Najnowsza interwencja Uważam Rze

Świat

Domy w Fordlandii przypominaly zabudowe przedmiesc polnocnoamerykanskich miasteczek

Amazońska utopia Forda

Krzysztof Jóźwiak

Pod koniec lat 20. ubiegłego wieku słynny amerykański przedsiębiorca postanowił wybudować w sercu brazylijskiej dżungli prywatne miasto – Fordlandię

W ojczyźnie rzucano mu kłody pod nogi, do tego doszła medialna i sądowa nagonka za antysemickie wypowiedzi i publikacje. Nic więc dziwnego, że Ford zaczął się rozglądać  poza granicami Stanów Zjednoczonych za odpowiednim miejscem do realizacji swoich ambitnych zamierzeń społeczno-ekonomicznych. Oczywiście decyzja o budowie Fordlandii nie była jedynie wynikiem zawiedzionych ambicji. Przede wszystkim miał to być dochodowy biznes, który rozwiąże problemy koncernu z dostępem do kauczuku.

To się nie może udać

Aż do pierwszej dekady XX w. Brazylia była monopolistą na rynku handlu kauczukiem naturalnym. Dynamicznie rozwijający się przemysł na całym świecie potrzebował go m.in. do produkcji gumy. Od dostaw kauczuku uzależnione były koncerny motoryzacyjne, które potrzebowały go nie tylko do produkcji opon, ale także do wytwarzania uszczelek, kabli, wężyków i wielu innych niezbędnych elementów. Pierwotnie lateks, czyli mleczko kauczukowe, był pozyskiwany z Hevea brasiliensis, czyli kauczukowca brazylijskiego występującego jedynie na obszarze Amazonii. Na handlu tym produktem zbijano fortuny, a niewielkie osady położone przy traktach handlowych zmieniały się w tętniące życiem i pławiące się w luksusie metropolie, czego najlepszym przykładem było dekadenckie Manaus. W 1910 r. nastąpiło jednak gwałtowne załamanie rynku. Był to rezultat wykradzenia przez Brytyjczyków sadzonek kauczukowca i założenia przez nich olbrzymich plantacji w Azji Południowo-Wschodniej.

Około 1920 r. pojawiły się plotki, że w obliczu spadających cen Anglicy, którzy w międzyczasie zdominowali rynek handlu kauczukiem, myślą o utworzeniu kartelu, który będzie mógł dyktować ceny tego surowca. Amerykańscy producenci zaczęli szukać alternatywnych rozwiązań i źródeł jego pozyskiwania. Wysłannicy Forda (najprawdopodobniej nie bez finansowego „wpływu" niektórych brazylijskich inwestorów, którzy zamierzali zarobić na sprzedaży ziemi w tym rejonie) zarekomendowali obszar nad rzeką Tapajós, na południe od miasteczka Santarém. Negocjacje z przedstawicielami miejscowej administracji i rządem brazylijskim zakończyły się sukcesem i w 1928 r. we władanie Forda przeszło 10 tys. kilometrów kwadratowych amazońskiego lasu. Wwóz i wywóz wszelkich towarów miał się odbywać bezcłowo. Ford-landia, bo taką nazwą ochrzczono posiadłość, cieszyła się bardzo dużą autonomią. Władze Brazylii zastrzegły sobie jedynie 9-proc. udział w zyskach z przedsięwzięcia.

Pod koniec lipca 1928 r. z amerykańskich portów wyruszyły w daleki rejs do Brazylii dwa statki należące do koncernu Forda: „Lake Ormoc" i „Lake Farge", transportujące wszelaki sprzęt i ludzi niezbędnych do założenia Fordlandii. Szybko się jednak okazało, że cały projekt będzie trudniejszy w realizacji, niż się początkowo wydawało. Statki dotarły do Santarém i tam utknęły na wiele miesięcy, ponieważ poziom rzek był za niski, aby dopłynąć do celu. Materiały i sprzęt transportowano więc lądem. Powodowało to olbrzymie trudności logistyczne. Mimo to pierwsi osadnicy z dużą energią przystąpili do wycinania dżungli pod budynki mieszkalne i plantacje kauczukowca. Nie mieli jednak ani wystarczającej wiedzy, ani odpowiedniego sprzętu, aby sprawnie karczować gęsty tropikalny las. Szło to na tyle opornie, że pierwszy zarządca Fordlandii Reeves Blakeley polecił wypalać roślinność z użyciem benzyny. Decyzja była całkowicie błędna – na wypalonej do cna ziemi kauczukowce nie chciały się przyjmować. Od razu ujawnił się więc problem, który był później jedną z głównych przyczyn upadku projektu – całkowite niezrozumienie warunków panujących w amazońskiej selwie i kurczowe trzymanie się nierealistycznych wytycznych płynących z centrali w Dearborn. Henry Ford mógł bez problemu skorzystać z doświadczeń innych amerykańskich firm działających od lat na podobnym terenie, choćby potentata, jakim była ówcześnie United Fruit Company. Fordlandia miała być jednak w założeniu projektem całkowicie oryginalnym. Ford uważał, że możliwe będzie bezpośrednie przeniesienie w ten rejon świata rozwiązań i wiedzy, jakie zdobył, gdy budował osiedla i zakłady przemysłowe w Stanach Zjednoczonych. Tymczasem natrafił na opór zarówno przyrody, jak i tubylców. To, co działo się w Ford-landii (szczególnie w pierwszych latach istnienia plantacji), było całkowitym zaprzeczeniem zasad panujących w Ford Motor Company. Zmiany kolejnych zarządców tylko nieznacznie poprawiały sytuację. Coraz mniej osób wierzyło w sukces ambitnego przedsięwzięcia.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Hubert Kozieł

Czy Podesta zadławi się pizzą?

• SPISKOWA TEORIA WSZYSTKIEGO • Wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych były wielkim zwycięstwem zwolenników spiskowej teorii dziejów. Potwierdziły bowiem wiele ich tez