Najnowsza interwencja Uważam Rze

Świat

Domy w Fordlandii przypominaly zabudowe przedmiesc polnocnoamerykanskich miasteczek

Amazońska utopia Forda

Krzysztof Jóźwiak

Pod koniec lat 20. ubiegłego wieku słynny amerykański przedsiębiorca postanowił wybudować w sercu brazylijskiej dżungli prywatne miasto – Fordlandię

Płynąc w górę Amazonki, gdzieś w połowie drogi między Belém a dawną stolicą kauczukowych magnatów – Manaus, natkniemy się na Tapajós, jeden z większych dopływów Królowej Rzek. Jeśli w tym miejscu zboczymy z głównego szlaku, po kilkunastu godzinach podróży naszym oczom ukaże się niezwykły widok – wyrastający ponad morze zieleni stalowy odwłok dawnej wieży ciśnień. Tuż obok niszczeje olbrzymi  tartak, a nad samą rzeką stoi wysokie na kilka pięter drewniane molo, przy którym przed laty mogły cumować  statki pełnomorskie.

Smętne wrażenie robi także dawny budynek szpitala, przykryty charakterystycznym mansardowym dachem. W pustych salach, pomiędzy resztkami sprzętu medycznego, hula wiatr i gnieżdżą się dzikie zwierzęta. Nie lepiej jest w wielu parterowych domkach, jakby żywcem przeniesionych z północnoamerykańskiej prowincji, które stoją wzdłuż wytyczonych pod linijkę ulic. W niektórych wciąż mieszkają ludzie. Gołym okiem widać jednak, że miejscowość czasy świetności ma już dawno za sobą, a dżungla stopniowo, acz nieubłaganie odzyskuje teren, który niegdyś wydarto jej przemocą.

Intrygująca osada nosi nieco dziwaczną nazwę – Fordlandia, sugerującą związek z jednym z największych koncernów samochodowych na świecie. I jest to sugestia jak najbardziej trafna, bowiem twórcą Fordlandii był Henry Ford, magnat przemysłowy, który w amazońskiej dżungli postanowił urzeczywistnić jedno ze swoich ekstrawaganckich marzeń.

Świat według Forda

Jeśli ocenimy dokonania Forda jedynie przez pryzmat milionów wyprodukowanych pojazdów, obraz ten będzie niepełny i mocno uproszczony. Ford był nie tylko niezwykle sprawnym przesiębiorcą, lecz także wizjonerem, który swoje pomysły realizował z niezwykłą determinacją. Jego wielkim osiągnięciem było wprowadzenie w 1913 r. taśmy produkcyjnej, a montowany na niej model T był pierwszym samochodem dla mas – tanim, niezawodnym i uniwersalnym. Rok później Ford ogłosił, że podnosi wszystkim swoim pracownikom pensje – odtąd płaca minimalna w jego zakładach wynosiła 5 dol. za godz. (było to kilkakrotnie więcej, niż płacili konkurenci). Robotnik w fabryce Forda stawał się trybikiem w wielkiej, bezdusznej maszynie, co świetnie zilustrował Charlie Chaplin w filmie „Dzisiejsze czasy", ale otrzymywał za swoją pracę godziwe wynagrodzenie, które pozwalało mu aspirować do klasy średniej. A z czasem nawet nabyć auto, do którego produkcji przyłożył rękę.

Greg Grandin, autor pasjonującej monografii  poświęconej Fordlandii, przytacza wypowiedź kierownika spraw pracowniczych koncernu Samuela Marquisa: „Ford wypluwa ze swoich fabryk około tysiąca pięciuset samochodów dziennie właściwie po to, aby od razu się ich pozbyć. Tym, co go naprawdę fascynuje, jest proces modelowania i kształtowania osobowości człowieka". Koncern dbał o swoich pracowników i zapewniał im pełne zaplecze socjalne, ale jednocześnie totalnie ich inwigilował. Rozbudowany wydział socjalny firmy przeprowadzał częste wizytacje w domach pracowników, sprawdzając, co ich mieszkańcy robią w czasie wolnym, z kim się spotykają i czy przypadkiem nie prowadzą rozwiązłego trybu życia i nie nadużywają alkoholu. Nic więc dziwnego, że fordyzm był w pewnym stopniu inspiracją dla komunistów i Hitlera. Notabene z tym ostatnim Henry Ford dość często korespondował.

Ford był osobą o skrajnych, często wykluczających się poglądach, targały nim wewnętrzne sprzeczności. Będąc zwolennikiem mechanizacji, która ułatwiała życie codzienne i usprawniała produkcję przemysłową, jednocześnie tęsknił za sielskim życiem na farmie, na której się wychował. Stąd w jego głowie zrodził się pomysł tworzenia od podstaw samowystarczalnych kompleksów rolno-przemysłowych. Farmerzy mieli zimą pracować w fabrykach, a robotnicy w okresach zastoju uprawiać małe przydomowe poletka. Pionierskimi inwestycjami tego typu były małe osady w Pequaming i Iron Mountain na Górnym Półwyspie stanu Michigan. Projektem na dużą skalę miała być z kolei budowa Muscle Shoals – modelowego parku przemysłowo-mieszkalnego z hydroelektrownią rozciągniętego na ponad 100 kilometrów w dolinie rzeki Tennessee (chodziło o to, aby każdy z mieszkańców miał łatwy dostęp do rzeki i zieleni). Ambitny projekt został jednak storpedowany zarówno przez władze federalne, jak i stanowe.

Poprzednia
1 2 3 4

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Edyta Żyła

Doradzą i przeszkolą

Znaczna część unijnych pieniędzy trafia do doradców, którzy pomagają zakładać firmy lub je rozwijać. Przedsiębiorcy mogą więc liczyć na bezpłatne szkolenia, wsparcie doświadczonych mentorów albo pomoc w przygotowaniu strategii marketingowej

Hubert Kozieł

Czy Podesta zadławi się pizzą?

• SPISKOWA TEORIA WSZYSTKIEGO • Wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych były wielkim zwycięstwem zwolenników spiskowej teorii dziejów. Potwierdziły bowiem wiele ich tez