Najnowsza interwencja Uważam Rze

Butik

Roman Kosecki ? pilkarz niepokorny

Dwie Kosy

Michał Kołodziejczyk

Ojciec nosił w klapie opornik. Syn wytatuował na przedramieniu swoje nazwisko. Roman był wielkim piłkarzem, Jakub chce nim zostać

To dziewiąty przypadek, kiedy w reprezentacji Polski zagrali ojciec i syn. Niedawno do Włodzimierza Smolarka dołączył Ebi, później tradycje Macieja Szczęsnego w koszulce z orłem kontynuował Wojciech. W ostatnim meczu reprezentacji – przeciwko San Marino – gola strzelił Jakub Kosecki, syn Romana.

Chociaż kadra wygrała 5:0, Kosecki junior stał się sławny z innego powodu. W rozegranym kilka dni wcześniej meczu z Ukrainą (1:3) podczas wślizgu zsunęły mu się spodenki i okazało się, że piłkarz nie nosi bielizny. To zdjęcie stało się symbolem gry naszej drużyny. Profil na Facebooku „Jakub Kosecki, sportowiec" do tej pory lubiło kilkanaście tysięcy kibiców. Utworzony po meczu „Tyłek Koseckiego" w jedną dobę polubiło ponad dwa razy tyle. Kosecki wytłumaczył, że nie nosi bielizny, bo go uwiera. Błahość problemów młodego zawodnika w porównaniu z tymi, z które miał ojciec, to znak czasów.

Z pięściami na Gascoigne'a

Roman miał trudniej. Od samego początku, bo bardzo szybko zdiagnozowano u niego tak duże problemy z kręgosłupem, że większość lekarzy odradzała mu jakikolwiek sport. Chłopak na drugie miał jednak „upór" i wspólnie z rodzicami tak długo szukał odpowiedniego specjalisty, aż znalazł i postawił na swoim – mógł trenować. Najpierw w małych robotniczych klubach, w Mirkowie i Ursusie. Później Kosecki trafił do Gwardii Warszawa.

To nie był popularny klub w stolicy, bo patronat nad nim sprawowała milicja. Gwardia grała wtedy w drugiej lidze, a długowłosy 20-latek należał do najlepszych na boisku. Roman buntował się często, niejednokrotnie bez powodu. Już wtedy mówił, co myślał, był liderem młodego pokolenia, które zaczynało walczyć ze starymi przyzwyczajeniami, a przede wszystkim miało wiarę w siebie. Długie włosy, kolczyk w uchu, własny zespół grający muzykę reagge – takie fascynacje miało być może wielu nastolatków, ale nie każdy miał odwagę nosić wpięty w sweter czy klapę marynarki opornik i manifestować w ten sposób swoje poparcie dla „Solidarności". A Romanowi szczególnie nie wypadało nosić opornika, bo jako zawodnik Gwardii był funkcjonariuszem milicji, kursantem ZOMO. W tamtych czasach nie było zawodu piłkarza, a pieniądze musiały być za coś wypłacane.

Kosecki jeszcze jako piłkarz drugoligowy zadebiutował w reprezentacji Polski. Koledzy mówili do niego: nie biegaj tak szybko, bo cię nie widzimy. Kiedy mundur milicjanta zamienił na wojskowy, bo przeniósł się do Legii, był już solidarnościowcem pełną gębą, w pierwszych wyborach wyraźnie opowiedział się przeciwko komunistom. Do Legii wprowadzał księdza Mariusza Zapolskiego. Pojechał do niego do parafii w Tłuszczu, bo słyszał od znajomego, że interesuje się futbolem.  Kosecki ze swoją wiarą się obnosił, chociaż niekoniecznie żył według przykazań.

Kościół świetnie komponował się z kursem pod prąd, który obrał już na samym początku kariery.

W Legii nie rozegrał nawet 50 meczów, kiedy zgłosiło się po niego Galatasaray Stambuł. Turcy o tak silnej lidze, jaką mają teraz, wtedy nawet nie marzyli. Ale pieniądze mieli. Legia oficjalnie przyjęła pół miliona dolarów, ale o tym transferze krążą legendy. Tak dobrego zawodnika nie można było sprzedać za tak niską sumę. Kosecki wyjeżdżał za granicę już jako kadrowicz pełną gębą. A nie była to kadra łatwych charakterów.

– Kiedyś było inaczej niż teraz. Znaliśmy się wszyscy i nie pozwalaliśmy sobie w kaszę dmuchać. Pamiętam, jak kilka lat później zmierzyliśmy się z Anglią w Chorzowie. Ich gwiazdor Paul Gascoigne grał w takiej specjalnej masce osłaniającej twarz. Gdy stanął w tunelu, zaczął krzyczeć na kolegów, żeby „f... Poland". No to rzuciliśmy się na niego, zrobiła się awantura, sędzia cofał nas do szatni. Ale nie daliśmy się zastraszyć – wspomina.

Tańczyli, pili i bili, ale na pewno wiedzieli, jak się gra w piłkę. Bili, bo to właśnie Kosecki rzucił się w 1994 r. na dziennikarza w samolocie wracającym z Tel-Awiwu, kiedy Polska przegrała w eliminacjach z Izraelem. – Przegraliśmy mecz, daliśmy sobie po razie i cześć. To były inne czasy, teraz śmiejemy się z tamtej sytuacji i ciągle wyjaśniamy sobie tamto nieporozumienie przy dobrej whisky – mówi Kosecki.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Anna Czyżewska

O wynagrodzeniu bez tabu

Zdecydowana większość pracowników uznaje, że rozmowę o podwyżce powinien zainicjować szef. Polacy nie są mistrzami negocjacji. Strategia biznesowej polemiki to wizytówka przedsiębiorcy