Najnowsza interwencja Uważam Rze

Cywilizacja

Postac wykreowana przez Hugh Lauriego jest nie do zastapienia!

Tako rzecze House

Agnieszka Niemojewska

W czwartkowy wieczór, 16 maja o 20.40, Dwójka pokaże ostatni odcinek ósmego sezonu „Dr. House’a”

Nie warto pytać o to, dlaczego serial, który urósł do rangi kontrkulturowego wydarzenia, właśnie się kończy. Lepiej jest, gdy kończy się za wcześnie, niż gdyby miał trwać sztucznie podtrzymywany przy odcinkowym życiu i zmieniać się powoli w nędzną karykaturę samego siebie. Nie jest też istotne, czy za jakiś czas nie pojawi się ktoś, kto wykorzysta House'a, by nakręcić mrożący żółć w woreczku thriller medyczny z globalnym spiskiem i kosmitami w tle. Każdy lew ma swoją hienę, ale smaku odbioru tych kilku sezonów, spędzonych w towarzystwie Hugh Lauriego, nikt i niczym nas nie pozbawi. Ważne jest, by poznać choćby fragmencik tej magicznej formuły, która pozwoliła twórcom serialu przyciągnąć przed telewizory nawet sfrustrowanych intelektualistów (zakładając, że istnieją inni intelektualiści) i zapisać się w księdze sukcesów małego ekranu, podczas gdy tak wiele innych seriali medycznych ma czar telenoweli i szybko ulatuje z pamięci.

Tacy jak my

Otóż serial medyczny powinien odpowiadać naszym wyobrażeniom o realnej placówce służby zdrowia. Kompetentny personel w pośpiechu przemierza korytarze lśniącego czystością i pachnącego antyseptykami ośrodka, by przynieść pacjentom ulgę, obietnicę poprawy kondycji, skuteczną terapię i ciepłe słowa pocieszenia. Ci ludzie to zgrany zespół specjalistów, mogą liczyć na siebie, tak jak pacjent na nich. Oczywiście są tylko jednymi z nas, znają słabości, rozdarcie między życiem osobistym i zawodowym, gorycz porażki. Ktoś nie potrafi dogadać się z przełożonymi, ktoś inny jest przemęczony, ją porzucił mąż, on pije trochę za dużo albo zażywa dopalacze, a w rezultacie dłonie przestają być posłuszne. Ale to ludzkie, zwyczajne sprawy, jak zwyczajny jest strach, cierpienie, czasem umieranie. Od tego jest jednak zespół, aby pomóc koleżance, koledze, bo bohater jest jeden, zbiorowy, w każdej z tych odpowiedzialnych jednostek, w końcu najważniejsze jest dobro chorego („Ostry dyżur", „Na dobre i na złe"). Dlatego diagnozę poprzedza długotrwała analiza wyników badań, ustalenie najwłaściwszej metody leczenia to rezultat rzeczowej konsultacji połączonej z sumą wspólnych doświadczeń zawodowych, nie wolno zapominać też o właściwym podejściu: zawsze matczyny uśmiech ze szczyptą ojcowskiej reprymendy. Pacjent bywa kapryśny, trzeba zatem dysponować metodami, które posłużą spokojnemu, ale stanowczemu zarazem przywołaniu go do porządku. Podstawą jest jednak okazanie zrozumienia i empatycznego zaangażowania – chory musi wiedzieć, że to on pozostaje w centrum wydarzeń. Dzięki temu ma poczucie bezpieczeństwa. A czy instytucja zaufania publicznego, jaką jest szpital, nie powinna przede wszystkim zapewniać poczucia bezpieczeństwa?

To piękna, dobra, komfortowa wizja. Co prawda opowieść snuta na ekranie jest przewidywalna i po prostu nudna, ale pobyt w szpitalnej sali też na ogół jest nudny. Można by rzec, że wszystko wygląda dokładnie tak, jak powinno. I właśnie dlatego pora otworzyć przymrużone oczęta, napiąć mięśnie, wytężyć uwagę, przejść w tryb: czujność. Bo wpuszczamy bestię.

Nieobliczalny geniusz

Nie wchodzi. Objawia się. Doktor Gregory House rozpoczyna kolejny dzień pracy. To będzie pracowicie spędzony czas – tak wielu trzeba doprowadzić do stanu wrzenia

i małostkowego rozmyślania o uduszeniu z premedytacją. Niepowtarzalny wyraz oczu urażonego arystokraty, spóźnionego na swoją epokę, ukwiecony przekonaniem perfidnego bachora, że zabawa będzie niezła, ujawnia, że doktor snuje plany. Lub nie ma żadnych. Nieobliczalne osobowości, uzbrojone w monstrualne umysły, nie lubią powtarzalności ani uporządkowania. Chyba że cierpią na nerwicę natręctw. House, niestety, na to wyjątkowo nie cierpi.

Doktor to antyteza. I człowieka, i lekarza. Jako egoista wzorcowy oczekuje od wszystkich wokół siebie skupienia myśli na jego osobie, bezkrytycznego podziwu i bezinteresownej miłości oraz troski. W zamian oferuje równie bezinteresowną złośliwość i ironię (obie celne i bolesne, bo inteligentne), bezkrytyczny brak szacunku dla wysiłków umysłowych otoczenia i pełne współdziałanie przy skupianiu myśli. Na samym sobie. Jest – delikatnie rzecz ujmując – indywidualistą. Pojmowanie człowieka jako istoty społecznej kwituje charakterystycznym grymasem twarzy, wyrażającym jednocześnie zdziwienie i niezrozumienie. Ma zespół, znakomicie przez niego dobrany, który tworzą najlepsi, tyle że zespół nigdy nie wie, czy ma House'a. Doktor nie pogrąża się w wirze owocnych dyskusji, prowadzących do rozwiązania problemu. Jeśli już jest przy nich obecny, odzywa się rzadko

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Artur Osiecki

Brexit mobilizuje regiony

Województwa chcą przyspieszyć realizację nowych programów regionalnych zarówno ze względu na zbliżający się przegląd unijny, jak i potencjalne negatywne konsekwencje wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej

Anna Czyżewska

O wynagrodzeniu bez tabu

Zdecydowana większość pracowników uznaje, że rozmowę o podwyżce powinien zainicjować szef. Polacy nie są mistrzami negocjacji. Strategia biznesowej polemiki to wizytówka przedsiębiorcy