Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Sposrod firm zalozonych w 2006 r. zaledwie 30 proc. przetrwalo do 2011 r.

Wegetacja albo bunt

Piotr Ikonowicz, Janusz Korwin-Mikke

Od lewego

Piotr Ikonowicz

Zapytał mnie młody człowiek z telewizji Polsat Biznes, czy będzie rewolucja. Kiedy odpowiedziałem, że głębokie zmiany są potrzebne, bo proces biednienia biednych i bogacenia się bogatych prowadzi do katastrofy, odrzekł, że chcącemu nie dzieje się krzywda. Że ludzie nie muszą przecież podejmować pracy za grosze. Mogą tak jak on, któremu się udało, zacisnąć zęby i odnieść sukces. Świat, w którym „chcieć to móc", byłby piękny – gdyby istniał. Nie winię jednak tych wszystkich młodych ludzi, którzy z całych sił starają się w niego wierzyć. I tych, którym się udało, i tych, którzy trafiając na ścianę obiektywnego braku możliwości, strukturalnego bezrobocia, niskich płac, niestrudzenie wciąż na nowo próbują odnieść sukces tam, gdzie innym się nie powiodło. 27,6 proc. młodych bezrobotnych wciąż rozsyła tysiącami swoje CV, a jednak ci, którym się udało i – jak mój rozmówca – załapali się na jakąś fuchę w telewizji, ciągle utrzymują, że wystarczy się bardziej starać, aby osiągnąć cel. Jednym z najpopularniejszych rozwiązań jest założenie własnej firmy. Jednak zaledwie 30 proc. spośród firm założonych w 2006 r. przetrwało do 2011 r. 96 proc. firm prywatnych to tzw. mikroprzedsiębiorstwa zatrudniające do dziewięciu osób, które ledwo ciągną, mimo że nędznie płacą pracownikom. Ludzie starszego i średniego pokolenia załamują ręce, bo widzą, że ich pociechy nie mają szans na powtórzenie ich skromnego dorobku. A chodzi o tak skromne osiągnięcia, jak: emerytura, mieszkanie i wspaniałe wspomnienia z dorocznych miesięcznych wakacji. Mit self-made mana służy za zasłonę dymną, która ma przesłonić fakt, że ta lepsza, rynkowa gospodarka nie stwarza perspektyw życiowych dla nowych pokoleń Polaków i Polek. Po wielkiej fali emigracji zarobkowej, która wchłonęła pierwszą nadwyżkę siły roboczej, jakiej nie potrafiła zagospodarować „prężnie" rosnąca gospodarka ojczysta, przyszedł kryzys, który zmusi kolejnych absolwentów szkół i uczelni do wegetacji albo buntu. Tylko ten ostatni daje jakąś nadzieję na godne życie.

Do prawego

Janusz Korwin-Mikke

Gdy przed sowieckim sądem miał się odbyć jakiś ważniejszy proces, ważny i kompetentny przywódca partii – a w przypadku naprawdę ważnych procesów: sam Józef Wissarionowicz Dżugaszwili (znany w Polsce lepiej pod ksywką „Stalin"), wyrażał swoją opinię na temat pożądanego wyniku procesu. Sędziowie mogli, oczywiście, tej opinii nie wziąć pod uwagę – jednak ostateczny wynik byłby zapewne taki: w apelacji zapadłby już na pewno jedynie słuszny wyrok (bo partia oddelegowałaby na sędziów najlepszych działaczy KGB...) – natomiast krnąbrny sędzia w najlepszym wypadku powędrowałby na najgłębszą prowincję, w gorszym – wyleciałby z grona sędziów, a w najgorszym i najczęstszym – wylądowałby w jakimś łagrze. Dziś mówi się, że na sędziów wywierano niedozwolone naciski. Zgodnie z tezą Ludwiga Feuerbacha: „Historia powtarza się jako farsa". Unia Europejska jest parodią Związku Sowieckiego, a euro-socjalizm z zakazami używania żarówek – parodią moskiewskiego „komunizmu". Jednak zasadnicze cechy są zachowane. Nie ma, oczywiście, autokracji – jest demokracja. W demokracji tyranem jest lud. I oto lud się domaga, by sędziowie wydawali – np. w sprawie zbrodniarzy stalinowskich – takie, a nie inne wyroki. Bo lud tak chce. A jak ktoś nie słucha – to lud ciska tortem w twarz sędziego. Jest to, oczywiście, parodia nacisków stalinowskich – ale powaga zawodu sędziowskiego cierpi chyba bardziej, gdy sędziowie zaczynają uginać się przed żądaniami tłumu, niż gdy uginali się przed wolą groźnego przecież Stalina. Ci organizatorzy bezczelnego nacisku deklarują zapewne, że są za „niezawisłością sądów". No to jak nazwać tego typu próby wywarcia na sędziów nacisku? Gdybym miał przed sobą zbrodniarza zasługującego na pięć lat więzienia – a pod sądem wyłby tłum domagający się wymierzenia mu 15 lat – to musiałbym długo ze sobą walczyć, by nie zmienić wyroku na dwa lata. Przecież sędzia ma jakąś godność – i musi pokazać, że jest odporny na naciski! Oczywiście można twierdzić, że mamy złych sędziów. Ale w takim razie trzeba protestować nie na sali sądowej – ale zupełnie gdzie indziej...

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Anna Czyżewska

O wynagrodzeniu bez tabu

Zdecydowana większość pracowników uznaje, że rozmowę o podwyżce powinien zainicjować szef. Polacy nie są mistrzami negocjacji. Strategia biznesowej polemiki to wizytówka przedsiębiorcy