Najnowsza interwencja Uważam Rze

Biznes

Lody wytwarzane przez rodzine Mlynarczykow od blisko 70 lat maja logo z wizerunkiem pingwina

Tradycja dobra na kryzys

Rafał Kotomski

Leszczyński przedsiębiorca prowadzi firmę z blisko 70-letnią historią. Przetrwała najcięższe lata PRL, a i dziś też dobrze sobie radzi

Lody produkowane przez niewielkie przedsiębiorstwo z Wielkopolski od lat niezmiennie zachowały swój naturalny smak. To zresztą nie tylko smak mleka czy jajek, ale również tradycji. – A ta naprawdę zobowiązuje – uśmiecha się Michał Młynarczyk, właściciel firmy.

Pingwiny z patentem

Przed wojną Leszno było miastem położonym niedaleko granicy z Niemcami. Przedsiębiorczość i zaradność tutejsi mieszkańcy mieli niemal we krwi. Ośrodek słynął z dużej ilości sklepów i lokali gastronomicznych. Lokalni historycy podkreślają, że nawet trudne warunki powojenne nie potrafiły zniszczyć w leszczynianach biznesowej żyłki. Znakomicie potwierdza to przykład dziadka Michała Młynarczyka, który w 1946 r. postanowił założyć własną firmę.

– Kiedy o tym myślę, mam wrażenie, że to była wyjątkowa postawa. Nie wiadomo, dlaczego dziadek wymyślił sobie, że będzie produkował lody. Ale spod ziemi wydobył i kupił pierwsze maszyny, a potem zorganizował produkcję w podwórzu kamienicy w centrum miasta – opowiada młody przedsiębiorca. Jego dziadek, Stanisław Młynarczyk, dobrze zaplanował swoje przedsięwzięcie. Miał szczęście, bo w pierwszych latach pod rządami komunistów lokalne władze partyjne tylko przyglądały się „kapitalistycznym" przedsięwzięciom. Producent lodów poszedł za ciosem i udało mu się nawet opatentować swój produkt. Na dokumencie zatytułowanym „Świadectwo ochronne na znak towarowy", wydanym wiosną 1948 r., Urząd Patentowy powołuje się na rozporządzenie prezydenta Ignacego Mościckiego z 22 marca 1928 r. Patent zaś wydano firmie Alca, zajmującej się produkcją „lodów jadalnych i wyrobów cukierniczych". – Dziadek zmarł w 1965 r., ale do tego czasu zdążył rozwinąć firmę. Oczywiście nie obyło się bez nacisków ze strony władz. Szczególnie w latach 50., gdy dziadka namawiano, by zamknął wytwórnię. Nasyłano mu kontrole i nękano pismami. Miał nawet oddać zakład państwowej mleczarni w Lesznie, ale na szczęście okazało się to niemożliwe ze względów technicznych. Wiem, że dzięki uporowi i determinacji dziadka rodzinną firmę udało się ocalić – przyznaje wnuk Stanisława Młynarczyka.

Na ulicach Leszna pojawiła się firmowa budka z lodami Pingwin – najsłynniejszym produktem Młynarczyków. Lody rozwozili też po mieście rikszarze. Ich pojazdy wyposażono w specjalne lodówki, które obłożono blachą i trocinami. Pan Michał do dziś, niczym relikwie, przechowuje wszystkie firmowe dokumenty z tamtych lat. Są wśród nich pieczątki wytwórni lodów i zaświadczenie o nazwie „legitymacja komiwojażera". Bo taką właśnie musiał legitymować się każdy z kilku pracowników obsługujących wózki z lodami. Ci komiwojażerowie początkowo używali tylko siły własnych nóg do napędu lodowych pojazdów. Dopiero na przełomie lat 50. i 60. zamontowano w nich silniki od sławnego peerelowskiego motoroweru marki Komar. – I wówczas nasze lody zaczęły docierać do miejscowości leżących w promieniu 20–30 km od Leszna – mówi Michał Młynarczyk.

Ciekawe, że dziś, po blisko 70 latach, wnuk niewiele zmienił w projekcie opakowania pingwinów. To wciąż niemal ten sam pergaminowy papierek z wizerunkiem arktycznego ptaka. Sam przedsiębiorca uważa, że skoro pomysł dziadka okazał się tak dobry, to można go unowocześniać i modyfikować, ale z pewnością nie zrezygnować.

Gorzki smak kapitalizmu

Po śmierci Stanisława Młynarczyka rządy w firmie objęła jego żona. – I trzeba przyznać, że babcia miała z pewnością nie gorszą głowę do interesów – zauważa młody przedsiębiorca. Antonina Młynarczyk nie tylko rozbudowała firmę, ale wciąż konsekwentnie zwiększała sprzedaż. Obok kiosku w mieście pojawił się firmowy sklep z pingwinami, a produkcja odbywała się w nowym, lepiej przystosowanym pomieszczeniu. Przez cały okres lat 70. i 80. ubiegłego wieku produkt leszczyńskiej firmy nie miał problemu ze znalezieniem nabywców. Z rodzinnych opowieści Michał Młynarczyk wie, że sprzedawało się właściwie wszystko, co wytworzono. Kłopoty sprawiało tylko zdobycie odpowiednich surowców – cukru, jajek, mleka. Niełatwo było też z kartonem i papierem na opakowania. – Mimo to lata późnej komuny właściwie możemy nazwać w swojej firmie okresem rozkwitu. Nasze wyroby zakorzeniły się wśród konsumentów, a dodatkowo ich sprzedaży sprzyjał fakt, że na rynku nie mieliśmy szczególnie poważnej konkurencji – przyznaje Michał Młynarczyk.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Artur Osiecki

Brexit mobilizuje regiony

Województwa chcą przyspieszyć realizację nowych programów regionalnych zarówno ze względu na zbliżający się przegląd unijny, jak i potencjalne negatywne konsekwencje wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej

Piotr BOŻEJEWICZ

Może i koniec, ale nie świata

• TAKO RZECZE [P] •Skoro Obama nawet w części nie okazał się takim cudotwórcą, jak przepowiadali eksperci, to czemu Trump miałby być taki groźny, jak go malują ci sami ludzie?