Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Kodeks bezrobocia

Tomasz Cukiernik

Gdyby stosować dosłownie Kodeks pracy, polska gospodarka upadłaby w dwa tygodnie

Strajk generalny za kilka tygodni – to odpowiedź największych centrali związkowych na rządową nowelizację Kodeksu pracy, przegłosowaną właśnie przez Sejm. Nowelizacja wprowadza tak straszne przepisy, jak elastyczny czas pracy czy rozliczanie czasu pracy nie co cztery miesiące, ale raz na rok. Zmiany mogą wejść w życie najwcześniej za kilkanaście tygodni, ale już dziś szefowie „Solidarności" i OPZZ wytaczają najcięższe armaty. – Związki zawodowe działają w interesie tych, którzy już mają pracę, a nie 2 mln bezrobotnych – komentuje Andrzej Sadowski, wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha. – Proponowane zmiany są krokiem w dobrym kierunku, ale bynajmniej nie doprowadzą do rewolucji na rynku pracy – dodaje Sadowski. Zdaniem organizacji pracodawców wadą zmian jest to, że będą mogły być blokowane przez... związki zawodowe.

Urzędy pracujące wieczorami

Cóż takiego strasznego się stanie? Otóż pracownicy będą mogli rozpoczynać pracę codziennie o innej porze. Zgodna z prawem będzie praca po kilkanaście godzin dziennie czy też dwa razy tego samego dnia. Firmy będą mogły wymagać od pracowników, by zostali dłużej w pracy bez wypłacania im za to nadgodzin. Pracownik będzie mógł odebrać wolne w innym terminie, a pracodawca na rozliczenie tych dodatkowych godzin będzie miał rok . Chodzi o to, by w sytuacji, kiedy firmy mają więcej zleceń, mogły zatrzymać pracowników w pracy. Z kolei kiedy zleceń zabraknie, zamiast zwalniać pracowników, będą mogły wysłać ich do domu. Odpracują to za kilka miesięcy, gdy przybędzie zamówień. Urzędy będą mogły być otwarte wieczorem (co z pewnością ucieszy obywateli), a nie tylko do 15.30.

„Nowe przepisy gwarantują określone w Kodeksie pracy dobowe i tygodniowe normy odpoczynku oraz wypłatę wynagrodzenia. Ponadto porozumienia zawierane z załogą, dotyczące elastycznego czasu pracy, będą przekazywane do Państwowej Inspekcji Pracy. Zatem podnoszone przez związki zawodowe zarzuty związane z możliwością nadużyć po stronie pracodawców są nieuzasadnione" – zapewniają Pracodawcy RP. W omawianej ustawie uregulowano także kwestię odpracowywania zwolnień z pracy na załatwianie spraw osobistych. Zgodnie z nią zatrudniony będzie musiał złożyć pisemny wniosek o udzielenie wolnego w trakcie pracy. Wszystko to ma poprawić sytuację polskich firm – niejedną być może uratuje przed bankructwem, a innej umożliwi przyjęcie zleceń, które dotychczas musiała odrzucać z uwagi na brak możliwości realizacji.

Związkowcy: powrót do feudalizmu

Związki zawodowe nie zostawiają na ustawie suchej nitki. Ich szefowie twierdzą, że pracownicy będą musieli pracować po kilkanaście godzin na dobę, co odbije się na ich zdrowiu i pensjach, bo zarobki raz będą mniejsze, a raz większe. Nie pozostanie to też bez wpływu na ich życie rodzinne. – Pracownik będzie na rozkaz i nie dostanie wynagrodzenia za nadgodziny. Będzie mógł pracować po kilkanaście godzin dziennie przez pół roku – ostrzega Marek Lewandowski, rzecznik NSZZ „Solidarność". „Taka praca oznacza pracę ponad ludzkie siły i fizyczne wyniszczenie organizmu. Twoje dzieci pozostawione same sobie będą tak naprawdę społecznymi sierotami. Nie znajdziesz czasu na odebranie ich z przedszkola, ze szkoły czy zawiezienie na dodatkowe zajęcia. Zapomnij też o wolnych sobotach, wypoczynku i domowych obowiązkach" – piszą związkowcy z „Solidarności" w ulotce do pracowników i już szykują się do strajku generalnego.

– Ta nowelizacja łamie wszelkie ratyfikowane przez Polskę konwencje i umowy międzynarodowe. To sprawia, że dzisiaj jesteśmy bliżej chińskiego niż europejskiego modelu gospodarki, a polscy pracownicy stają się stroną jeszcze słabszą. Niezwłocznie zaskarżymy zmienione prawo do Trybunału Konstytucyjnego i instytucji międzynarodowych – zapowiada Piotr Duda, przewodniczący NSZZ „Solidarność". – Część zmian, jak przerywany czas pracy, nie było konsultowanych na Komisji Trójstronnej, więc jaki jest sens istnienia tej komisji? – pyta z kolei Andrzej Radzikowski, wiceszef OPZZ. – Wprowadzenie przerywanego czasu pracy nie ma żadnego uzasadnienia merytorycznego w sensie tworzenia nowych miejsc pracy. Będzie to de facto usankcjonowanie 12-godzinnego dnia pracy, czyli cofnięcie się do epoki feudalnej. Rozwiązania te oznaczają zmniejszenie wynagrodzenia pracowników i większe zyski firm – uważa Radzikowski. Jego zdaniem proponowane regulacje spowodują likwidację godzin nadliczbowych, bo w sytuacji większych zamówień pracodawca nie będzie zatrudniał nowych pracowników, mimo że jest więcej pracy. – Czy można sobie wyobrazić pracę przy taśmie przez sześć dni w tygodniu 12 godzin dziennie? Albo pracę dwa razy po cztery godziny z czterogodzinną przerwą w środku dnia? Pracownik nawet nie zdąży pojechać do domu. Jaka to polityka prorodzinna, którą deklaruje rząd? – pyta Radzikowski. Choć według Ministerstwa Spraw Zagranicznych ustawa jest zgodna z prawem unijnym, to w ocenie OPZZ projekt jest niezgodny z dyrektywą Parlamentu Europejskiego z 2003 r., dotyczącą niektórych aspektów organizacji czasu pracy. Stanowi ona, że maksymalny okres rozliczeniowy może wynosić cztery miesiące.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Anna Czyżewska

O wynagrodzeniu bez tabu

Zdecydowana większość pracowników uznaje, że rozmowę o podwyżce powinien zainicjować szef. Polacy nie są mistrzami negocjacji. Strategia biznesowej polemiki to wizytówka przedsiębiorcy