie, gdzie jadł obiad. Do siebie wracał około godz. 19.

Regularnie dwa razy w tygodniu wybierał się na siłownię przy ul. Hawajskiej na Ursynowie, gdzie spędzał dwie godziny. Dbał o kondycję fizyczną, ćwiczył karate. – Kiedyś powiedział, że poznał zasady samoobrony, bo w RPA jest niebezpiecznie – opowiada jego znajomy.

Po zajęciach sportowych wracał do domu. Czasami chodził do restauracji w Wilanowie. Lubił też jeździć w góry, najchętniej do Zakopanego. Utrzymywał regularne kontakty z rodziną w RPA. Dzwonił do bliskich, pisał e-maile.

Niepokój ojca

W dniu zabójstwa, 7 listopada 2005 r., jego rozkład zajęć wyglądał jak zwykle: praca, obiad u rodziców, siłownia. Wyszedł z niej około godz. 22.07. Świadkowie zapamiętali, jak w kolejce do szatni rozmawiał z 30-letnią wysoką blondynką. – Widać było, że się znali – relacjonowali później śledczym ludzie ćwiczący przy ul. Hawajskiej. Wiadomo, że naukowiec przyjechał do domu w Wilanowie.

Tego dnia nie zadzwonił do rodziców po powrocie z siłowni, a zawsze to robił, więc jego ojciec próbował się z nim skontaktować telefonicznie. Nikt jednak nie odbierał. Ojciec ponawiał próby kilkakrotnie, dzwoniła też siostra Krzysztofa Osucha. Jej również nie udało się porozmawiać z bratem.

Ojciec naukowca postanowił sprawdzić, co się stało. Podjechał pod dom przy ul. Bruzdowej. Furtka była otwarta. Samochód syna stał na podwórku. Klucze były tam, gdzie Krzysztof Osuch zawsze je zostawiał. Ojciec wszedł do domu. Nie zastał syna, ale nie zauważył żadnych podejrzanych śladów. Wrócił więc do siebie.

Sprawa nie dawała mu jednak spokoju. Jeszcze dwa razy podjeżdżał pod dom syna. Za trzecim razem, już po północy, został nawet wylegitymowany przez policyjny patrol. Funkcjonariusze byli na miejscu w związku ze znalezieniem kilometr dalej ciężko rannego mężczyzny.

Krzysztofa Osucha znaleziono o 23.50 w polu, niedaleko innej posesji. – Siedziałem w budce. Najpierw zobaczyłem postać, która jakby chowała się w rowie. Podszedłem bliżej. Wtedy usłyszałem przeraźliwe jęki – opowiadał Marek, ochroniarz jednej z posesji przy ul. Bruzdowej, który wezwał pogotowie i policję. Lekarze bezskutecznie próbowali reanimować rannego. Dwadzieścia minut po północy stwierdzili zgon.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Andrzej Sadowski

Wolność tak, ułatwienia nie

• RAZ POD WOZEM, RAZ POD WOZEM • Dopóki rządzący w Polsce będą mówić o ułatwieniach i ulgach dla przedsiębiorców, a nie o przywróceniu wolności gospodarczej, dopóty nie wybijemy się na ekonomiczną niepodległość

Adam Maciejewski

Polski kapitał na Kaukazie

Od 2014 r. w Armenii działa fabryka polskiej spółki Lubawa. Nawiązanie współpracy z rządem Armenii było możliwe dzięki promocji naszego przemysłu za granicą, wspieranej przez dotacje z UE