Najnowsza interwencja Uważam Rze

Temat numeru

Egzaminy testowe od najmlodszych lat promuja przecietnosc, niszczac indywidualizm i kreatywnosc

Fabryki lemingów

Marcin Hałaś

Polskie szkoły produkują niezaradnych, posłusznych i głupich obywateli

W założeniu obecny system egzaminów połączonych z rekrutacją do szkół wyższego poziomu (licea, studia) miał służyć zniwelowaniu niesprawiedliwości wynikających z subiektywnego, niestandaryzowanego oceniania. W praktyce niwelowanie niesprawiedliwości wpisane jest w ideologię lewicowego antyindywidualizmu i zazwyczaj prowadzi do jeszcze większej krzywdy. Natomiast standaryzowanie ma skutek fatalny – tam, gdzie realizowana jest romantyczna zasada młodości wylatującej nad poziomy, wszystko, co nie zgadza się z poziomem, jest wycinane albo walcowane.

Pozbawienie szkół wyższych (liceów także) możliwości prowadzenia rekrutacji na podstawie własnych kryteriów zglajszachtowało poziom kształcenia. Równocześnie odbyło się z krzywdą dla młodych ludzi z predyspozycjami do intelektualnej, ukierunkowanej indywidualności. Ktoś wybitnie uzdolniony na przykład w przedmiotach humanistycznych, ale o mniejszych osiągnięciach w językach obcych i całej ścisłej „reszcie" nie ma szansy przekonania profesorów upragnionej uczelni w indywidualnej rozmowie egzaminacyjnej, że jest godzien dostąpienia zaszczytu przyjęcia do grona studentów. Wszystko zostaje sprowadzone do konkursu rozwiązania jolek, to jest – przepraszam – arkuszy egzaminacyjnych. W takim systemie nie ma wiele miejsca (jest go coraz mniej) na jakąkolwiek indywidualizację podejścia do młodego człowieka. Zanika zarówno relacja mistrz – uczeń, jak i wyróżniki pracujące na renomę szkoły. Być może to katastroficzna wizja, ale można odnieść wrażenie, że system oświaty w dużym demokratycznym państwie europejskim modelowany jest na wzór społeczeństwa w Korei Północnej.

Komu to służy?

Kiedy nasza oświata zaczęła się psuć, pojawiły się teorie z pogranicza spiskowych. Do takich można zaliczyć opinie, że wszystko po to, aby Polaków kształcić jedynie do roli siły roboczej pozbawionej elit z prawdziwego zdarzenia. Jednak wydaje się, że główną rolę w pogarszaniu systemu edukacyjnego odgrywa bynajmniej nie jakiś diaboliczny zamysł ciemnych antynarodowych sił, ale po prostu codzienna, pozytywistyczna praca u podstaw, odwalana przez zastępy „pożytecznych idiotów" biurokracji, standaryzacji, modernizacji. Ta ostatnia nie sprowadza się wcale do wdrażania nowych, lepszych rozwiązań, ale do likwidowania starych, niezłych. To ogólnoeuropejski (unijny) trend, dotyczący wielu (niemal wszystkich) dziedzin życia, w które urzędnik może ingerować. Bo jeżeli unijną dyrektywą można określić choćby cięciwę łuku tworzoną przez banana albo rozmiar ogórka, to dlaczego nie wprowadzić również uniformizacji w dziedzinie oświaty?

Na to zjawisko ustalania standardów, w których muszą się zmieścić wszyscy (więc siłą rzeczy promowana jest przeciętność), nakłada się drugie negatywne zjawisko: pokusa wykorzystania szkół jako machiny kreacji „społeczeństwa marzeń". Jak wiadomo, społeczeństwo marzeń tych, którzy zawłaszczyli sobie rolę społecznych demiurgów, jest nowoczesne, wyzute z przestarzałych uprzedzeń i resentymentów: narodowych, ksenofobicznych, postkolonialnych nawet – jak różnie je nazywają. Dlatego niszczy się całą konstrukcję, jaką wypracowano w ciągu dziesięcioleci, aby formować wykształconego młodego Polaka. Podobnych pokus nie mieli nawet „inżynierowie dusz" czasów PRL. Wydaje się, że wówczas w ciągu kilkudziesięciu lat nie zdemolowano tak bardzo programów nauczania, list lektur jak w okresie kilkunastu lat rządów pobuzkowych ministrów – wiecznych ulepszaczy. Trywializując: nawet komunistom nie przyszło do głowy usunąć ze szkolnych lektur patriotycznego Henryka Sienkiewicza, uznając, że w zamian wystarczy jedynie lektura „Timura i jego drużyny". Dziś lekką ręką skreślono autora „Trylogii", decydując, że ważniejszy jest choćby Gombrowicz. Tak na marginesie – „Ferdydurke" to jedna z najbardziej przecenianych polskich powieści. Dzieje się tak z dwóch powodów: po pierwsze, uznali ją za swoją postmoderniści, po wtóre, po 1945 r. nasza literatura cierpiała na niedobór naprawdę wybitnych prozaików (poza Janem Dobraczyńskim i Włodzimierzem Odojewskim).

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Andrzej Sadowski

Wolność tak, ułatwienia nie

• RAZ POD WOZEM, RAZ POD WOZEM • Dopóki rządzący w Polsce będą mówić o ułatwieniach i ulgach dla przedsiębiorców, a nie o przywróceniu wolności gospodarczej, dopóty nie wybijemy się na ekonomiczną niepodległość