Najnowsza interwencja Uważam Rze

Felietony

Nie dajmy się paranoi

Andrzej Urbański

Polaków także mordowano na różne sposoby, robili to Niemcy, Sowieci, Ukraińcy. Ale Holokaust był czymś wyjątkowym

Coś niedobrego dzieje się z naszą zbiorową świadomością, jakby jakiś granat rozerwał ją na strzępy, rozrzucając fragmenty po dziedzińcu, a teraz bezdomne kundle rzucają się na siebie, walcząc o resztki. Co krok napotykam niewyobrażalne wcześniej idiotyzmy, tak jakby ich autorzy pochodzili z innej planety, wychowywano ich na bezludnej wyspie albo w specjalnych inkubatorach, gdzie edukowali ich kosmici.

W recenzji „Zabić Sekala" czytam, że w tej wojennej opowieści o słowackiej wiosce „nawet na moment nie pokazują się Niemcy. Zło nie jest tu przecież czymś zewnętrznym, tkwi w samych gospodarzach". A w tej samej gazecie K. Varga opiewa wspaniałość powieści o trójce przyjaciół – Węgrze, Czechu i Żydzie – dla których wojna to czas erotycznych i innych inicjacji, bez jakiegokolwiek traumatycznego bohaterstwa a la Polacca. Czy ktoś w redakcji najmądrzejszej gazety w Polsce nie pamięta, że Czesi, Słowacy i Węgrzy to byli wierni sprzymierzeńcy Hitlera, od początku aż do samego końca? Kolaborowały państwa, instytucje i obywatele, którzy walczyli u boku Niemców na froncie wschodnim, a autonomiczne formacje policyjne zwalczały wrogów III Rzeszy bez zachęty ze strony gestapo. Przecież to nie jest prawda nadzwyczajna, ale trywialna? Banalna nawet.

Gdzie indziej sporo tekstów o ukraińskich rzeziach na Podolu i Wołyniu, tak jakby dopiero dzisiaj można było o tym mówić. A mnie przypomina się natychmiast wybitna powieść Leopolda Buczkowskiego „Czarny potok". Napisana w 1946 r., a wydana w 1954, opowiada o zagładzie polsko-ukraińsko-żydowskiego miasteczka na Podolu. To było pierwsze w świecie świadectwo tego, co dzisiaj funkcjonuje jako „skrwawione ziemie", ubrane w wyrafinowaną literacką formę, godną „Mistrza i Małgorzaty". Być może ktoś po nią sięgnie, aby wreszcie powstał wielki film o tamtej tragedii i jej ofiarach.

To my, Polacy, upowszechnialiśmy prawdę o Zagładzie na długo przed tym, zanim zajął się tym Izrael

A równie zapomniana „Śmierć liberała" Artura Sandauera (1949 r.) – relacja o eksterminacji świata zasymilowanej żydowskiej inteligencji, wychowanej w micie oświeceniowego racjonalizmu, uczniów Kanta i Hegla, zderzonych z niemieckim racjonalizmem w służbie antysemityzmu i ludobójstwa. Nikt inny nie odważył się z taką ostrością pokazać żydowsko-niemiecką Hassliebe w czasie apokalipsy. To również pierwsza relacja o funkcjonowaniu judenratów w gettach. Na długo zanim kalumniami obrzucono za to samo Hannah Arendt.

Czytam też coraz częściej, że „przekonanie o unikatowości Holokaustu" stało się „religijnym dogmatem", nieprawdziwym, dzielącym ofiary na lepsze i gorsze, a ta koncepcja „jest krzywdząca dla innych narodów, które doświadczyły ludobójstwa". Niebywałe. Takie słowa w Polsce? Nikt przecież lepiej od nas nie wie, że to nie nas osadzono w gettach, nie dla nas stworzyli Niemcy fabryki śmierci i nie nas pakowano do komór gazowych. I to jest owa jakościowa różnica, której nie można nie dostrzec. Nie można nie zauważyć. Nie wolno udawać, że jej nie było. W każdym razie w Polsce właśnie.

Bo nikt od nas nie wie lepiej, jak Zagłada się dokonywała. My o tym wiemy, bo wszystko to działo się na naszych oczach, dzień po dniu. I to my doskonale, wręcz egzystencjalnie wiemy, jak wielka była wówczas różnica między byciem Żydem a byciem Polakiem. Bo jak ktoś wyglądał na Aryjczyka, to miał tysiąckrotnie większe szanse na przeżycie, niż kiedy wyglądał na Semitę. Moja babcia mojego tatę, który przypominał raczej Gruzina niż Słowianina, natychmiast przefarbowała na ślicznego dwunastoletniego blondynka. I dlatego to my ich ukrywaliśmy, a nie oni nas. A ci, których było stać, płacili majątek, żeby wyglądać jak Polacy, podczas gdy nikt z nas nie chciał wówczas być Żydem. Byliśmy świadkami zagłady getta w Warszawie, w Otwocku, i w setkach innych miast i miasteczek. A potem Żydzi po 700 latach wspólnej historii po prostu wyparowali. Nikt inny, tylko Oni. Nasi sąsiedzi, przyjaciele, kumple z podwórka, dziewczyny z gimnazjum, szewc i krawiec, sklepikarz i lekarz rodzinny, profesor i poeta. Tego nie da się zapomnieć, bo to by oznaczało, że sami sobie robimy lobotomię.

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Edyta Żyła

Doradzą i przeszkolą

Znaczna część unijnych pieniędzy trafia do doradców, którzy pomagają zakładać firmy lub je rozwijać. Przedsiębiorcy mogą więc liczyć na bezpłatne szkolenia, wsparcie doświadczonych mentorów albo pomoc w przygotowaniu strategii marketingowej

Wojciech Romański

W smoczym kręgu