Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Ruch Obywatelski na rzecz JOW, www.jow.pl

Równi i równiejsi

Patryk Hałaczkiewicz , Artur Heliak

W ustawie deregulacyjnej brakuje zmian dotyczących zawodu, do którego dostępu szczególnie domagają się Polacy – profesji polityka

Prezydent podpisał ustawę o zmianach w regulacjach dotyczących wykonywania niektórych zawodów. Tym samym przesądzone zostało wejście w życie tzw. pierwszej transzy deregulacji. Ustawa obejmuje 51 zawodów, w tym cztery stricte prawnicze (adwokat, radca prawny, notariusz i komornik), a także takie profesje, jak syndyk, detektyw, taksówkarz, przewodnik turystyczny czy pilot wycieczek. W ustawie deregulacyjnej brakuje zmian dotyczących zawodu, do którego dostępu szczególnie domagają się Polacy – zawodu polityka.

Sama idea nie budzi większych kontrowersji, może z wyjątkiem przedstawicieli korporacji, których zmiany dotyczą i którzy w większości niechętnie odnoszą się do proponowanych rozwiązań. Jako że diabeł tkwi w szczegółach, odrębną i znacznie bardziej kontrowersyjną kwestią jest konkretny kształt proponowanych rozwiązań.

Autor projektów, były minister sprawiedliwości Jarosław Gowin, kiedy komentował uchwalenie ustawy deregulacyjnej, mówił: „Obalamy mur, za którym korporacje zawodowe zazdrośnie strzegły swoich przywilejów". Pojawia się w tym miejscu pytanie, czy polscy posłowie zapomnieli o tym, że sami wykonują profesję, do której dostęp jest mocno ograniczony. Że ich byt polityczny zależy niemalże wyłącznie od woli partyjnego lidera. Że sami tworzą zamkniętą korporację zawodową. O tym żaden z parlamentarzystów nie powiedział ani słowa. Nie pamiętają czy nie chcą pamiętać? Naszym zdaniem deregulację, podobnie jak wszystkie ważne zmiany i reformy, należałoby zacząć od podstaw – od uwolnienia zawodu polityka. Warto w tym miejscu przytoczyć fragment uchwały Okręgowej Rady Adwokackiej w Katowicach z marca 2012 r.: „Zawód polityka stał się zawodem zamkniętym dla aktywnych społecznie obywateli. Ukształtowany system partyjny skutecznie wyeliminował możliwość wpływu na rządy w państwie dla rzeszy osób niezwiązanych z kastą politycznych celebrytów, monopolizującą życie polityczne ostatniego dwudziestolecia". Trudno się z tym nie zgodzić, biorąc pod uwagę, że od pierwszych wolnych wyborów do Sejmu RP w mediach możemy oglądać i słuchać ciągle tych samych polityków, głoszących coraz to nowe pomysły mające na celu uszczęśliwienie nas, obywateli.

Podstawowy problem związany z monopolizacją polskiej sceny politycznej to brak prawdziwej odpowiedzialności posłów przed wyborcami. Kariera i przyszłość polskiego polityka nie zależą bowiem od obywateli, lecz wyłącznie od partyjnej elity. O tym, kto się dostanie do Sejmu, w praktyce decyduje lider partii, kiedy układa listy wyborcze. Można zadać sobie pytanie, jak w takiej sytuacji rozliczyć kandydatów z ich obietnic i programów. Niestety, wydaje się to niemożliwe, co wyraźnie pokazuje praktyka ostatnich 20 lat.

Politycy sami tworzą zamkniętą korporację zawodową

Niewątpliwie zmiana ordynacji wyborczej z proporcjonalnej na większościową i wprowadzenie wyborów do Sejmu w 460 jednomandatowych okręgach nie jest panaceum na wszystkie problemy naszego kraju. Jest to jednak zmiana konieczna, która umożliwi kolejne reformy. Wydaje się bowiem, że jedynie JOW umożliwiają prawdziwą i rzetelną weryfikację konkretnego kandydata i jednocześnie przywracają rzeczywistą odpowiedzialność posłów przed wyborcami. Tylko poseł, za którego plecami nie stoi potężna, a jednocześnie całkowicie oderwana od obywateli partyjna grupa interesu, może być rzeczywistym przedstawicielem wyborców w parlamencie.

Warto także pamiętać, że nawet wprowadzenie jednomandatowych okręgów w wyborach do Sejmu bez jednoczesnego uchwalenia odpowiednich zmian w przepisach prawnych nie doprowadzi do pożądanych rezultatów. Najlepszym tego przykładem są wybory do Senatu z 2011 r., które przecież odbyły się w systemie JOW. Chociaż są to wybory większościowe, to nie można mówić o równej swobodzie kandydowania. Taka metoda jest całkowicie sprzeczna z tym, co postulujemy. Omawiane wybory odbyły się z wyraźnym uprzywilejowaniem kandydatów partyjnych. Kandydaci niezależni mogli rozpocząć zbieranie wymaganych 2000 podpisów dopiero po ogłoszeniu kalendarza wyborczego. Ponadto ograniczał ich limit wydatków w wysokości ok. 18 gr na wyborcę. Tymczasem kandydaci partyjni mogli zebrać podpisy na listach poparcia jeszcze przed ogłoszeniem kalendarza wyborczego, co dawało im możliwość prowadzenia bardzo długiej kampanii. Jednocześnie mieli do dyspozycji ok. 1 zł na każdego wyborcę. Ta olbrzymia dysproporcja wynikała z tego, że ich komitety mogły wydać na wyborcę ok. 82 gr. Tylko dlatego że zgłaszały równolegle kandydatów do Sejmu. W tym wypadku deregulacja musi polegać na wprowadzeniu równych szans startu zarówno dla kandydatów partyjnych, jak i niezależnych. Obecne rozwiązania mają więcej wspólnego z dumpingiem i systemem koncesji niż z wolnym rynkiem.

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Ewa Bednarz

Kredyt z plastiku

Tylko część banków decyduje się na wydawanie przedsiębiorcom kart kredytowych. Znacznie chętniej oferują im dużo kosztowniejsze karty obciążeniowe

Edyta Żyła

Doradzą i przeszkolą

Znaczna część unijnych pieniędzy trafia do doradców, którzy pomagają zakładać firmy lub je rozwijać. Przedsiębiorcy mogą więc liczyć na bezpłatne szkolenia, wsparcie doświadczonych mentorów albo pomoc w przygotowaniu strategii marketingowej