Najnowsza interwencja Uważam Rze

Temat numeru

Pracodawcy i poszukujacy pracy nie powinni liczyc na pomoc posredniaka. Lepiej skorzystac z uslug oferowanych przez portale internetowe

Urzędy pracy pozorowanej

Rafał Kotomski

Armia biurokratów marnuje nasze pieniądze na fikcyjną walkę z bezrobociem

Nieprzystosowane prawo i urzędnicy, którzy nie wiedzą nawet, że niektóre przepisy już się zmieniły. Zbędna i pracochłonna biurokracja. Ignorowanie potrzeb rynku pracy i mnożenie działań pozorowanych, które nie rozwiązują problemów osób poszukujących zatrudnienia.

Taki obraz wyłania się z raportu sporządzonego przez pracowników naukowych Uniwersytetu Warszawskiego na zlecenie konfederacji pracodawców Lewiatan. Dokument powstał pod jednoznacznie brzmiącym tytułem „Dlaczego w Polsce nie działa pośrednictwo pracy". Jego wnioski są klarowne: jeśli jesteś przedsiębiorcą i chcesz dać pracę, lepiej omijaj urzędników w pośredniaku. Jeśli jesteś bezrobotny – jak wyżej. 

Utrzymywanie tej fikcji jest bardzo kosztowne. Powiatowe i wojewódzkie urzędy pracy zatrudniają ponad 23 tys. osób. Ich utrzymanie wraz z pomocą, którą rozdysponowują, będzie kosztowało tylko w tym roku ponad 7 mld zł. To oznacza, że każdy pracujący Polak płaci na ten cel blisko 500 zł rocznie.

Zawodowi wypełniacze druczków

29-letnia Katarzyna mieszka w kilkudziesięciotysięcznym Lesznie w Wielkopolsce. Skończyła filozofię na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Przez kilka lat po studiach dorabiała za granicą – sprzątała w Szwecji i pakowała ciastka w Wielkiej Brytanii. Po powrocie zarejestrowała się jako bezrobotna. Ostatnio udało jej się znaleźć dorywcze zajęcie w jednej z dużych sieci handlowych. Ale tylko dzięki własnym poszukiwaniom na stronach lokalnych portali internetowych. Katarzyna dość szybko bowiem pozbyła się złudzeń, że może liczyć na powiatowy urząd pracy. – W ciągu dobrych kilkunastu miesięcy zdarzył się jeden jedyny telefon od urzędnika PUP. Z informacją, że jest praca w sklepie odzieżowym. Reszta to fikcja. Chodzisz co kilka miesięcy do urzędu, wypełniasz jakieś papierki. Od pracujących tam dziewczyn niczego się nie dowiesz, nie wykazują większej chęci, by ci pomóc. Widać, że najważniejsze jest to, żeby wszystko zgadzało się w segregatorze – mówi rozgoryczona kobieta. Przyznaje, że w urzędowej gablocie bardzo rzadko pojawiają się jakieś ogłoszenia o płatnym stażu czy możliwości zatrudnienia. A jeśli już się zdarzą, to niełatwo się przepchać, by je przeczytać. Z samorządowego pośredniaka do młodej bezrobotnej ani razu nie wysłano e-maila z informacją, nie wykonano choćby jednego połączenia na telefon komórkowy. – Masz wrażenie gry pozorów. Kompletnego teatru. Jakiś czas temu brałam udział w kursie komputerowym organizowanym w ramach unijnego programu o szumnej nazwie „Kapitał ludzki". Niektórzy ludzie łudzili się, że po kursie łatwiej znajdą pracę. Ale to bzdura, bo przecież nikt po miesiącu ćwiczeń nie staje się grafikiem komputerowym. Ponieważ za uczestnictwo w kursie urząd płacił każdemu z nas po 900 zł, ludzie szybko potraktowali całą imprezę po prostu jak możliwość zarobienia kasy. I nic więcej – przyznaje pani Katarzyna.

W urzędach młodzi bezrobotni mają też okazję do cyklicznych spotkań z „pośrednikami pracy". Brzmi nieźle, a w dodatku spotkania są indywidualne, nie grupowe. Można się łudzić, że każdy z przypadków zostanie potraktowany inaczej. Bez urzędniczej sztampy. Nic z tego. – Taki „pośrednik pracy" to po prostu pracownik PUP. A spotkanie? W moim przypadku polegało na wypełnieniu jakiegoś dokumentu, w którym musiałam po raz kolejny podawać te same informacje. Pani grzecznie wypełniła po kolei każdą rubryczkę, podziękowała mi i na tym wszystko się skończyło. No, ale lepiej już pójść i odrobić swoje, bo przecież nieobecność może grozić odebraniem uprawnień dla bezrobotnego na okres trzech miesięcy – dodaje bezrobotna z Leszna.

Urząd nieczynny

Z raportu sporządzonego przez naukowców z Uniwersytetu Warszawskiego wynika, że poszukujący pracy i ci, którzy ją oferują, nie powinni liczyć na pośredniak. Przez ostatnie osiem lat, każdego miesiąca, dwa i pół razy więcej bezrobotnych znajdowało pracę poprzez ogłoszenia w internecie albo drogą poczty pantoflowej niż dzięki ofertom z urzędów pracy. Równie źle wyglądają statystyki tego, co nazywa się Centralną Tabelą Ofert Pracy (CTOP). W zamyśle to miejsce, do którego trafiać mają ogłoszenia ze wszystkich krajowych urzędów. W praktyce umieszczana jest tam zaledwie co siódma informacja o wakacie czekającym na osobę, która szuka zajęcia. Autorzy raportu stwierdzają również, że nie ma danych, które pozwoliłyby prześledzić przepływ ofert pracy pomiędzy urzędami w całym kraju. Przepisy co prawda nakładają obowiązek takiej wymiany informacji, ale pośredniakom, które to ignorują, nie grożą żadne sankcje prawne czy służbowe. Niejasny jest też przepis, w jaki sposób urzędy miałyby rozpowszechniać oferty, które do nich trafiają. Mogą to robić drogą e-mailową – wysyłając je bezpośrednio do wszystkich zainteresowanych. Najczęściej jednak wybierają drogę jak za króla Ćwieczka – drukują informacje o wolnych stanowiskach i umieszczają je na nieśmiertelnej tablicy ogłoszeń. Takie anonse ma jednak szansę przeczytać tylko osoba, która zjawi się w siedzibie PUP osobiście.

Poprzednia
1 2 3 4

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Adam Maciejewski

Polski kapitał na Kaukazie

Od 2014 r. w Armenii działa fabryka polskiej spółki Lubawa. Nawiązanie współpracy z rządem Armenii było możliwe dzięki promocji naszego przemysłu za granicą, wspieranej przez dotacje z UE

Piotr BOŻEJEWICZ

Może i koniec, ale nie świata

• TAKO RZECZE [P] •Skoro Obama nawet w części nie okazał się takim cudotwórcą, jak przepowiadali eksperci, to czemu Trump miałby być taki groźny, jak go malują ci sami ludzie?