Najnowsza interwencja Uważam Rze

Stephen King, mistrz horroru

Manufaktura King

Agnieszka Niemojewska

Dziwnie to brzmi, a najdziwniej w Polsce, ale bywa, że ktoś, kto żyje z pisania książek, może mimo wszystko zasługiwać na miano pisarza

Twórców, których nazwisko stało się symbolem sukcesu i marką gwarantującą wysoką jakość dokonań, a także synonimem nowego nurtu, a nawet wzoru w uprawianej dziedzinie, budujących wokół siebie prężne środowisko miłośników, naśladowców i wychowanków, określa się często metaforą przedsiębiorstwa. Ale – słusznie czy nie, to już inna sprawa – etykietka taka niesie przekaz pejoratywny, kojarzyć się może z korupcją działań twórczych, bezdusznością produkcji i depersonalizacją relacji międzyludzkich.

Człowiek stojący w centrum tej instytucji postrzegany jest jako dostawca wyrobu standardowego, powielanego i nierzadko infantylnego, aby tylko zaspokoić potrzeby jak najszerszego grona nabywców, a celem jego starań jest przede wszystkim pełna komercjalizacja produktu i jego obiegu. Przedsiębiorstwo nie „psuje" wartości użytkowej swojej oferty, ale kreuje ją przede wszystkim z myślą o zyskach. W przemyśle podobna postawa jest nie tylko zrozumiała, lecz także oczekiwana, dla twórcy jednak oznacza degradację jego statusu.

Pisarskie rękodzielnictwo

Z tych powodów Stephen King – niezorientowanym trzeba wyjaśnić, że chodzi o współczesnego amerykańskiego autora horrorów i innych form literatury fantastycznej (i nie tylko), cieszącego się ogromną popularnością – w roli osoby publicznej oraz inicjatora wspólnoty lekturowej zasługuje na metaforę manufaktury. Pozornie między tymi określeniami nie ma wielkiej różnicy poza kontekstem historycznym i może skalą działalności. W rzeczywistości jednak mieszczańska manufaktura opiera się na zupełnie innym modelu funkcjonowania niż nowoczesne kapitalistyczne przedsiębiorstwo. Manus to ręka, factum to czyn, działanie, dzieło. Mamy zatem do czynienia z przybytkiem rękodzielnictwa, miejscem pracy rzemieślników. Każdy z trudzących się tutaj jest specjalistą, nieustannie ćwiczącym się w swoim fachu. Wytwarzanie dóbr ma w sobie coś z zakłócenia produkcyjnej linearności: imperatyw pośpiechu i wywiązania się z planu ustępuje często skupieniu, rytuałowi niekończącego się szlifowania wyrobu, powtarzania, doskonalenia, unikatowości, niepowtarzalności rezultatu. Oczywiście manufaktura jest zakładem produkcyjnym, owoc wysiłku musi dotrzeć do nabywcy, a pieniądz zabrzęczeć w kiesach pracowników, by całość w ogóle mogła istnieć. A jednak w jej wnętrzu panuje wciąż magia, która rodzi się między dłońmi rzemieślnika a wytworem, w precyzji wykonania i solidności produktu, która nie musi być potwierdzana stosami aktów prawnych i regulacji normatywnych, bo rękojmią jest dobre imię właściciela manufaktury.

Swoistości przebiegu wytwarzania czy też tworzenia towarzyszy tutaj wykształcenie się szczególnych relacji. Pierwsza z nich to związek człowieka z narzędziem, które stanowi przedłużenie jego rąk. Narzędzie rzemieślnika wirtuoza staje się spersonifikowane, jedyne, symbiotycznie służy i wspomaga twórcę. Nie ma w tym połączeniu nic z cyborgizacji, jaką z przekąsem i niepokojem prezentował widzom Charles Chaplin w „Dzisiejszych czasach" (1936 r.). Pracownik manufaktury nie zmienia się w wymienialny i niekoniecznie najważniejszy element mechanicznej struktury. Pozostaje, wzorem wirtuoza, panem intencji i materii.

Druga to już układ międzyludzki. Kierujący manufakturą – rzecz jasna w jej idealnym wyobrażeniu – zna swoich podwładnych i w oczach każdego z nich zasługuje na miano mistrza. Oni z kolei z poświęceniem godzą się na rangę uczniów. Powiązanie mistrz – uczeń zakłada, że znacznie silniejsza od zależności służbowej jest autentyczna fascynacja dokonaniami nauczyciela z jednej strony, jego przekonanie o szczerości zaangażowania podopiecznych z drugiej.

Manufaktura nie mogła jako system pracy przetrwać zmian decydujących o dzisiejszym kształcie świata. Gdy grona uprzywilejowanych odbiorców zastąpiły złaknione konsumpcji wszystkiego w wielkich ilościach masy, wytwórcy musieli dostosować się do tych wymagań. Starą sztukę rzemieślniczą wyparły potężne, bezosobowe fabryki, poddane presji technologii, konkurencyjności na rynku i efektywności produkcji. A jednak manufaktury zachowały się w postaci cenionych reliktów. Nie chodzi tu o wschodnie kombinaty, gdzie praca rąk jest tańsza niż budowa zautomatyzowanej linii produkcyjnej, ale poza tym całość organizacji jest kopią fabryki. Chodzi o małe zakłady wytwarzające dobra luksusowe, nierzadko na indywidualne zamówienie, gdzie liczy się oko i wyczucie mistrza, jak przed wiekami, gdzie uczniowie przypatrują się, uczą i naśladują. Zna te enklawy każdy posiadacz ekskluzywnego auta o wyjątkowym wystroju wnętrza czy kolekcjoner stylowych mebli. I jeszcze jedna grupa – konsumenci dóbr kultury o sprecyzowanym, choć nie zawsze wyrafinowanym guście. Bo model manufakturowy zachował się w profesjonalnej postawie twórcy tych dóbr: plastyka, muzyka, pisarza. Nawet jeśli dochód zajmuje wysokie miejsce na liście jego priorytetów. A może szczególnie w takich przypadkach.

Poprzednia
1 2 3 4

Wstępniak

Materiał Partnera

Polacy coraz częściej kupują online. Co ich przekonuje do tej formy zakupów?

Kupujemy na potęgę. Rynek dóbr konsumenckich rozwija się dynamicznie, a my – konsumenci – podążamy za najnowszymi trendami. Kupujemy nie tylko więcej, ale i korzystając ze znacznie...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Andrzej Sadowski

Wolność tak, ułatwienia nie

• RAZ POD WOZEM, RAZ POD WOZEM • Dopóki rządzący w Polsce będą mówić o ułatwieniach i ulgach dla przedsiębiorców, a nie o przywróceniu wolności gospodarczej, dopóty nie wybijemy się na ekonomiczną niepodległość

Wojciech Romański

W smoczym kręgu