Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Chińczycy u bram

Romuald Szeremietiew

Co zrobić, aby Chiny nie stały się najsilniejszym mocarstwem świata

Strategiczna wizja. Ameryka a kryzys globalnej potęgi" to najnowsza książka prof. Zbigniewa Brzezińskiego, głównego doradcy ds. polityki zagranicznej prezydenta Jimmy'ego Cartera. Autor zastanawia się, jakie konsekwencje dla międzynarodowego ładu będzie miała słabnąca pozycja USA. Jego zdaniem w polityce światowej „środek ciężkości przesuwa się z Zachodu na Wschód". Czy w związku z tym „Chiny mogłyby do 2025 r. przejąć od Stanów Zjednoczonych ich centralną rolę w stosunkach międzynarodowych"?

Odnosząc się do przeszłości, Brzeziński stwierdza, że obecny jednobiegunowy ład (USA jako jedyne supermocarstwo) jest sytuacją wyjątkową, bowiem wcześniej o polityce światowej zawsze decydowało kilka równoważnych siłą podmiotów. Nie tak dawno jeszcze były dwa supermocarstwa – USA vs. ZSRR. Brzeziński nie rozważa jednak, czy wraz z osłabieniem amerykańskiej potęgi świat wróci do układu wielobiegunowego, ale stara się odpowiedzieć na pytanie, co zrobić, aby Stany Zjednoczone nie straciły swej przewagi. Zastanawia się, jak mogłyby zbalansować rosnącą potęgę Chin i nie dopuścić, by zajęły miejsce USA. Mielibyśmy bowiem nadal jednobiegunowy ład – mówi Brzeziński – tyle że kształtowany przez Pekin. Temu Brzeziński chce zapobiec. Jego zdaniem Stany Zjednoczone powinny „stworzyć szerszą i bardziej żywotną sferę Zachodu", rezygnując z pozycji dominującej. Nowa polityka USA musiałaby być prowadzona wspólnie z „tradycyjnymi europejskimi sprzymierzeńcami", a ponadto należy „zbliżyć się do Turcji i Rosji". To pozwoliłoby Amerykanom zorganizować geopolityczny potencjał, który sprostałby chińskiemu wyzwaniu.

Cywilizowanie Rosji

Jednak oprócz Anglików do działań pod amerykańskim przywództwem nie kwapią się dziś ani Niemcy, ani Francuzi, ani Włosi czy Hiszpanie. Trudne będzie przekonanie „tradycyjnych sprzymierzeńców" do związków z Turcją, skoro proces jej włączenia do Unii Europejskiej, rozpoczęty jeszcze w 1987 r., dotąd nie zakończył się sukcesem. W Niemczech 60 proc. obywateli sprzeciwia się przyjęciu Turcji do UE.

Jeszcze trudniejsze może się okazać wzmocnienie proamerykańskiego Zachodu Rosją. Brzeziński chciałby, aby USA zorganizowały eurazjatycką przestrzeń geopolityczną jako podstawę polityki Zachodu (czytaj: USA) wobec Chin. Autor „Strategicznej wizji" zauważa, że od czasu zakończenia zimnej wojny rejon eurazjatycki politycznie dryfuje, bo Europa Zachodnia nie potrafiła w tym obszarze wytworzyć „prawdziwej wspólnoty" zdolnej do odgrywania istotnej roli w świecie. To trzeba naprawić, a skoro nie potrafili tego zrobić Europejczycy, muszą to uczynić Amerykanie. Brzeziński uważa, że Amerykanie mogą namówić Rosjan do budowy wspólnego eurazjatyckiego bloku, choć dostrzega też przeszkody, np. mocarstwowe aspiracje rosyjskich polityków i niemieckie próby układania specjalnych relacji z Rosją. Mimo to wierzy, że w rosyjskim społeczeństwie zyskują na znaczeniu zwolennicy związków z Zachodem, a więc także USA. Pisze: „Rosnąca liczba Rosjan zaczyna mieć świadomość, że fundamentalna zmiana rosyjskiej relacji z Zachodem może leżeć w długofalowym interesie kraju".

Niestety, nie wydaje się to prawdą. Dla przeciętnego Rosjanina bardziej zrozumiała jest hołubiona na Kremlu wizja odbudowy imperium niż wprowadzanie praw człowieka wzorem Zachodu. Wielu Rosjan zgadza się z Putinem, że „rozpad ZSRR był nie tylko największą katastrofą geopolityczną XX wieku, ale również prawdziwym dramatem dla Rosjan". Poparcie, jakie zyskuje brutalna postawa Putina wobec Zachodu, jest autentyczne i nie wydaje się, aby nawet najbardziej ustępliwy prezydent USA zdołał namówić prezydenta Rosji do podporządkowania się Ameryce, a tak przecież odczytano by ofertę włączenia Rosji do bloku formowanego przez Waszyngton.

W koncepcji polityki USA proponowanej przez Brzezińskiego istnieje też pewne niebezpieczeństwo. Profesor co prawda dostrzega, że osłabienie pozycji USA w Europie mogłoby skutkować zajęciem przez Rosjan Gruzji, Białorusi i Ukrainy (co jest więcej niż prawdopodobne), ale nie dostrzega, że Kreml mógłby pójść dalej i podporządkować sobie kraje nadbałtyckie, zwłaszcza Estonię i Łotwę, aby tym samym osłabić wiarygodność obronną NATO. Estończycy i Łotysze są dziś sojusznikami Amerykanów, ale Polacy też nimi byli, gdy prezydent USA w porozumieniach jałtańskich oddawał Polskę Stalinowi.

Poprzednia
1 2 3 4

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Wojciech Romański

W smoczym kręgu

Piotr BOŻEJEWICZ

Może i koniec, ale nie świata

• TAKO RZECZE [P] •Skoro Obama nawet w części nie okazał się takim cudotwórcą, jak przepowiadali eksperci, to czemu Trump miałby być taki groźny, jak go malują ci sami ludzie?