Najnowsza interwencja Uważam Rze

Świat

Domy w Fordlandii przypominaly zabudowe przedmiesc polnocnoamerykanskich miasteczek

Amazońska utopia Forda

Krzysztof Jóźwiak

Pod koniec lat 20. ubiegłego wieku słynny amerykański przedsiębiorca postanowił wybudować w sercu brazylijskiej dżungli prywatne miasto – Fordlandię

Progres nastąpił dopiero w 1931 r., kiedy kierowanie plantacją przejął Archibald Johnston. Z pomocą swoich asystentów przez kolejne lata zrobił wiele, aby podła dziura, jaką była dotychczas Fordlandia, zaczęła przypominać prawdziwe miasto. Oprócz rozbudowy obiektów przemysłowych (przede wszystkim tartaku) powstało wiele obiektów użyteczności publicznej – nowoczesna szkoła, zakłady fryzjerski i krawiecki, sklepy z mięsem, pieczywem, warzywami, obuwiem oraz pasmanteria. Już w pierwszej fazie istnienia osady Henry Ford nakazał budowę nowoczesnego szpitala. Johnston przyspieszył także inwestycje mieszkaniowe. Budy kryte strzechą zastąpiło około 200 przytulnych parterowych domków. Działały także świetlica, kino, a dla Amerykanów wybudowano nawet pole golfowe.

Walka z wiatrakami

Przeciętny pracownik koncernu Forda w Stanach Zjednoczonych był dobrze opłacaną mrówką, która bez szemrania wykonywała swoją pracę i w imię niesienia przez firmę kaganka oświaty i cywilizacji godziła się na brutalne ingerencje w swoje życie prywatne. Schematy zarządzania ludźmi opracowane przez Forda okazały się jednak zupełnie nieprzydatne w starciu z mentalnością Brazylijczyków zatrudnionych i mieszkających w Fordlandii.

Tubylcom nie odpowiadały kontrole higieny, obowiązkowa obecność na wieczorkach z poezją, tańcach, oficjalnych uroczystościach, a przede wszystkim 8-godzinny dzień pracy. Brak popołudniowej sjesty był dla nich czymś niepojętym. Kierownictwo Fordlandii miało olbrzymie kłopoty ze znalezieniem pracowników na stałe. Zarówno miejscowi Indianie, jak i napływowi imigranci z innych rejonów kraju często porzucali pracę już po otrzymaniu pierwszej pensji. Kiedy Henry Ford wydał całkowity zakaz spożywania na terenie plantacji alkoholu (był wielkim zwolennikiem prohibicji), na rzece Tapajós błyskawicznie pojawiły się pływające spelunki i domy publiczne. W rezultacie zarządcy musieli ustąpić. Fordlandia stała się pierwszą częścią imperium Forda, gdzie zniesiono prohibicję.

Całkowitym nieporozumieniem okazały się nowoczesne budynki mieszkalne. Tradycyjne w tym rejonie dachy kryte strzechą zastąpiono konstrukcjami pokrytymi azbestem, który zamiast odbijać promienie słoneczne, pochłaniał je – w rezultacie w pomieszczeniach panowała trudna do zniesienia duchota. Amerykańscy zarządcy uważali także, że stosowane w tym rejonie podłogi z ziemi są przyczyną rozprzestrzeniania się choroby beri-beri. Kazali więc wylewać je betonem, który także szybko się nagrzewał. Pewnego dnia, po awanturze w stołówce, czara goryczy się przelała i doszło do otwartego buntu robotników. Wznosząc okrzyki „zabić wszystkich Amerykanów", miejscowi zniszczyli bądź zdemolowali większość budynków plantacji. Amerykanie musieli salwować się ucieczką do dżungli, a z opresji wybawiła ich dopiero interwencja brazylijskiej armii.

Henry Ford działał jednak z godnym podziwu uporem, nie tylko odbudował zniszczoną plantację, lecz także – za namową jednego z botaników, który twierdził, że 80 km na północ, bliżej miasta Santarém panują korzystniejsze dla uprawy kauczukowca warunki – założył tam kolejne osiedle – Belterrę. Mimo że od początku zaplanowano i zbudowano ją nowocześniej niż Fordlandię, a kauczukowce sadzono z większym rozmysłem, efekty były równie mizerne.

Niszcząca zaraza

Fordlandia upadła w wyniku pychy i arogancji jej twórców. Różnice kulturowe okazały się w tym wypadku nie do pokonania. Greg Grandin w swojej książce podsumował to niezwykle trafnie: „poza budowaniem całkowicie nieprzydatnych mieszkań menedżerowie koncernu Forda narzucili pracownikom Fordlandii program edukacji obywatelskiej i masowej rozrywki, który nie miał nic wspólnego z tradycją i psychiką rdzennych mieszkańców Amazonii, wiele go natomiast łączyło z przyzwyczajeniami, nawykami i mentalnością Amerykanów, a przynajmniej wyobrażeniami Henry'ego Forda o Ameryce". Kierując się szczytnymi ideami, Henry Ford w rzeczywistości postępował niczym typowy kolonizator, formował podległą mu ziemię, zupełnie nie licząc się z miejscowymi uwarunkowaniami.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Piotr BOŻEJEWICZ

Może i koniec, ale nie świata

• TAKO RZECZE [P] •Skoro Obama nawet w części nie okazał się takim cudotwórcą, jak przepowiadali eksperci, to czemu Trump miałby być taki groźny, jak go malują ci sami ludzie?