Najnowsza interwencja Uważam Rze

Świat

Franciszek idzie na wojnę

Paweł Łepkowski

Papież Franciszek nie przestaje zadziwiać. Nazwanie karierowiczów w sutannach „złodziejami i zbójami”, którzy „okradają Jezusa z chwały”, jest gestem rewolucyjnym. Ostatnim razem takie słowa wypowiedział Marcin Luter

Media na całym świecie, a w szczególności stacje telewizyjne, koncentrują się głównie na codziennym zachowaniu papieża Franciszka, które tak naprawdę nie różni się zasadniczo od sposobu bycia jego poprzedników. Jednak nowe pokolenie dziennikarzy i komentatorów telewizyjnych nie może pamiętać nietypowych gestów czy wypowiedzi innych papieży.

Dymek i tanie wino

Weźmy dla przykładu włóczącego się sennie po ogrodach watykańskich Leona XIII, który miał zwyczaj siadać przy pracujących ogrodnikach, zakładać nogę na nogę, zapalać długiego papierosa i bez pośpiechu zagadywać ogrodników o ich pracę i sprawy rodzinne? Papież Leon XIII powoli delektujący się mocnym dymem tytoniowym nikogo nie dziwił. W Watykanie krążyła nawet pewna anegdotka o jego nikotynowym głodzie z czasów, kiedy był nuncjuszem w Belgii. Pewien hrabia, widząc na przyjęciu u króla kardynała Gioacchino Pecciego nerwowo poszukującego po kieszeniach swojej sutanny paczki papierosów, podał mu przy gościach swoje pudełko. Żart polegał na tym, że na opakowaniu był rysunek nagiej Wenus, uznawany wówczas za bardzo pikantny. Kardynał wyciągnął dłoń po pudełko, ale zobaczywszy rysunek, na chwilę się powstrzymał. Po chwili wahania wziął paczkę, wyjął papierosa, zaciągnął się dymem i z tajemniczym uśmiechem spojrzał się na hrabiego. – Czy to może pańska żona, hrabina, jest na tym obrazku? – zapytał ku radości zebranych gości.

Nikotynizm Leona XIII nie przeszkodził mu być najdłużej panującym papieżem w historii. Gdybyśmy porównali jego ówczesny styl bycia do dzisiejszego sposobu sprawowania pontyfikatu przez Franciszka, papież Leon mógłby być pewnie uznany za o wiele bardziej medialnego. Ale w latach 1878–1903 nie było telewizji czy internetu, więc naprawdę „wyluzowany" Leon XIII nie miał okazji być pokochany przez tłumy.

A takich papieży jak Leon było wielu. Pius XI był światowej klasy alpinistą, który w sutannie zdobył Mont Blanc. Niestroniący od dobrej zabawy, mocnego trunku i dymka papierosowego „dobry papież" Jan XXIII był widywany z watykańskimi robotnikami podczas popijania taniego wina stołowego prosto z butelki. Franciszek nie jest też pierwszym papieżem, który nie korzysta z usług sekretarza podczas łączenia się przez telefon z różnymi instytucjami. Taki zwyczaj ku niezadowoleniu kurii wprowadził już Jan Paweł I.

Co więc wyróżnia Franciszka na tle innych papieży? Głównie fakt, że mówi prawdę i wskazuje palcem na demona w środku życia Kościoła.

Pralnia brudnych pieniędzy

Zanim jednak wnikniemy w ciemną krainę watykańskich finansów, należy sobie wyjaśnić zasadniczą różnicę między Państwem Watykańskim (łac. Status Civitatis Vaticanae) obejmującym powierzchnię 0,44 km kw. a Stolicą Apostolską (łac. Sancta Sedes), która jest rządem Kościoła Powszechnego. Wbrew pozorom mamy tu do czynienia z dwiema osobnymi organizmami ustrojowymi połączonymi unią personalną i funkcjonalną w osobie papieża. Prawo międzynarodowe nie rozróżnia obu tych podmiotów. Tymczasem rozróżnienie to jest ważne chociażby właśnie ze względu na struktury finansowe.

Duszą finansów Stolicy Apostolskiej i Państwa-Miasta jest Instytut Dzieł Religijnych (wł. Istituto per le Opere di Religione) zwany nieco na wyrost Bankiem Watykańskim. IOR nie pełni funkcji banku centralnego, jakkolwiek jest bankiem skarbu państwa, emituje własną walutę i jak każdy bank centralny posiada własny rachunek, dzięki któremu można się rozliczać z innymi bankami. Ma więc wszystkie atrybuty banku centralnego, ale jednocześnie nim nie jest. To niestety bardzo zaciemnia jego operacje.

W 1971 r. papież Paweł VI mianował szefem Instytutu Dzieł Religijnych amerykańskiego arcybiskupa Pawła Kazimierza Marcinkusa, który od 1952 r. pracował w sekcji angielskiej watykańskiego sekretariatu stanu. Ze względu na doskonałą znajomość języków: angielskiego, włoskiego i hiszpańskiego, oraz wieloletnie doświadczenie w dyplomacji watykańskiej Jan XXIII oraz jego następca Paweł VI traktowali Marcinkusa jako swojego zaufanego tłumacza. Obecność Marcinkusa w bezpośredniej świcie papieskiej uratowała życie Pawłowi VI w 1964 r. na placu św. Piotra i w 1970 r. w Manili na Filipinach. Świetnie zbudowany, wysportowany i wysoki Marcinkus zasłonił mizernego Pawła VI własnym ciałem przed szaleńcem, który rzucił się w jego kierunku z nożem w dłoni. W 1982 r. arcybiskup po raz kolejny uratował papieża – tym razem Jana Pawła II – przed zamachowcem nożownikiem podczas papieskiej pielgrzymki do Fatimy.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy