Najnowsza interwencja Uważam Rze

Temat numeru

Bo to złe prawo jest

Tomasz Cukiernik

Uchwalając, a potem egzekwując nieżyciowe przepisy, państwo, które nierzadko niszczy ludziom życie, traci nie tylko pieniądze, lecz także społeczny autorytet

W 2008 r. sądy zaczęły też karać baców za wyrabianie oscypków bez specjalnego unijnego certyfikatu kosztującego 1000 zł. – Ten certyfikat jest mi potrzebny jak pannie dziecko. Zrobiłem, bo urzędnik mnie zmusił – powiedział Wojciech Gromada, pierwszy baca skazany za wyrób oscypka bez unijnego certyfikatu. W sądzie pierwszej instancji skazano go na pół roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Sąd drugiej instancji zamienił więzienie na 5 tys. zł grzywny. Innemu bacy Sąd Okręgowy w Nowym Sączu wymierzył 1200 zł grzywny za wybór oscypka poza tzw. szlakiem oscypkowym. Od XV w. nie było problemu, dopiero teraz produkcją oscypków zainteresowała się Unia Europejska, która uważa, że lepiej od baców wyrabiających sery od pokoleń wie, jak należy je robić. – Bronią się przed certyfikatem, bo to jest koszt, zwykłe wyciąganie pieniędzy, nic to nie daje. Oscypek z certyfikatem kosztuje tyle samo co bez certyfikatu, a nawet tyle samo, ile te podrabiane, czyli z mleka krowiego – stwierdził Jan Janczyk, dyrektor Regionalnego Związku Hodowców Owiec i Kóz w Nowym Targu.

6 mln zł kary za kilka drzew

Ludzie mają też olbrzymie problemy z wycinką drzew na własnym terenie. Burmistrz Krynicy-Zdroju zdecydował o naliczeniu kary w wysokości aż 100 tys. zł za nielegalną wycinkę drzew, mimo że drzewa zostały wycięte i wywiezione przez złodziei bez wiedzy i zgody właściciela terenu. Roman Kluska, znany przedsiębiorca, który jest właścicielem tej działki, zgłosił skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie. Jednak zarówno WSA, jak i Naczelny Sąd Administracyjny nie przyjęły argumentów przedsiębiorcy. Oddaliły skargę, twierdząc, że za wycinkę drzew nie odpowiadają złodzieje, lecz właściciel nieruchomości. Innemu mężczyźnie za wycięcie „kilku krzaków" rosnących na jego działce naliczono karę w wysokości... 1,7 mln zł, którą i tak zmniejszono z pierwotnych 6 mln zł (kara przekracza wartość działki i wszystkich budynków, które się na niej znajdują). Kilka lat temu NSA nakazał zapłacić 25 tys. zł grzywny za wycięcie drzewa, choć złamane przez burzę konary zagrażały bezpieczeństwu ludzi i pojazdów parkujących na posesji.

Właściciele nieruchomości oburzają się, że w ogóle istnieje prawo zakazujące wycinki prywatnego drzewa na prywatnym terenie bez zgody urzędnika. – Rozumiem las, ale dlaczego stosuje się te same reguły, gdy na małej działce ktoś nierozsądnie posadzi drzewko, które wyrasta na wielką sosnę? – zastanawia się Stanisław Pisarek, przedsiębiorca z Katowic. „Dlaczego obowiązują skomplikowane procedury przy uzyskaniu pozwolenia na wycinkę 100-letniej brzozy, która zagraża np. linii energetycznej? Ta brzoza i tak musi być wycięta!" – pyta jeden z internautów. Po prostu praktyka wygląda w ten sposób, że ochrona własności prywatnej zapisana w konstytucji jest fikcją, obywatel nie może dysponować swoją własnością, a rzeczywistą władzę dzierżą urzędnicy.

Takich przykładów jak Deski, Lachowicza czy Gromady, których bezduszna władza próbuje zniszczyć bzdurnymi przepisami, jest znacznie więcej. Mieszkańcy Gołdapi i okolicznych wsi zablokowali przejście graniczne w proteście przeciwko wprowadzonym 6 maja br. zaostrzonym przepisom dotyczącym przywozu paliwa z obwodu kaliningradzkiego. Wysokie bezrobocie zmusza protestujących do dorabiania kilkudziesięciu złotych przywożeniem tańszego paliwa z Rosji. Do tej pory każdy mógł co dwa dni wracać z Rosji z zatankowanym bakiem i dodatkowymi 10 litrami paliwa w kanistrze. Obecnie bez konieczności uiszczania cła można to zrobić jedynie 10 razy w miesiącu.

Z kolei Januszowi Stefanowiczowi, sklepikarzowi ze Szczecinka (woj. zachodniopomorskie), groziło bankructwo, gdyż przez pomyłkę zapłacił za koncesję na sprzedaż piwa o 10 zł mniej, niż powinien. Zgodnie z absurdalnymi przepisami urząd miasta odebrał mu koncesję, a o następną mógł wnioskować dopiero po pół roku. Decyzja urzędników mogła oznaczać szybkie bankructwo, bo sprzedaż piwa napędza klientów sklepikarzowi z trudem walczącemu z konkurencją marketów i trzyma interes na powierzchni. Sami urzędnicy poradzili mu, by przepisał działalność na członka rodziny i by tamten zwrócił się o koncesję, ale zdaniem przedsiębiorcy to absurd i miliony formalności do załatwienia. Czasami pozaformalna ścieżka jest jednak jedyną możliwą. – Mój kolega w trakcie budowania hali przemysłowej ustawił w niej maszyny, aby nie stały na dworze – opowiada jeden z przedsiębiorców ze Śląska. – Tylko dzięki układom uniknął potężnej kary finansowej za użytkowanie hali przed urzędniczym odbiorem.

Wstępniak

Materiał Partnera

Polacy coraz częściej kupują online. Co ich przekonuje do tej formy zakupów?

Kupujemy na potęgę. Rynek dóbr konsumenckich rozwija się dynamicznie, a my – konsumenci – podążamy za najnowszymi trendami. Kupujemy nie tylko więcej, ale i korzystając ze znacznie...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Andrzej Sadowski

Wolność tak, ułatwienia nie

• RAZ POD WOZEM, RAZ POD WOZEM • Dopóki rządzący w Polsce będą mówić o ułatwieniach i ulgach dla przedsiębiorców, a nie o przywróceniu wolności gospodarczej, dopóty nie wybijemy się na ekonomiczną niepodległość