Najnowsza interwencja Uważam Rze

Duże w odwrocie

Paweł Zarzeczny

Brońmy takich firm jak LOT. Są nam potrzebne, nawet gdy przynoszą straty

Parę dni temu pogadałem sobie z szefem „Uważam Rze" Jankiem Pińskim. Nie, nie chodziło o szachy (on był kiedyś ósmy w Polsce, czyli coś jak Błaszczykowski), tylko o zaległe honoraria. Zbadał kwestię i mówi – to nie utrata płynności, tylko... komornik. Poczułem się jak Jan Rokita, zatem i najzdrowszym grożą mendoweszki. Ale pal sześć.

Oto Janek mówi, że tygodnik orientuje się na małe i średnie przedsiębiorstwa. Że jest to kluczowa sprawa dla wydobycia Polski z marazmu. Mała i średnia ekonomia, mała i średnia produkcja... Ja z ekonomii co nieco rozumiem, skoro mam dwa domy i komornika na głowie, a firmę właśnie zawiesiłem.

Otóż w ekonomii nie ma mądrych. Gdyby była to jakaś wiedza realna i tajemna – Rafał Wojda (chyba tak) nie wstawałby co godzinę do TVN, tylko zagrał na giełdzie. No, ale jakby wtedy wygrał kilkaset razy – musiałby obsługiwać nie TV, tylko pazerne rozwódki, i pokazywać się na przykład w „Gali". Ekonomia to splot tylu czynników, że prawdopodobnie Einstein musiałby zbankrutować.

Ale ja nie o tym. Otóż jak już mówimy o małych i średnich przedsiębiorstwach, rodzi się pytanie – a gdzie przedsiębiorstwa duże? Kiedyś takie mieliśmy. Za Gierka irytowały nas wiadomości – Manifest Lipcowy – 55 tys. ton (100 mln kilogramów), Huta Katowice – 100 mln ton stali, elektrownia Bełchatów – 100 mln kilowatogodzin, FSO – milionowy samochód. Cokolwiek by jednak mówić, liczby te robiły wrażenie.

Dziś, z sukcesów, jacyś studenci skonstruowali łazik na Marsa i wzięli pierwszą nagrodę w Stanach. Od razu mnie to rozśmieszyło, bo ten łazik nigdy nie oderwie się od Ziemi, no bo jak, na czym, za ile? I od razu wiedziałem, czemu się tym nie zajęli (i wygrali) Amerykanie – po prostu nie ścigają się w czymś, co nie ma sensu. Wolą wymyślić nowego hamburgera w małym przedsiębiorstwie, które sprzeda towar dużym klientom.

Jest w Polsce jedno duże przedsiębiorstwo, które warto obserwować – jak wskaźnik przesilenia. Myślę o PLL LOT.

Każdy, kto raz chociaż wzbił się w powietrze, wie, że nie ma powodów do wstydu. Zawsze piękne stewardesy (a wiecie, czemu Delta miała brzydkie? Bo tam nie zwalniano z pracy przed siedemdziesiątką, jak w kasynach Las Vegas – troska o... związki zawodowe), dobre żarcie, punktualne loty i odloty, ciekawe gazety (ja czytywałem Arta Buchwalda w „International Herald Tribune"). No więc teraz ma nie być LOT, bo notuje kilkaset milionów złotych strat. Rocznie. Kilkaset milionów? Za promocję Polski? Za akcent, że nie psuje się to, co zrobione w Polsce, tylko to, co spieprzone w Ameryce, pod absolutnie fałszywą nazwą Dreamliner? Jeżeli Polska nie będzie w stanie obronić najbardziej polskiej firmy, posłucha ekonomistów mówiących, że jak się nie opłaca, no to zamknąć – będzie to sygnał, że dla nas są tylko małe i średnie przedsiębiorstwa. Sklepiki spożywcze (sklepiki, bo sklepy to niemieckie, francuskie i portugalskie), warsztaciki samochodowe, myjnie, kantory, kafejki (choć Starbucks kasuje właśnie całe warszawskie Śródmieście).

Nowa partia, która przejmie władzę, winna mieć jako punkt programu powstanie wielkich polskich przedsiębiorstw. A jak się nie da ich stworzyć – no to starym sposobem należy znacjonalizować obce. Tak na początek. Tak jak robią Angliczanie, Rosjanie i Amerykanie. Już czas, by zaczęli to robić i Polanie.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Intermedia

• MYŚLI I SŁOWA • BEATA SZYDŁO