Najnowsza interwencja Uważam Rze

Historia

Mlodzi zolnierze Wehrmachtu pozuja ze zwlokami jugoslowianskich cywilow

Pacyfista w służbie Hitlera

Leszek Pietrzak

Otto Schimek, żołnierz Wehrmachtu, który nie chciał strzelać do cywilów, stał się patronem polskich pacyfistów

Wojenna droga Schimka

Kilkanaście miesięcy po wkroczeniu do Austrii Hitler napadł na Polskę i w Europie zaczęła się wojna. Potem przyszła kolej na Francję, Belgię i Holandię, a następnie kolejno: Wielką Brytanię, Grecję, Jugosławię i Związek Sowiecki. Hitler toczył wojnę na wielu frontach i potrzebował setek tysięcy nowych żołnierzy. Do Wehrmachtu trafiali więc wszyscy mężczyźni w wieku od 18 do 60 lat. Wiosną 1943 r. Niemcy cofali się na froncie wschodnim i potrzebowali młodych rezerw. Schimek, który za kilka tygodni miał skończyć 18 lat, dostał wezwanie do stawienia się przed komisją poborową. Był młody, silny i wysoki, idealny na żołnierza. Ale od początku wiedział, że to nie jest jego wojna. Gdy odjeżdżał na front, żegnała go cała kamienica. W macierzystej jednostce Wehrmachtu przeszedł kilkutygodniowe intensywne szkolenie. Na początku lipca 1943 r. jego kompania była już w Chorwacji, gdzie po raz pierwszy ujrzał wojenne piekło. Tam zaczął się jego opór. Sprzeciw podczas egzekucji w Bjelovarze kosztował go wojskowe śledztwo i wojskowe więzienie w Kłodzku na Dolnym Śląsku. Jednak dzięki pomocy rodziny i wstawiennictwu przyjaciół zwolniono go i urlopowano. Po powrocie do Wiednia czuł się wewnętrznie rozdarty. Wprawdzie deklarował matce, że nie zabijał niewinnych ludzi, ale i tak chorwackie rozstrzelanie nie dawało mu spokoju.

Tymczasem kolejne miesiące wojny były dla Niemców pasmem porażek. Najbardziej dotkliwie odczuwali je na Wschodzie, gdzie musieli wycofywać się już na całej linii frontu. Nowy żołnierz był jeszcze bardziej cenny niż poprzednio. Wehrmacht przypomniał sobie więc o Schimku. Tym razem trafił karnie do 544. Dywizji Grenadierów Ludowych. Dowódcami byli sami zdeklarowani naziści, a dywizja podlegała przepisom dyscyplinarnym i sądowym SS. Tak Otto znalazł się w Polsce – najpierw w okolicach Jasła, a potem Pilzna koło Dębicy. Ale w lecie 1944 r. w Małopolsce spodziewano się już nadejścia frontu sowieckiego. Miejscowe oddziały AK rozpoczęły akcję „Burza" i prowadziły zmasowane akcje zbrojne i dywersyjne przeciwko wycofującym się Niemcom. Ci z kolei bezwzględnie tępili akowców z rozbitych oddziałów. Mordowali też miejscowych, którzy według nich udzielali pomocy partyzantom z AK. Wrzesień i październik 1944 r. były w tamtym rejonie czasem największego nasilenia niemieckiego terroru, a zarazem początkiem akcji wysiedleńczej. Najpierw wysiedlono mieszkańców wiosek ze strefy przyfrontowej, a potem ludność samego Jasła. Opustoszałe miasto zniszczono.

Karabin w dół

Schimek znalazł się w centrum horroru. Okropieństwo wojny zrodziło w nim jeszcze silniejszy bunt. W połowie października 1944 r. w jego wojennej karierze nastąpił przełom. Pluton Schimka miał dokonać likwidacji cywilów z okolic Machowej, którzy mieli pomagać akowcom. Gdy padł rozkaz strzału, Schimek opuścił karabin i powiedział dowódcy, że nie będzie strzelał do niewinnych ludzi. Za demonstracyjną odmowę wtrącono go do aresztu, który mieścił się w piwnicy starego klasztoru Karmelitów w Lipinach koło Dębicy. Sprawa trafiła do dowództwa dywizji, poinformowano również władze wojskowe w Berlinie. Sędzia wojskowego sądu polowego Edmund Grabner powiedział Schimkowi, że jeśli będzie strzelał do „polskich bandytów", zostanie ułaskawiony. Otto upierał się jednak, że „nie można strzelać do niewinnych ludzi". Dla Grabnera był już tylko tchórzem i zdrajcą. Po kilku tygodniach, dzięki pomocy kolegów, Schimkowi udało się uciec z aresztu. Zamierzał wrócić do domu, ale w Czechosłowacji zatrzymali go niemieccy żandarmi i znowu znalazł się w areszcie polowym w Polsce. Tym razem już jako dezertera poddano go brutalnemu śledztwu. Został okrutnie zmasakrowany. Było już jasne, że czeka go śmierć. W areszcie odwiedził go jeszcze kilka razy kapelan wojskowy, o którym Schimek będzie wspominał później w swoim pożegnalnym liście do rodziny. To on zdołał jeszcze przed śmiercią Schimka poinformować matkę o sytuacji jej syna. Ale w listopadzie 1944 r. w Tarnowie i Dębicy słychać już było odgłosy nadchodzącego frontu. Niemieckie jednostki szykowały się do wycofania na Zachód za linię Wisły. Chyba to przyspieszyło wyrok sądu. W napisanym tuż przed śmiercią liście do najbliższych stwierdzał: „Ludziom moja sprawa zostanie wyjaśniona, choć może dopiero w lepszym życiu".

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy