Najnowsza interwencja Uważam Rze

Temat numeru

Kamil Cebulski najpierw uczyl przedsiebiorczosci licealistow

Praktyczna szkoła milionerów

Karolina Kowalska

Dorobili się ogromnych pieniędzy, dziś zdradzają tajemnicę, jak odnieść sukces

Nowa nisza Kamila

W kwietniu, przed maturą, serwis odwiedziło 88 tys. ludzi – wynik nawet dziś imponujący. Uznał, że skoro internet powoli przestaje być luksusem, nie będzie ich udostępniał za darmo. Kupił profesjonalne drukarko-nagrywarki do tłoczenia płyt i zaczął sprzedawać bryki na płytach CD. Kiedy w klasie maturalnej jako pierwszy rocznik (1984) jego klasa uczyła się przedsiębiorczości, on jedyny mógł się pochwalić autentycznymi doświadczeniami. Mieli stworzyć wyimaginowaną firmę, ale zamiast wymyślać byty, skopiowali pomysł Cebulskiego. Firma działała równolegle – w świecie rzeczywistym i szkolnym. Klasa jednogłośnie wybrała go na prezesa. W końcu zwyciężył w ogólnopolskim konkursie, a reporterka jednej z gazet przeprowadziła z nim wywiad i obwołała go najmłodszym polskim milionerem. Przylgnęło, choć milionów nie zarabiał. Ale kilka tysięcy było niezłym wynikiem jak na tamte warunki.

Biznes padł z wejściem nowej matury i upowszechnieniem się stałego łącza. Dopływ gotówki się skończył, trzeba było sprzedać sprzęt i kupiony na firmę samochód. A przynajmniej pomyśleć, jak na nie zarobić. Drukarki przydają się do dziś – brat Kamila prowadzi w Jędrzejowie małą drukarenkę.

Cebulski szybko odkrył nową niszę – tworzył strony internetowe, a gdy i to się upowszechniło, spróbował szczęścia w dropshippingu. Od 2004 do 2009 r. zatrudniał 28 osób. Takiego boomu już nie było, pieniądze mniejsze, ale dawały mu żyć na przyzwoitym poziomie. Jednocześnie przez cały czas jako „młody milioner" jeździł po liceach z wykładami. – Wiadomo, jak to jest z młodzieżą: trzech cię słucha, reszta gada. Ale w każdym miasteczku zostawało co najmniej trzech zarażonych przedsiębiorczością. Pisali e-maile z podziękowaniami, zapraszali ponownie. W końcu takich lokalnych działaczy zrobiło się 300, a ja, jako że nie mogłem się rozdwoić, wysyłałem kolegów przedsiębiorców. Potem postanowiłem działaczom jakoś podziękować i zaprosiłem ich do Warszawy na weekendową konferencję ze wszystkimi wykładowcami. Frekwencja i entuzjazm przeszły wszelkie granice – opowiada Kamil Cebulski. Ten zjazd dał początek ASBIRO.

Wśród wykładowców na spotkaniu założycielskim był Jan Maria Fijor, przedsiębiorca, dziennikarz i autor książki „Jak zostałem milionerem". Cebulski ją przeczytał i zaprosił Fijora na wykład, potem drugi i kolejne. Wspólnie stworzyli szkołę przedsiębiorczości, która dawała praktyczne podstawy biznesu.

Tad spod Kodnia wszedł na NASDAQ

Fijor, zakopiańczyk – magister chemii kwantowej po Uniwersytecie Jagiellońskim, niedoszły doktor nauk humanistycznych, dziennikarz i biznesmen z doświadczeniami w USA, nie mógł nie zafascynować Kamila. O jego perypetiach w Stanach i Meksyku, gdzie autor spędził łącznie 17 lat, czytał z wypiekami na twarzy. Chciał, żeby o przejściach w Kraju Wielkich Możliwości usłyszeli przedsiębiorcy z kraju o możliwościach nieporównywalnie mniejszych. Czuł, że Fijor, który miał na koncie bankructwo i powstanie z popiołów, będzie miał uczniom wiele do przekazania. – Moja historia nie jest różowa, ale przekonuje, że biznes to dziedzina, w którą warto wchodzić – mówi Jan Fijor. Po trzech spotkaniach z pasjonatami przedsiębiorczości powiedział Kamilowi, że skala ASBIRO jest za mała, że powinni uruchomić kurs Master of Business Administration, gdzie wykładać będą wyłącznie praktycy, coś nieznanego w Polsce. Pomysł podjęła Uczelnia Łazarskiego. Po trzech latach studia MBA ASBIRO osiągnęły status jednych z najbardziej obleganych. Jan Fijor chwali się, że raz miał więcej kandydatów na miejsce niż MBA w Szkole Głównej Handlowej, wciąż cieszącej się opinią jednej z najlepszych. Przyciągają nazwiska samych wykładowców – profesora Bliklego, Tada Witkowicza, pochodzącego z Kodnia polskiego milionera, którego trzy spółki notowane były na NASDAQ, czy wykładowców gościnnych, np. Marka Skousena, prowadzącego w USA trzy fundusze. Dwa lata studiów kosztują 12 tysięcy złotych i obejmują 24 weekendy obowiązkowych wykładów oraz dwa obozy biznesowe. Zasada jest taka, że żadne zajęcia się nie powtarzają. Każde są inne i mają przekazać inny rodzaj doświadczeń. Czasami więc uczniowie wysłuchują historii biznesmena i jego biznesu, innym razem próbują pomóc mu rozwikłać realny problem biznesowy w jego firmie, analizują przepisy, szukają wyjścia z sytuacji. – To ogromny kapitał na przyszłość, bo na pewnym etapie sami też mogą stanąć przed podobnym dylematem – mówi Kamil Cebulski. – A niektóre wykłady dotykają naprawdę trudnych spraw, takich jak zwalnianie pracowników, np. tego, jak zwolnić główną księgową. Ze szczebla menedżerskiego zwalnia się dużo trudniej – dodaje.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy