Najnowsza interwencja Uważam Rze

Cywilizacja

Igrzyska e-sportowców

Daniel Orzechowski

Gry komputerowe to już nie tylko zabawa i wielki biznes, ale także sport wyczynowy

Hala sportowa we francuskim Wersalu wypełniona po brzegi kibicami. Kilkanaście tysięcy osób skanduje i wspiera swoją drużynę. Na środku hali dwie osoby siedzą przy komputerach. Grają w „StarCraft 2" – strategiczną grę czasu rzeczywistego stworzoną przez Blizzard Entertainment. Trwa elitarny turniej ESWC (Electronic Sports World Cup). Tłum szaleje, bo na ich oczach drużyna Protosów – kosmitów, pokonała drużynę Terranów – ludzi. Zwycięża Grzegorz „MaNa" Komincz. Polak wygrywa turniej oraz 20 tys. dolarów.

Być może za siedem lat będzie reprezentował nasz kraj na olimpiadzie. Wszystko bowiem wskazuje na to, że do 2020 r. gry komputerowe będą oficjalną dyscypliną na igrzyskach letnich. – Pracujemy nad tym, aby e-sport (electronic sport) był zaakceptowany i szanowany jak każda inna dziedzina sportu – mówi Mike Morhaime, szef Blizzard Entertainment. – Rynek gier komputerowych jest olbrzymi. Szanse na to, że trafi w końcu na olimpiadę, jest bardzo duży. To tylko kwestia czasu – mówi Daniel Grzelak, szef australijskiego Gamer Institute, zajmującej się promowaniem i szkoleniem przyszłych mistrzów e-sportu.

Olimpiada w 2012 r. w Londynie rozpoczęła w środowisku graczy dyskusję na temat wprowadzenia e-sportu do panteonu dziedzin olimpijskich. – Część z obecnych dyscyplin, jak chociażby jeździectwo konne czy pływanie synchroniczne po prostu zdaje się „nie pasować" do dzisiejszych czasów.

E-sport wprowadziłby za to nową jakość do igrzysk – mówi Grzelak. Poparcie dla tej inicjatywy wykazują również internauci. Poprzez stronę „Torch for gaming" (olimpijski znicz dla gier) zbierają głosy pod petycją dla sprawy. W zaledwie kilka miesięcy od jej otwarcia swój głos oddało prawie 100 tys. osób.

Grubi, leniwi chłopcy

Dla szarego obywatela pomysł zakwalifikowania gier komputerowych jako dyscypliny sportowej musi się wydawać niedorzeczny. Głównie dlatego, że gracze kojarzą nam się z nastolatkami, którzy po szkole tracą czas na zabawy przy komputerze. Jeszcze inni gry komputerowe kojarzą ze szkodliwym uzależnieniem. – Ludzie zazwyczaj wskazują na stereotypowego gracza i mówią „to grubi i leniwi mali chłopcy, którzy całymi dniami nic nie robią". Rzeczywistość jest inna. I choć można założyć, że muskulaturą daleko im do chociażby lekkoatletów, to zdecydowanie nie są oni leniwi i nie brakuje im zaangażowania – mówi Grzelak. Gracze komputerowi to już nie tylko wspomniane nastolatki, lecz ludzie sukcesu, sportowcy, a nawet politycy. – Obawiam się, że już z tego nie wyrosnę. Jak tylko w moim domu dzieci położą się spać, ja sam zamieniam się w małe dziecko i gram. Bardzo często zdarzyło mi się zarwać noc przy „StarCraft 2" – mówi  Przemysław Wipler, poseł PiS. Michael Phelps, 18-krotny mistrz olimpijski w pływaniu, również należy do zapalonych graczy. W jednym z wywiadów stwierdził nawet, że spędza średnio 30 godzin tygodniowo przy grze „Call of Duty".

Graczami coraz częściej są również kobiety. Do najsłynniejszych należy m.in. amerykańska modelka Anna „uNcontroLable" Prosser. Dla gier komputerowych zawiesiła swoją dotychczasową działalność i obecnie startuje w turniejach „StarCraft". Do najbardziej znanych polskich kobiecych graczy należą m.in. Ania „Hexa" Pączek oraz Ewa „Weja" Nowak. Obie są czynnymi zawodniczkami w turniejach „StarCraft" i niejednokrotnie zdobywały w nich wysokie miejsca. – E-sport, w przeciwieństwie do tradycyjnych dziedzin sportu, ma tę zaletę, że mogą go uprawiać wszyscy. Niezależnie od wieku, płci, rasy, a nawet niepełnosprawności. W przestrzeni wirtualnej wszyscy mają równe szanse – uważa Grzelak.

E-trening

60 godzin – tyle czasu należy spędzić w grze „StarCraft 2", grając wyłącznie przeciwko komputerowi, zanim rozpocznie się jakikolwiek pojedynek z prawdziwymi graczami w sieci – sugeruje Dustin Browder, dyrektor projektu „StarCraft 2". Oznacza to, że gra to nie tylko zabawa, ale przede wszystkim trening. – Wyczynowy e-sport nie jest dla każdego. Trzeba się poświęcić wyczerpującym treningom zręcznościowym i spędzić wiele godzin na analizach i planowaniu strategii – tłumaczy Tomek „Prabuty" Pyka, gracz „StarCraft" udzielający się na turniejach e-sportu. Wydawać się może, że trenowanie gier komputerowych to przesada, jednak gracze traktują to bardzo poważnie. – Można to porównać do szachów. Ćwiczy się m.in. otwarcia, zagrywki i dodatkowo odpowiedniego zarządzania armią i ekonomią – mówi Pyka. Gracze, niczym profesjonalni bokserzy, śledzą również walki innych zawodników. Analizują co do sekundy taktyki, które później próbują zastosować w swojej grze. Południowokoreańska stacja telewizyjna AriRang wyszła wyczynowym graczom naprzeciw. Od kilku lat emituje ona turnieje „StarCraft", a komentatorzy tłumaczą widzom, co i jak należy robić, aby osiągnąć najlepsze wyniki w grze. – Topowi gracze ćwiczą ponad 10 godzin dziennie. Nie należy tego mylić z zabawą przy komputerze. Te osoby dochodzą do granic swoich możliwości – mówi Grzelak. Według Riot Games, amerykańskiego producenta i wydawcy kultowej gry komputerowej „League of Legends", na ich grę na całym świecie gracze poświęcają miesięcznie ponad 1,3 miliarda godzin. Granice możliwości to jednak za mało, żeby osiągnąć sukces w świecie e-sportu, dlatego przyszli mistrzowie często korzystają z pomocy prywatnych trenerów. Ci ogłaszają się w internecie, udzielają porad, a nawet korepetycji z zakresu gier komputerowych.

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Ewa Bednarz

Kredyt z plastiku

Tylko część banków decyduje się na wydawanie przedsiębiorcom kart kredytowych. Znacznie chętniej oferują im dużo kosztowniejsze karty obciążeniowe

Anna Czyżewska

O wynagrodzeniu bez tabu

Zdecydowana większość pracowników uznaje, że rozmowę o podwyżce powinien zainicjować szef. Polacy nie są mistrzami negocjacji. Strategia biznesowej polemiki to wizytówka przedsiębiorcy