Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

50 twarzy Urbana

Wiesław Kot

W ubiegłym tygodniu ruszył proces o naruszenie dóbr osobistych premiera Tuska przez wydawcę tygodnika „Nie”. Kim jest Jerzy Urban?

Urban powoli przechodzi do historii. Na odchodne obstalował sobie nagrobny pomniczek – wywiad rzekę z przychylną mu Martą Stremecką („Jerzy Urban"), która uprawia konferansjerkę. Podrzuca temat i zaraz się chowa. Urban więc bryluje i kłapie, co tylko chce. Choć wiele się tu i tak obronić nie da.

Los agitatora

Życiorys mu się nie sumuje. Co zakręt historii – to inna twarz. Przekartkujmy. Faza pierwsza: Urban jako Żyd asymilowany, w dodatku z Łodzi. Mieliśmy falę takich. Była to inteligencja liberalna o szerokich horyzontach, wrażliwa na nędzę. U Słonimskiego na Wierzbowej w Warszawie tylne drzwi do mieszkania były otwarte dzień i noc, by każdy żebrak mógł znaleźć wsparcie. W tym czasie młody Urban w Łodzi pływa jak pączek w maśle – guwernantki, narty w Zakopanem, drobne na watę cukrową. Cios spada nagle: nastoletni Urban dowiaduje się, że jest Żydem. Wpada w rozpacz, bo z wtorku na środę staje się współplemieńcem chałaciarzy, którzy obiegają podwórka z krzykiem: „Się sprzedaje...!". A on się pachciarstwem brzydzi. Holokaust go ominął, bo rodzina zadekowała się na Kresach, gdzie on, jedyny wśród dzieciarni, wiedział, co to automobil, kino i kaloryfer.

Ale karta się odwraca i nastoletni Jurek musi w powojennej Łodzi zdać maturę. Wydaje się, że to nic prostszego: zaliczyć i zostać lekarzem czy adwokatem. Tyle że jemu się jakoś uczyć nie chce. Ale znajduje na to sposób: zapisuje się do ZMP. Ma zaledwie 15 lat, jest ideowy i gorliwy, więc awansuje na oberdziałacza. Jak się zjawia w gabinetach dyrektorów gimnazjalnych, to oni przed nim, gówniarzem, na baczność. Jeszcze tylko ta matura, ale i na to znalazł sposób. Sprytnie wyszperał w organie partyjnym „Nowe Drogi" (nikt tego szmatławca nie brał do ręki), że partia stawia teraz na „tradycję oświeceniową". Obstawił więc, że na maturze będzie właśnie oświecenie. Zakuł, zdał i dalej spokojnie działał. Spokojnie? Nie zawsze, bo jak go zrobili odpowiedzialnym za pochód pierwszomajowy, to ze strachu, czy wszystko wyjdzie, nie spał trzy noce.

A tu – bęc! – nowy zakręt. Rodzice przenoszą się do Warszawy i Jurek znowu jest nikim. Startować od zera w aparacie młodzieżowym już mu się nie chce. A że ma przyrodzoną łatwość wysłowienia, więc załapuje się do betonowego tygodnika „Po prostu". Z tym że tygodnik ewoluuje i Urban razem z nim. Z zacięciem zwalcza ustrój, który dopiero co budował. Rozjeżdża się po terenie, z którego przywozi reportaże o krzywdzie ludzkiej, ale wieczorami łoi wódeczkę z artystami w Kameralnej. A jak wysłanniczka UB pięknie prosi, by zakapował kolegę, to nie odmawia. Ale generalnie biega po uczelniach z referatem Chruszczowa, a na łamach walczy o „ludzką twarz socjalizmu". Wszystko do czasu – Gomułka uznał, że tygodnik przegina („Dość wiecowania! Dość manifestacji!") i milicyjnymi pałami rozpędził redakcję i jej fanów. Aż dziw, że do tej pory na Ochocie nie wmurowano stosownej tablicy pamiątkowej.

Urban kształci Karwowskiego

W każdym razie Urban znalazł się na bruku i z zakazem pracy w dziennikarstwie. Towarzysze z KC na wszelki wypadek obdzwonili redakcje jak leci, żeby tego Żyda i „poprościaka" nie brać na etat. Socjalistyczna Polska, której poświęcił młodość, wypluła go i skazała na rolę murzyna. Komuś tam napisał książkę, za innego cymbała na stanowisku pisywał felietony. Czy w tej sytuacji Urban obraża się na władzę? Otóż nie. Czy brzydzi się usługowym tygodnikiem „Polityka", który został powołany, by wypchnąć z rynku buntownicze „Po prostu"? Znowu nie. Urban z czasem obejmuje w tejże „Polityce" dział krajowy i okazuje się reformatorem. Naczelny Mieczysław Rakowski przesiaduje w domku na Mazurach albo kokietuje zagranicznych korespondentów, a Urban puszcza tekst za tekstem, że socjalizm ewoluuje wprawdzie zygzakiem, ale w kierunku zachodnim. Raz zaświerzbiło go pióro i przegiął. Napisał kpiarski tekst o niejakim doktorze Marcinkowskim, fanatyku agitacji antyalkoholowej. Gomułkę, tego „kościanego dziadka socjalizmu", który uznawał tylko szampana na sylwestra, a poza tym kapustę kiszoną i kaszankę, doprowadził tym do białości. Gomułka go puknął, ale za Gierka Urban znowu jest w siodle. Uprawia pracę u podstaw: że należy uczyć się języków (sam nie zna żadnego), jeździć na zachodnie stypendia, do gospodarki wprowadzać menedżerów (takich „czterdziestolatków"). Ale nie jest na tyle głupi, by nie zauważyć, że Gierek popadł w samouwielbienie, kredyty się kończą, a u władzy siedzą partyjne tłumoki, co o gospodarce nie mają pojęcia. Więc kiedy Wałęsa skakał przez płot, Urban był właściwie zdeklarowanym opozycjonistą.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Materiał Partnera

Polacy coraz częściej kupują online. Co ich przekonuje do tej formy zakupów?

Kupujemy na potęgę. Rynek dóbr konsumenckich rozwija się dynamicznie, a my – konsumenci – podążamy za najnowszymi trendami. Kupujemy nie tylko więcej, ale i korzystając ze znacznie...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Hubert Kozieł

Czy Podesta zadławi się pizzą?

• SPISKOWA TEORIA WSZYSTKIEGO • Wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych były wielkim zwycięstwem zwolenników spiskowej teorii dziejów. Potwierdziły bowiem wiele ich tez

Intermedia

• MYŚLI I SŁOWA • BEATA SZYDŁO