Najnowsza interwencja Uważam Rze

Biznes

Rafal Otoka-Frackiewicz

Mowa nienawiści

Rafał Otoka-Frąckiewicz

W stolicy trwa zwieranie szyków przed referendum za odwołaniem miejscowej prezydent. Platforma traci dzielnicę za dzielnicą, a wszystko to za sprawą burmistrza Ursynowa, który postanowił kandydować na stołeczny stolec.

Akcja nabrała takiego rozmachu, że PiS z SLD zdecydowały się pod nią podłączyć, żeby zjeść ewentualne konfitury. Niestety, ekskomunistów spotkała niemiła niespodzianka. Wystarczyło, że otworzyli usta, a do ich warszawskiego przywódcy zawitał kurier z kopertą od Gronkiewicz-Waltz, w kopercie zaś kartka z listą liczącą 300 nazwisk babek, ciotek, zięciów, kochanek i psów działaczy SLD zasiadających w miejskich spółkach. Efekt? Następnego dnia SLD zaczął się głośno zastanawiać, czy referendum nie zrujnuje budżetu miasta.

Podobną skutecznością jak PO może się pochwalić PiS. Poseł Girzyński za bardzo uwierzył w demokrację i zaczął kombinować, by doprowadzić do wystawienia jego kandydatury na szefa partii. I to nie jakiegoś tam fikcyjnego kandydata, który miałby uwiarygodnić jedyne i słuszne zwycięstwo Jarosława Kaczyńskiego, ale faktycznego przeciwnika. W efekcie planowany na czerwiec kongres gospodarczy PiS zamienił się nagle w przyspieszone wybory szefa partii i Girzyńskiemu czas przygotowań skrócił się z kilku lat do półtora miesiąca.

Tak, to ten sam kongres, na którym PiS ma ponoć przedstawić nowy program gospodarczy. Plotka głosi, że będzie on ostrym skrętem w lewo z równoczesnym dokręceniem podatkowej śruby bogaczom. Notabene analogiczny pomysł na przyszłość ma SLD Leszka Millera. Wracając jednak do plotek – twarzą mającą tłumaczyć w mediach meandry tego programu ma ponoć zostać pisowski liberał Przemysław Wipler. Jeśli to prawda, to poczucie humoru Kaczyńskiego należy uznać za mocno perwersyjne.

Plotek republikańskich ciąg dalszy. Ponoć zabiegi Wiplera, by stworzyć sobie pozaparlamentarne zaplecze, zaczęły nabierać rozpędu, kiedy się dowiedział, że na warszawskich listach PiS znalazł się poza pierwszą dziesiątką, wypchnięty z czołówki za sprawą kilku powracających do partii nazwisk, takich jak Marek Jurek. Panie Przemku, pan się nie boi. W tym tygodniu awansował pan na miejsce siódme. W Katowicach.

Niezwykle wytrawnym internautą okazuje się Roman Giertych. Wystarczyło kilka sekund od premiery facebookowego profilu Odwołajszumilas, żeby nie tylko przypadkiem go odkrył, ale także zalajkował i zareklamował światu ze szczególnym wskazaniem czytelników profilu Ratuj Maluchy, zrzeszającego rodziców wpienionych na reformę edukacyjną firmowaną przez minister Szumilas właśnie. Nagła aktywność pieszczocha i adwokata obecnej władzy nie uszła uwagi organizatorek akcji Ratuj Maluchy. Jedna z nich się zadumała: „Giertych mądrze mówi o sześciolatkach – tylko dlaczego dopiero teraz?". Na bank czysty to przypadek, a wcale, ale to wcale nie chce zasiąść na fotelu ministra edukacji i oczywiście tak się nie stanie.

Kompletnie pogubił się w tym także Tomas Lis, który zaatakował akcję Ratuj Maluchy, twierdząc, że to „daleko posunięta histeria jej animatorów i najgłośniejszych zwolenników, głównie celebrytów". Pozostaje zaopatrzyć się w popcorn i czekać, aż wyrastający na jej głównego celebrytę Giertych zostanie jednak ministrem edukacji, a Lis będzie składał mu hołdy dziękczynne za zatrzymanie „reformy" wysyłającej sześciolatki do szkoły. Lis jednocześnie poinformował, że „z jakichś testów przeprowadzonych w przedszkolu wynikało, że geniusz raczej ze mnie nie będzie". Trudno się z nim w tej kwestii nie zgodzić.

Okazję do wizyty u Lisa zwęszył zapomniany nieco Wojciech Olejniczak. Jak stwierdził: „Tomasz Lis trafił w dziesiątkę, pisząc, że należy ratować nasze dzieci przed aktywistami akcji Ratuj Maluchy, próbującymi storpedować obniżenie wieku szkolnego. Chętnie zapiszę się do takiego ruchu społecznego". Zapomniał przy tym dodać, że jego dzieci nie są skazane na upadającą polską edukację, ale kształcą się w Brukseli, a jego macierzysta partia podczepiła się pod tę akcję.

Wieści z Belwederu. Niezwykle cennym nabytkiem Belwederu jest szef prezydenckiej kancelarii, niejaki Jacek Michałowski, zwany przez współpracowników Paździochem. Gość uważa się za alfę i omegę i wprowadza tak ogromny bałagan, że zdarza się, iż Bronisław Komorowski musi samodzielnie biegać do kuchni, żeby przypomnieć o gościach czekających na oficjalny obiad, a na miejscu się dowiaduje, że Paździoch ów obiad odwołał.

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Andrzej Sadowski

Wolność tak, ułatwienia nie

• RAZ POD WOZEM, RAZ POD WOZEM • Dopóki rządzący w Polsce będą mówić o ułatwieniach i ulgach dla przedsiębiorców, a nie o przywróceniu wolności gospodarczej, dopóty nie wybijemy się na ekonomiczną niepodległość