Najnowsza interwencja Uważam Rze

Felietony

Mój skowyt

Andrzej Urbański

Piszę ten felieton dzień po samospaleniu pana Andrzeja Filipiaka w proteście przeciwko biedzie i rządowi. I mimo że żyję w demokratycznym kraju, wiem o panu Andrzeju tyle co nic. Wiadomości o nim przemknęły jak meteoryt

Serial HBO o Janie Palachu („Gorejący krzew") nic o nim nie mówi, pokazuje w zamian, jak społeczeństwo rozjechane przez sowieckie czołgi szybko „się normalizuje". Ulega terrorowi i staje się jak plastelina łatwe w ugniataniu, dostosowuje się do narzuconej „prawdy". Jeszcze wczoraj odważni, dziś są już przerażeni i gotowi na wiele, aby przetrwać. A chłopak, który dokonał samospalenia, protestując przeciwko inwazji obcych, wczoraj był ich bohaterem, a dziś jest już być może tylko niezrównoważonym nadwrażliwcem. Zostanie zdradzony nie przez komuchów i sowieckich sługusów, ale przez tych, dla których poświęcił swoje życie. Ale tej prawdy nikt sobie dzisiaj nie życzy.

Rok po inwazji byłem jako 16-latek w Koszycach i zaprzyjaźniona rodzina pokazywała mi zdjęcia z samospalenia Palacha. Z przejęciem tłumaczyli mi, jak jego śmierć była dla nich ważna. On to zrobił w naszym imieniu, mówili, każdego z nas. To byli dobrzy ludzie, zwyczajni, on – mechanik samochodowy, ona – nauczycielka. Gazety ze zdjęciami mieli głęboko schowane, wiedzieli, że jeżeli tamtejsza SB je znajdzie, mogą stracić nie tylko pracę. Byli odważni, choć przestraszeni. Odebrano im wolność, ale nie dali sobie zabrać ani prawdy, ani godności.

Piszę ten felieton dzień po samospaleniu pana Andrzeja Filipiaka w proteście przeciwko biedzie i rządowi. I mimo że żyję w demokratycznym kraju, wiem o panu Andrzeju tyle co nic. Wiadomości o nim przemknęły jak meteoryt. Jakby nic się nie stało. Oglądam program telewizyjny dziennikarskiej gwiazdy, ot takie podsumowanie tego, co ważne, ale o panu Andrzeju ani słowa. Gdzie indziej jakaś przebitka, bez znaczenia.

Podobnie było w 2011 r., tuż przed wyborami, kiedy pod Kancelarią Premiera Tuska podpalił się pan Andrzej Żydek – w proteście przeciwko ukręcaniu łba sprawom kantów w Urzędzie Skarbowym. Został z niego wyrzucony tylko dlatego, że walczył z kliką urzędników zamieszanych w różne nieczyste postępowania. Bezrobotny, sekowany, z gromadką dzieci na głowie. Bez szans na polepszenie ich doli, bez perspektyw, nadziei...

Wtedy też wyciszano jego sprawę. Na siłę, na chama, byleby tylko nie zaszkodził wyborczemu wynikowi PO. Prawdę mówiąc, po raz pierwszy po '89 roku poczułem, że żyję w chorym kraju. A najprostsze kategorie moralne są w Polsce mniej warte niż papier toaletowy, którego reklama akurat leciała we wszystkich telewizorach. Dzwoniłem do znajomych dziennikarzy i pytałem – ludzie, dlaczego na okrągło nie zajmujecie się tą sprawą? Przecież samospalenie to w naszej kulturze symbol protestu przeciwko złu. To krzyk rozpaczy za cenę niewyobrażalnego cierpienia. Być może przypominałem im o Janie Palachu... aż jeden z nich powiedział, żebym przestał. Bo przecież tamten protest z '68 był „słuszny", a ten teraz to jakaś prywata albo wariactwo.

Wtedy zrozumiałem – Polska jest chora. Nie tylko dlatego, że rządzi Tusk, ale dlatego, że zatraciliśmy najprostsze wektory oceny świata. Ludzkie cierpienie, rozpacz, niezgoda na zło albo upodlające warunki życia, wreszcie samo ludzkie życie – to wszystko nie ma żadnego znaczenia. Wszystko jest bowiem albo „słuszne", albo nie. Wszystko komuś „służy", a komuś innemu – nie. Życie i ofiara z niego to drobiazg, który można zabić milczeniem. Protest i bunt – to „gra", jakiś interes albo manipulacja. Ludzki skowyt – coś, co można dowolnie zagłuszyć, wytłumić, zapomnieć.

I to wszystko w kraju Herberta, który pisał o wyciu Marsjasza, o skamieniałym słowiku i osiwiałym drzewie, do którego Apollo przykuł obdartego ze skóry pieśniarza. Odzieranie ze skóry to inna forma palenia się ciała, kiedy warstwa po warstwie ogień trawi człowieka.

W filmie o Janie Palachu „normalizacja" zaczyna się właśnie od zgody na takie myślenie, że każdy ludzki akt albo „służy" władzy, albo jest jej wrogi i trzeba go napiętnować albo splugawić. Tamta władza była narzucona przez sowieckie bagnety, ale poza tą różnicą czym się różnią dzisiejsi „znormalizowani"? Przecież to ta sama kategoria ludzi pokazanych w serialu Agnieszki Holland, jak uciekają, chowają się, odwracają głowę, kiedy prawda jest gwałcona, a ludzie krzywdzeni. Marek Hłasko stworzył genialną metaforę dla takich sytuacji – „Wszyscy byli odwróceni"... Może więc trzeba zacząć tworzyć listy „odwróconych", „znormalizowanych", ślepych i głuchych, kiedy tylko trzeba? Może od tego trzeba zacząć ratować ich zrobaczywiałe dusze. Od krzyku, że tak nie wolno, nie godzi się tak postępować, że to haniebne, obrzydliwe, wstrętne? Chyba że są jak Apollo bogami o „nerwach z tworzyw sztucznych"?

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Anna Czyżewska

O wynagrodzeniu bez tabu

Zdecydowana większość pracowników uznaje, że rozmowę o podwyżce powinien zainicjować szef. Polacy nie są mistrzami negocjacji. Strategia biznesowej polemiki to wizytówka przedsiębiorcy

Wojciech Romański

W smoczym kręgu