Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

W Polsce kwitnie handel dlugami. Nasze wierzytelnosci urosly z 25 do 34

Wyścig szczurów

Piotr Ikonowicz, Janusz Korwin-Mikke

Od lewego

Piotr Ikonowicz

Polskie firmy windykacyjne są w uderzeniu: „Rynek zarządzania wierzytelnościami dynamicznie rośnie". Zgodnie z raportem Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych wierzytelności „obsługiwane w Polsce" wzrosły w ciągu ostatniego roku z 25 mld złotych do 34 mld. Ten optymistyczny komunikat można też ująć inaczej: im więcej na polu padliny, tym więcej krąży nad nim sępów. A skoro my, Polacy (i nasze firmy, i instytucje), jesteśmy coraz bardziej zadłużeni, to kwitnie handel długami. Jednak przy stosunkowo niskiej ściągalności handel polskimi długami nie jest tak opłacalny jak np. handel długami w Bułgarii czy Rumunii. „Wierzytelności oferowane w tych krajach mają dużo lepszą jakość od tych, jakie są dostępne w Polsce" – twierdzi ekspert. Tak więc nasze Kruki i wrony „rozdziobią" teraz bułgarskich, rumuńskich, a nawet rosyjskich dłużników. Dodatkowo na polskim rynku czyściciele pól bitewnych zanadto się rozmnożyli: „funkcjonuje tu wiele podmiotów nabywających wierzytelności. Sytuacja ta powoduje kształtowanie się cen na poziomach, które nie są uzasadnione ekonomicznie", tłumaczą „specjaliści". Stąd konkluzja, że konieczna jest „ekspansja czołowych polskich windykatorów takich jak Kruk, Kredyt Inkaso czy Presco na rynki zagraniczne". Dochodzi do sytuacji, w której o długi sprzedawane w Rumunii walczą dwie polskie firmy, o czym dowiadujemy się z przepojonej optymizmem informacji na łososiowych stronach „Rzeczpospolitej". Bo na kryzysie, niewypłacalności, biedzie i zadłużeniu robi się znakomite interesy, więc przedstawiciele sektora zarządzania nieruchomościami zacierają ręce niczym przedsiębiorca pogrzebowy w westernie podczas strzelaniny. W myśl zasady: im więcej trupów, tym więcej trumien się sprzeda, i gospodarka hula aż miło.

Każdy, kto choć raz otrzymał „ostateczne wezwanie do zapłaty" czy był nękany telefonami ludzi-słuchawek z Wrocławia, musi uronić łzę nad losem Bułgarów i Rumunów, którzy już wkrótce odczują przejawy nowej polskiej przedsiębiorczości.

Do prawego

Janusz Korwin-Mikke

Lewica nieodmiennie popiera Człowieków Pracy. Czasami robotników, czasami menedżerów, czasami kapitalistów – ale zawsze: Człowieków Pracy. Ludź Pracy ma mieć w pracy wygodnie: bezpieczne maszyny, bezpieczne stanowisko, umowy o pracę, umowy z państwem gwarantujące stabilność produkcji i bezpieczną emeryturę. Oczywiście „Wyzysk Człowieka Pracy" to coś okropnego, wyzyskiwaczy trzeba tępić.

Natomiast prawica ma Człowieków Pracy głęboko tam, gdzie słońce nie dochodzi. Ludź Pracy ma być wyzyskiwany, ma zasuwać jak mały motorek, w każdej chwili ma się bać, że wyleci z roboty, w każdej chwili ma się bać, że mu firma zbankrutuje – cały czas ma się odbywać wyścig szczurów.

Po co to wszystko? By po wyjściu z pracy poczuć się Człowiekiem Konsumpcji: chodzić z plikami ciężko zarobionych banknotów – i na pęczki kupować produkty wytwarzane przez wyzyskiwanych Ludziów Pracy.

Tak wygląda normalna gospodarka. Celem jest zysk. Nieudolny pracownik zostaje bezlitośnie wyrzucony – by szukał roboty, do której się nadaje. Nieudolny przedsiębiorca bankrutuje – niech zacznie produkować coś, na czym się zna. A jak się nie znają – to niech się nauczą. Nie ma litości. Vae victis!

Za to po pracy mamy pliki banknotów – i naszym celem jest zaspokajanie potrzeb. Gdy mamy dużo pieniędzy, możemy wesprzeć żebraka, fundację walki z rakiem czy o ocalenie czapli siwej. Człowiek Konsumpcji jest panem!

I warto pracować osiem godzin, by przez 16 poczuć się panem – i wyzyskiwaczem tych Ludziów Pracy. To ostatecznie konsument – który nie kupuje za drogich lub złych towarów – wywala z pracy złych robotników i nieudolnych przedsiębiorców. A ponieważ konsument nie widzi, że nie kupując tandetnego buta, wywalił z roboty pięciu złych cholewkarzy i jednego pseudoobuwnika – to robi to z lekkością motyla. I o to chodzi! Gospodarka działa dla konsumentów – ale i dzięki nim. Robotnik amerykański pierwszy jeździł samochodami – bo wskutek wyzysku auta były tanie. A wypoczęci w pracy socjaliści niech jeżdżą sobie tramwajami. Robionymi w Korei Północnej.

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Wojciech Romański

W smoczym kręgu

Andrzej Sadowski

Wolność tak, ułatwienia nie

• RAZ POD WOZEM, RAZ POD WOZEM • Dopóki rządzący w Polsce będą mówić o ułatwieniach i ulgach dla przedsiębiorców, a nie o przywróceniu wolności gospodarczej, dopóty nie wybijemy się na ekonomiczną niepodległość