Najnowsza interwencja Uważam Rze

Temat numeru

Bo to złe prawo jest

Tomasz Cukiernik

Uchwalając, a potem egzekwując nieżyciowe przepisy, państwo, które nierzadko niszczy ludziom życie, traci nie tylko pieniądze, lecz także społeczny autorytet

Zdaniem Deski w okolicach Kazimierza Dolnego tysiące osób czekają nawet 15–20 lat na pozwolenie na budowę, a władze samorządowe nie robią nic lub bardzo mało, aby rozwiązać ten problem. Dwa tysiące rodzin z powodu braku planu zagospodarowania przestrzennego nie może zrealizować swoich uprawnień do budowy domu. – Dlaczego mamy się godzić na to, że żyjemy w społeczeństwie, systemie, który odbiera nam elementarne, najbardziej naturalne prawa i tłamsi naszą wolność? – pyta Deska, który był też nękany przez policję w środku nocy.

W jego ocenie władza stosuje niedopuszczalną zasadę systemu totalitarnego: „Nas obowiązują przepisy, a nie konstytucja". – Tak wypowiedzieli się radni Kazimierza Dolnego, nie dostrzegając degrengolady. Niestety, to samo stwierdzili wojewoda lubelski, starosta puławski, inspektor nadzoru budowlanego w Puławach, policjanci i inni. Sędzia NSA nazwał konstytucję publicystyką – mówi muzyk. Teraz Deska szykuje apelację, skargę na starostę puławskiego i wojewódzkiego inspektora nadzoru budowlanego za pozostawienie wezwań bez odpowiedzi oraz pozew o szykanowanie przeciwko puławskiemu inspektorowi, a na końcu pozostanie Strasburg. – Jestem już zmęczony. Ale co mam robić, kiedy wyłącznie na podstawie uchybienia formalnego chcą przyjść i rozwalić dom, w którym mieszkam? – pyta. Sama decyzja o nakazie rozbiórki jest – zdaniem Deski – niedopuszczalna moralnie i etycznie, skandaliczna z punktu widzenia konstytucji, bo zatwierdzona z jej naruszeniem (wyrok WSA w Lublinie), a także wątpliwa z punktu widzenia prawa budowlanego, bo sprzeczna z planem miejscowym. – Dlatego publicznie oskarżam Polskę o to, że – jak w PRL – uczyniła z konstytucji martwą literę prawa.

Zakazane ryby

Inną sprawę obnażającą bezduszność organów państwowych przedstawił polsatowski program „Interwencja". Henryk Lachowicz, rolnik rencista, inwalida pierwszej grupy, mieszkający we wsi Boguszyniec koło Gorzowa Wielkopolskiego, został surowo ukarany za złowienie siedmiu ryb we własnym oczku wodnym. W czerwcu 2012 r. został na tym „przyłapany" przez Państwową Straż Rybacką, która powiadomiła policję. Ta skierowała sprawę do Prokuratury Rejonowej w Gorzowie Wielkopolskim, która oskarżyła Lachowicza o kłusownictwo. Uznała bowiem, że ryby znalazły się w stawie w wyniku wylania pobliskiej Warty, a więc nie były własnością rolnika. Rencista otrzymał wyrok trzech miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu. Jednak prokuratura uznała go za zbyt łagodny i zaskarżyła, żądając kary bez zawieszenia. Skończyło się na wymierzeniu 30 godzin prac społecznych i grzywny w wysokości 1000 zł (100 zł kary odszkodowania dla Polskiego Związku Wędkarskiego i wszystkie koszty sądowe). Tymczasem rolnik uległ wypadkowi i nie może pracować (ma okaleczone obie nogi), a łowił, bo nie miał pieniędzy ani jedzenia po wyjściu ze szpitala. Utrzymuje się z 750 zł renty rolniczej. Trzy okonie, dwa karasie, karp i płotka razem były warte... 9,05 zł. – To jest teren prywatny. Na swoim terenie mogę wszystko, za to płacę państwu podatek – mówi Henryk Lachowicz. – To są nadużycia władzy, jakieś zaszłości socjalistyczne. Zapominają o konstytucyjnym prawie wolności gospodarczej i wolności osobistej – uważa Bronisław Bach, sołtys wsi Boguszyniec. – Pan Lachowicz ma prawo do wolności na swojej posiadłości.

Urzędnicy zdają się zapominać, że zasady PRL już nie obowiązują, i nadal bezkarnie nadużywają władzy

Monopol na odławianie ryb ma Polski Związek Wędkarski, ale tylko na wodach płynących. Wody stojące należą do prywatnych właścicieli, czyli w omawianym wypadku do rolników. Problem w tym, że Warta na wiosnę wylewa i zalewa staw. Mimo to w czerwcu 2012 r. Lachowicz mógł zgodnie z prawem łowić ryby na swoim terenie. – Jeżeli woda przekroczy granice rzeki i zaleje sąsiadujące grunty, to PZW może odłowić ryby. Musi to uczynić w ciągu 30 dni. Po 30 dniach uprawniony do połowu ryb jest właściciel gruntu – tłumaczyła w „Interwencji" Teresa Błaszczak z Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Szczecinie. Polski Związek Wędkarski nie zrobił tego w ciągu 30 dni, co oznacza, że miał do tego prawo Lachowicz. – Właściciel tego oczka wodnego nie powinien być ukarany. Sąd źle zinterpretował prawo. To jego oczko wodne i jest uprawniony do rybactwa – uważa Ireneusz Grabka, lubuski komendant Państwowej Straży Rybackiej. – Przeżywam to. Całe noce nie śpię. Nie dość, że niewiele zdrowia mi zostało, to jeszcze mnie nękają – rozpacza Lachowicz.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Anna Czyżewska

O wynagrodzeniu bez tabu

Zdecydowana większość pracowników uznaje, że rozmowę o podwyżce powinien zainicjować szef. Polacy nie są mistrzami negocjacji. Strategia biznesowej polemiki to wizytówka przedsiębiorcy

Adam Maciejewski

Polski kapitał na Kaukazie

Od 2014 r. w Armenii działa fabryka polskiej spółki Lubawa. Nawiązanie współpracy z rządem Armenii było możliwe dzięki promocji naszego przemysłu za granicą, wspieranej przez dotacje z UE