Najnowsza interwencja Uważam Rze

Świat

22 listopada 1963 r. John F. Kennedy i Jackie Kennedy tuz po przylocie do Dallas

Człowiek, który wiedział za dużo

Antoni J. Wręga

Zabójcy JFK chcieli zmylić śledczych. Wykorzystali w tym celu tajemniczego misjonarza z Meksyku

Osborne uzyskał paszport kanadyjski 10 października, 1963 r., na swoje prawdziwe nazwisko. Wówczas to w październiku 1963 r. ten wędrowny kaznodzieja dokonał niezwykłej rzeczy. Poprzez lata korespondował bardzo rzadko ze swoim rodzeństwem czy krewnymi w Anglii, którzy mogli potem opowiedzieć brytyjskim śledczym niezbyt wiele na temat jego życia i działalności w Ameryce. Osborne pytany o swoje źródła dochodu, twierdził, że jest doskonałym ogrodnikiem i kiedy pieniądze mu się wyczerpywały, zatrudniał się kolejno w różnych miejscach. Nie był w stanie jednak przypomnieć sobie nazwiska lub nazwy pracodawców.

Osborne opuścił Nowy Jork 13 listopada 1963 r. – dzień po swoich 75. urodzinach – na pokładzie samolotu pasażerskiego udającego się do Anglii. Miał spotkać się z tamtejszymi krewnymi po przerwie wynoszącej około 50 lat. Lecz nawet przy spotkaniu po pół wieku Osborne ich okłamał. Starszemu bratu Walterowi, którego odwiedził w listopadzie 1963 r. w domu starców w Grimsby, powiedział, że podróżował do Prestwick w Szkocji wraz z grupą naukowców, którzy udawali się na Islandię, aby sfotografować pewien wulkan. Siostrze Emily (Featherstone, mieszkającej w wiejskiej okolicy za Grimsby, z którą spędził kilka dni) powiedział, że udaje się do Hiszpanii. Wspominał też wówczas, że wybiera się także do wspólnot baptystów we Francji i we Włoszech, a także w Maroku.

Nie wiadomo, gdzie Osborne był 22 listopada, w dniu, kiedy zamordowano JFK. Lecz już 5 grudnia 1963 r. wszedł na pokład samolotu Icelandic Airlines w Luksemburgu i odleciał do Nowego Jorku. Siostra Lillie otrzymała potem list od Alberta datowany na 14 grudnia i wysłany z Nowego Jorku, w którym pisał, że przybył do Stanów 5 grudnia 1963 r.

Niebezpieczna wiedza

Czy Osborne lub ktoś, kto go znał w Anglii, miał wcześniej wiedzę na temat zabójstwa prezydenta? Nawet jeśli przyjąć, że Osborne (lub jakiś jego wspólnik) mógł wykonać ten – w istocie – „proroczy" telefon z Anglii, nie można stwierdzić na pewno, czy tak właśnie było. Z przedstawionych powyżej faktów dotyczących poszukiwań i przesłuchań Osborne'a przez FBI, należałoby raczej wysnuć wniosek, że o niczym nie wiedział i był sam potężnie przerażony, gdy zdał sobie sprawę, w co się wplątał. Ktoś sfinansował mu – biedakowi, mieszkającemu w Meksyku w domu o glinianych ścianach – przelot do Anglii, po 50 latach nieobecności, ktoś przedtem posadził go w autobusie obok Oswalda i ten ktoś zapewne teraz – po odegraniu przez Osborne'a roli dezinformatora – będzie czyhał prędzej czy później na jego życie.

Zanim jednak Osborne umarł niecałe trzy lata po zabójstwie Kennedy'ego w wieku 78 lat – narodził się mit, kultywowany przez sensacyjne wydawnictwa w postaci artykułów, a następnie książek, że to on – Osborne – stał na czele grupy bezpośrednich zabójców JFK w Dallas. Znaleźć się mieli też tacy, wiele lat po zamachu w Dallas, którzy na serio twierdzili, iż „misjonarz" prowadził zespół 25–30 zawodowych zabójców z siedzibą w Meksyku, a feralnego 22 listopada 1963 r. Osborne stał w Dallas na czele tajnej drużyny strzelców wyborowych strzelającej do prezydenta. Takimi teoriami zachłystywali się przede wszystkim ci, którzy dali wiarę powstałemu w Moskwie 23 listopada (dzień po zamachu) kłamstwu głoszącemu, że prezydenta Kennedy'ego zamordowały „siły skrajnej prawicy" – z głębokiego, „reakcyjnego" południa USA. Po latach pojawiły się także nie wiadomo skąd spekulacje, że „telefon z Cambridge" miał jakiś związek z amerykańskimi instalacjami wojskowymi w Europie.

Wydaje się, że starannie przygotowana operacja dezinformacyjna, rozpoczęta 26 września 1963 r. podróżą nocnym autobusem z Laredo do Mexico City, miała wkroczyć w następną fazę, w której zmarły na niestrawność „misjonarz Indian Mixteca" miał po prostu – prowadzić szkółkę morderców. Notabene jest mało prawdopodobne, by ktoś, kto od 30 lat jest zaznajomiony z meksykańską kuchnią, miałby dostać nagle od niej niestrawności. I to latem 1966 r. (Osborne zmarł 31 sierpnia), kiedy wiadomo, że agenci FBI odwalili już gros roboty w zakresie zbierania informacji w sprawie zamachu w Dallas i na pewno wkrótce powrócą do najbardziej obiecujących, ale i pogmatwanych wątków. Z tym miałyby się wiązać niewątpliwie dodatkowe przesłuchania. Pastor Lyman Erickson z San Antonio, który spotykał się z Osborne'em w ostatnich latach jego życia, a także okazjonalnie udzielał mu gościny, powiedział w 2003 r. w programie BBC „Kennedy: The Grimsby Connection", że podejrzewał Osborne'a o związki z bliżej niesprecyzowanym wywiadem. Znaleźli się też i tacy, którzy twierdzili, że „słyszeli takich, którzy mówili, że był on komunistą". Choć jeszcze więcej było takich po prostu, którzy jedynie wskazywali na fakt, że Osborne „zachowywał się skrycie i tajemniczo". Faktem jest, że „misjonarz plemienia Mixteca" wiedział po prostu, jak to się mówi w takich wypadkach – o wiele za dużo, niż „powinien był wiedzieć".

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Piotr BOŻEJEWICZ

Może i koniec, ale nie świata

• TAKO RZECZE [P] •Skoro Obama nawet w części nie okazał się takim cudotwórcą, jak przepowiadali eksperci, to czemu Trump miałby być taki groźny, jak go malują ci sami ludzie?

Intermedia

• MYŚLI I SŁOWA • BEATA SZYDŁO