Najnowsza interwencja Uważam Rze

Historia

Miłosz na garnuszku CIA

Sebastian Rybarczyk

Kongres Wolności Kultury połączył wielu pozornie obcych sobie ludzi. To oficjalna wersja. Ta mniej oficjalna mówi, że wszyscy byli finansowani przez Centralną Agencję Wywiadowczą

CIA daje kasę

W połowie lat 60. Kongres staje się dużą i wpływową instytucją po obu stronach Atlantyku. Ale w tym samym czasie zaczyna bardzo energicznie rozwijać się ruch Nowej Lewicy, dla którego symbolami nie jest już Stalin czy Chruszczow, a bardziej Mao, Che lub Castro. Na sztandarach mają wypisane walkę z dyskryminacją i sprzeciw wobec wojny wietnamskiej.

W 1964 r. z inicjatywy lewicowych działaczy Partii Demokratycznej odbywają się przesłuchania w Kongresie USA, których zadaniem jest wyjaśnienie doniesień o możliwości unikania płacenia podatków przez amerykańskie fundacje. Podczas śledztwa wychodzi na jaw, że m.in. Fundacja Farfielda i Forda są potajemnie finansowane przez Centralną Agencję Wywiadowczą. Swoje śledztwo wsparte przez przecieki z instytucji rządowych rozpoczynają lewicowe pisma „New York Times", „Ramparts" i „New York Review of Books". Pierwsze rewelacje publikuje „NYT" w 1966 r. Wynika z nich, że KWK i jego czasopisma finansowane są przez CIA za pośrednictwem kilku fundacji.

Jednak nóż w plecy Kongresowi, potwierdzając zarzuty prasy, wbili wysocy funkcjonariusze CIA. Zaczął Thomas Braden, szef Sekcji Organizacji Międzynarodowych, struktury odpowiedzialnej za tajne finansowanie. W wywiadzie prasowym pod dość kontrowersyjnym tytułem „Jestem dumny z tego, że CIA postępowała niemoralnie", ujawnił nie tylko fakt finansowania Kongresu i jego czasopism, ale również, że CIA posiadała swoich agentów w Kongresie i redakcji „Encountera". W tej sytuacji całą winę na siebie bierze Michael Josselson, przyznając w prasie, że to on był łącznikiem i głównym rozgrywającym pomiędzy KWK i CIA.

Pomoc CIA rozchodziła się w trzech kierunkach. Pierwszym było bezpośrednie wsparcie udzielane czasopismom i ich twórcom. Beneficjentami pomocy były praktycznie wszystkie periodyki KWK z paryskim „Preuves" i londyńskim „Encounterem" na czele. CIA wypłacała poprzez współpracujące fundacje, nie tylko etaty redaktorskie, ale również wierszówki. Płaciła za wydawanie książek i czasami sama zakupywała część nakładu, aby zwiększyć tantiemy autorów i rozsyłać darmowe kopie do niezdecydowanych intelektualistów. Drugim kierunkiem finansowania było wspieranie wystaw malarskich, premier teatralnych i operowych, baletu, symfonii czy też jazzu. To właśnie CIA było jednym ze sponsorów europejskiego tournée Louisa Armstronga. Trzecim kierunkiem było opłacanie własnej agentury, do której przede wszystkim należeli: szef Komitetu Wykonawczego KWK Michael Josselson, James Burnham, Irving Brown oraz Lasky lub Irving Kristol.

Sydney Hook uznał, że „finansowanie z tajnych funduszy CIA było jednocześnie usprawiedliwione i niemądre. W pierwszej połowie lat 50., w wojennej atmosferze, kwestia źródeł funduszów nie była pierwszoplanowa. Było jednak także rzeczą niemądrą przyjmować fundusze od CIA, musiało to bowiem wyjść na jaw i posłużyć do zniesławienia przyzwoitych ludzi i ich pracy". W dość przewrotny sposób do sprawy odniósł się w swoich wspomnieniach Arthur Koestler, pisząc, że „KWK był finansowany przez CIA – przypuszczalnie dlatego, że rząd (...) nie dysponował innym stabilnym kanałem przesyłu funduszy (...). Tak więc chociaż komuniści i ich paputcziki insynuowali, że byłem na liście płac CIA, prawdą jest coś zupełnie przeciwnego; to moje ciężko zapracowane honoraria (...) przechodząc do Kongresu Kultury, w sposób pośredni dofinansowały CIA". W swoim błyskotliwym i sarkastycznym stylu do sprawy odniósł się Kristol; „Gdybym to ja kierował CIA, byłbym przerażony na myśl o powierzeniu im (członkom KWK – przyp. aut.) czegokolwiek. Nawet teraz, jedynie to sobie wyobrażając, retrospektywnie robię się nerwowy – w imieniu CIA oczywiście".

Miłosz musi wygrać Polakiem, w którego rozwój zaangażowała się CIA, był bez wątpienia Czesław Miłosz. Po opuszczeniu USA poprosił o azyl we Francji. W tym czasie mieszkał w redakcji „Kultury", a rodzina pozostała w Ameryce. Miłosz pomimo starań nie mógł otrzymać wizy wjazdowej. Tu bezpośrednio interweniowała CIA, rękami samego Franka Wisnera, szefa Biura Koordynacji Polityki. Nic w tej sprawie nie zrobił również James Burnham, który spotkał się prywatnie z Miłoszem zaraz po jego ucieczce. Powodem odmowy nie były, jak podawały oficjalne dokumenty, prokomunistyczne sympatie Miłosza, ale fakt, że był on w USA całkowicie niepotrzebny. Odwrotnie niż w Europie. Miłosz był pierwszym literatem o tak wysokiej pozycji zawodowej i towarzyskiej, który zdecydował się zdezerterować. Jego doświadczenia z komunizmem były doskonałą lekcją, jaką mógł przekazać europejskim intelektualistom, zakochanym w większości w Stalinie. Miłosz cierpiał w Paryżu głównie na... brak środków finansowych. Jeszcze w latach 90., w wywiadzie pytany o relacje z ludźmi z Kongresu wspominał, że „(...) oni to byli w pewnym sensie „królowie życia", a ja byłem bardzo ubogim uchodźcą, w okropnej sytuacji. Więc patrzyłem na nich tak, jak może patrzeć człowiek w moim położeniu, przy czym ambicja nie pozwalała mi zanadto się z nimi fraternizować. Nie chciałem uchodzić za kogoś, kto szuka zysków przez stowarzyszenie się z nimi". Być może fraternizacji, jak twierdzi Miłosz, nie było, niemniej jednak wielu czołowych uczestników KWK udzieliło mu otwarcie poparcia w staraniach o wizę amerykańską.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Edyta Żyła

Doradzą i przeszkolą

Znaczna część unijnych pieniędzy trafia do doradców, którzy pomagają zakładać firmy lub je rozwijać. Przedsiębiorcy mogą więc liczyć na bezpłatne szkolenia, wsparcie doświadczonych mentorów albo pomoc w przygotowaniu strategii marketingowej