Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Bałtyk na cenzurowanym

Rafał Kotomski

W żadnym unijnym kraju rybaków nie nęka się tak jak w Polsce. Kontroli na naszych kutrach jest więcej niż we wszystkich innych państwach Unii razem wziętych

Mordowanie morza

Rybacy przyznają, że ich sytuacja ekonomiczna jest fatalna. A przecież w miejscowościach takich jak zachodniopomorska Ustka czy leżąca na Półwyspie Helskim Jastarnia rybołówstwo jest zajęciem z dziada pradziada. Wielu mężczyzn nie wyobraża sobie pracy w innej branży. Zdaniem Grzegorza Hałubka, armatorzy będą robić wszystko, żeby wytrwać przy swoim zawodzie, ale również – pasji. Bo „wychodzenia w morze" w ich środowisku nie uważa się tylko za sposób na zarabianie pieniędzy.

Coraz więcej armatorów obawia się jednak, że niekorzystna i ograniczająca połowy polityka Unii do spółki z restrykcjami polskich władz przyczynią się do upadku wielu rodzinnych firm rybackich na Bałtyku. Skarżą się, że ich tygodniowe połowy na poziomie ok. 250 kg wystarczą jedynie na pokrycie kosztów paliwa do kutrów. – Widać, że Komisja Europejska wspiera połowy paszowe i grube portfele ludzi poławiających na Bałtyku na paszę. I nie pozwoli, by ktokolwiek inny te połowy kontrolował – mówił jeden z armatorów podczas majowej konferencji w Ustce. Tym samym dotknął jednego z największych problemów, z jakimi w ostatnich latach borykają się właściciele bałtyckich kutrów – braku ryb, które masowo odławiają wielkie statki paszowe należące do potężnych firm zachodnich. – To, co się dzieje na Bałtyku, jeden z rybaków nazwał dosadnie „mordowaniem morza". Olbrzymie połowy przemysłowe doprowadziły do tego, że dramatycznie zachwiany został ekosystem na naszym morzu. Dochodzi do sytuacji, gdy rybacy wyciągają w sieciach resztki dorsza obgryzionego przez foki na głębokości 90 metrów. Czyli tam, gdzie te zwierzęta nigdy wcześniej nie docierały, a teraz robią to po prostu z głodu – mówi Grzegorz Hałubek.

Bałagan i ekologia

Unia wypracowała to, co nazywa się wspólną polityką rybacką. To cały system kwot połowowych, ulg i wymagań wobec armatorów, za którym kryje się armia urzędników i gąszcz wielu sprzecznych przepisów. Dokument, który w założeniu miał uporządkować połowy i zapewnić ich opłacalność, stał się przedmiotem wielu nieporozumień i sporów. Przedstawiciele polskich rybaków określają unijną politykę mianem „chaosu". I niewiele więcej spodziewają się po trwających właśnie pracach nad jej reformą.

Rozwiązania przyjęte w Brukseli krytykują również ekolodzy. W raporcie przygotowanym przez Federację Zielonych „Gaja" znalazły się ostrzeżenia, że połowy paszowe realizowane przez olbrzymie 80-metrowe statki duńskich i szwedzkich armatorów zagrażają bałtyckiemu środowisku.

„Tak duże statki wszystko wyławiają, co znajdzie się w zasięgu ich ogromnych sieci o drobnych oczkach, niszcząc przy tym narybek cennego dorsza. Wpływa to negatywnie na stan populacji tej ryby, pogłębiając przy okazji dorszowy kryzys. Zdaniem wielu tak duże jednostki nie powinny mieć prawa funkcjonowania na tak małym morzu, jakim jest Bałtyk, a narzędzia połowowe przez nie stosowane niosą niesamowite spustoszenie w bałtyckich wodach – od dna morza po powierzchnię. Pomimo tak negatywnych opinii mechanizmy bezpośrednio związane z »połowami paszowymi« są jak dotąd niezagrożone. Osoby odpowiedzialne za ich prowadzenie twierdzą, że »połowy paszowe« to jedna z niewielu form połowów niepowiązanych z nielegalną i kłusowniczą działalnością rybacką" – czytamy w raporcie przygotowanym przez klub „Gaja".

Oskarżony Szomborg

Urzędnicy, zamiast kontrolować połowy paszowe niszczące Bałtyk, wolą pastwić się nad małymi armatorami. Znakomitym przykładem takiej sytuacji jest przypadek Grzegorza Szomborga, rybaka z Jastarni. Cztery lata temu zarzucono mu, że „naruszył zasady wspólnej polityki rybackiej Unii Europejskiej". Wszystko dlatego, że podczas kontroli po przybiciu do portu inspektorzy wykryli nieprawidłowy zapis w dzienniku połowów kutra należącego do pana Grzegorza. Uparli się, że 30 ryb, które uznał za trocie, to w rzeczywistości 30 łososi, na połów których rybak nie miał zezwolenia. Żeby było śmieszniej, trocie są uderzająco podobne do łososi. Szomborg złowił zaś ryby w czasie tzw. trójpolówki – systemu: dwa lata w morze, a rok w porcie – który Unia narzuciła polskim rybakom. Armator z Jastarni od kilku lat procesuje się z polskim państwem, upierając się, że zapis dotyczący połowu sprzed czterech lat był prawidłowy. Z odsetkami grozi mu już dzisiaj kara ponad 300 tys. zł! Ale pan Grzegorz jest uparty i przekonany, że prawo stoi po jego stronie.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Adam Maciejewski

Polski kapitał na Kaukazie

Od 2014 r. w Armenii działa fabryka polskiej spółki Lubawa. Nawiązanie współpracy z rządem Armenii było możliwe dzięki promocji naszego przemysłu za granicą, wspieranej przez dotacje z UE