Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Ratujmy maluchy

Karolina Kowalska

Na posłaniu sześciolatków do szkół zyska tylko ZUS. Do czerwca rodzice zbierają podpisy pod referendum w tej sprawie

Mimo pięcioletniego okresu przejściowego niewiele szkół postanowiło zmienić choćby infrastrukturę. Na sześciolatki czekać więc będą za duże krzesełka, za wysokie ławki i tablice, do których najmłodsi mogą nie dosięgnąć. I panie nieprzyjmujące do wiadomości, że Krzysiowi może w środku lekcji zachcieć się siusiu i sam sobie w łazience nie poradzi, a Helenka naprawdę nie umie usiedzieć spokojnie na miejscu i szlaczek zawsze wyjdzie jej za linijkę, ba, nawet za ramy ławki. Kolejny rok pozwoliłby im wydorośleć na tyle, żeby zmusić się do dyscypliny.

Dlatego rodzice ze stowarzyszenia i fundacji Rzecznik Praw Rodziców do 1 czerwca zbierają podpisy pod wnioskiem o ogólnopolskie referendum edukacyjne „Ratuj Maluchy i starsze dzieci też". Musi ich być co najmniej pół miliona. W piątek wieczorem liczba przekroczyła 433,5 tys. Weekend poprawił ten wynik, bo najbardziej zaangażowani w akcję ruszyli na łowy do swoich znajomych i krewnych.

W akcję Ratuj Maluchy zaangażowali się aktorzy Aneta Zając, Marcin Dorociński i Mariusz Jakus oraz Jacek Basiński i Jacek Borusiński z kabaretu Mumio, którzy w spotach promujących referendum przekonują, że „miejsce sześciolatka jest w przedszkolu", i pocieszają rodziców: „nie martwcie się, bez naszej zgody sześciolatki nie trafią do szkół". Pokazują też, jak ze strony internetowej stowarzyszenia ściągnąć wniosek o referendum i jak zbierać podpisy. Wielu z tych, którzy ruszyli w miasto z wydrukami, boleśnie przekonało się o niesłuszności decyzji ministerstwa. Na skórze i psychice własnych dzieci.

Trauma w szkolnej ławie

Dla Mani, córki warszawsko-londyńskiego małżeństwa, które latem ubiegłego roku sprowadziło się do Warszawy, pójście do polskiej szkoły było szokiem. W podlondyńskiej szkole, do której poszła, gdy tylko skończyła cztery lata, była na każdym kroku chwalona. Pani nie krzyczała i nie kazała siedzieć w ławce. Można było pójść do toalety i napić się wody z termosu. A po południu wszystkie dzieci siadały wokół Ms. Lucy i słuchały bajki. Można było bez końca zadawać pytania, prosić o powtórzenie, bawić się rąbkiem fartuszka. W stołecznej podstawówce, państwowej, żeby, jak tłumaczy mama Mani, nie było wywyższania i licytacji, kto ma więcej, dziewczynka zastała ławki, tablicę i unieruchomienie. Na początku myślała, że klasa bawi się w wojsko, bo na widok nauczycielki trzeba było stanąć przy ławce na baczność i wyrecytować „Dzień-do-bry". A potem siedzieć prosto i nie bawić się piórnikiem, nie zagadywać siedzącej obok Zosi i nie pytać bez podniesienia ręki. Kiedy w połowie lekcji Mania zerwała się do toalety, pani skrzyczała ją przy całej klasie i kazała stanąć w kącie. Zapłakana, z twarzą do ściany i poczuciem upokorzenia, aż się posikała. Mama zabierała ją ze szkoły w spazmach. Przeniesienie do szkoły prywatnej zajęło kilka tygodni moczenia się w nocy. Terapia u dziecięcego psychologa trwa do dzisiaj.

Ale nie tylko maluchy, które doświadczyły zachodniego, bardziej cywilizowanego systemu oświaty, lądują na kozetkach. – Przychodzą do mnie mamy sześciolatków, które zanim wysłano je do szkoły, uważane były za genialne: swobodnie czytały, stawiały pierwsze literki. W szkole jednak lądowały w oślej ławce, bo za nadmierną ruchliwość i gadanie nauczycielka stawiała minusy, co obniżało ocenę – opowiada stołeczna psychiatra i psychoterapeutka, która nie chce ujawniać tożsamości ze względu na dobro pacjentów. Najbardziej zszokowała ją opowieść matki, która w szkolnej szatni zastała córkę w obsikanych rajstopach – nieszczęśliwą i wyszydzaną przez inne dzieci. W domu się dowiedziała, że pani nie chciała puścić jej do toalety, a kiedy powiedziała, że zaraz się posika, tylko ją wyśmiała. Przez następne trzy lekcje i dwie przerwy chodziła w przemoczonych rajstopkach. – Pomijam fakt, że dziecko było narażone na wykluczenie przez rówieśników. Na pewno przez najbliższych kilka tygodni wytykały dziewczynkę palcami jako tę, która posikała się w majtki. Ale ta sześciolatka nie mogła zaufać swojej pani. Śmiertelnie jej się bała – tłumaczy terapeutka. Długo pracowała z dziewczynką i jej mamą nad oswojeniem kolejnej pani, pokonaniem strachu przed wejściem do sali, gdzie każdy może nazwać ją „zasikańcem" albo gorzej. Mama ofiary psychopatycznej pani przysięgła sobie, że nie pozwoli, by podobny terror przeżywał jej czteroletni dziś syn. Chwali się, że pod wnioskiem o referendum uzbierała ponad 100 podpisów.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Hubert Kozieł

Czy Podesta zadławi się pizzą?

• SPISKOWA TEORIA WSZYSTKIEGO • Wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych były wielkim zwycięstwem zwolenników spiskowej teorii dziejów. Potwierdziły bowiem wiele ich tez