Najnowsza interwencja Uważam Rze

Biznes

Awantura o złoto

Marcin Lenar

Leasing złota narusza narodowe rezerwy kruszcu, które są traktowane jako zabezpieczenie. W razie krachu może się okazać, że wypożyczone złoto jako rezerwa jest bezużyteczne

W 2008 r. pewne amerykańskie stowarzyszenie ze zbiórki wśród swoich członków wykupiło ogłoszenie w „The Wall Street Journal". Na sporych rozmiarów reklamie zadali tylko jedno pytanie: „Czy ktoś widział nasze złoto?". Ta historia ma swój ciąg dalszy także w Polsce, jednak by ją lepiej zrozumieć, musimy się cofnąć do lat 70. minionego stulecia.

Właśnie ponad cztery dekady temu zaczęło się masowe życie na kredyt, moda na dodruk pieniądza i traktowanie inflacji (a zatem de facto wzrostu cen) jako czynnika dobrego dla gospodarki mimo spadku realnej wartości walut, takich jak dolar czy euro. Pozostaje pytanie, co nowy system oznaczał dla samego złota. Przede wszystkim uwolnienie jego kursu. Wcześniej był on utrzymywany na poziomie 35 dolarów za uncję, gdyż w systemie z Bretton Woods (upadł w 1971 r.) złoto było używane głównie do rozliczeń międzynarodowych i kurs był ustalany przez państwa. Po upadku tego ostatniego w historii systemu opartego na złocie królewski kruszec miał się stać tylko towarem. Już 10 lat później inflacja w USA sięgnęła 13,5 proc., a kurs złota poszybował do 800 dolarów za uncję. W wyniku podniesienia stóp procentowych i ograniczenia ilości pieniądza w gospodarce Amerykanom udało się obniżyć inflację do 3,5 proc. Kurs złota spadł wtedy do 300 dolarów za uncję.

Znikający kruszec

Złoto jest środkiem nie tylko odpornym na inflację, czyli np. chroni nasze oszczędności. Złoto to pieniądz, który problem inflacji praktycznie całkowicie rozwiązuje. Kłopot w tym, że dla wielu ekonomistów i polityków niesie to za sobą ogromne ograniczenia. Stabilna, oparta na złocie waluta oznacza droższy pieniądz, czyli bardziej kosztowną obsługę długów. Walor, który obnaża słabości obecnego systemu finansowego, opartego na spirali długów i bezwartościowym pieniądzu, musi być solą w oku decydentów. Jak zatem wytłumaczyć fakt, że najbardziej aktywnym kupującym na światowym rynku złota są banki centralne? Odpowiedź jest dość złożona. W tym miejscu warto wrócić do opisanej na początku historii.

Organizacją, która w jednej z najbardziej poczytnych gazet w USA zadała pytanie: „Czy ktoś widział nasze złoto?", była GATA (Gold Anti-Trust Action Committee), czyli Stowarzyszenie przeciwko Kartelowi na Rynku Złota. Członkowie tej istniejącej od 1999 r. organizacji są przekonani, że banki centralne przechowują w swoich skarbcach znacznie mniej złota, niż deklarują. W 2008 r. światowe zasoby banków centralnych miały wynosić 30 tys. ton. Przedstawiciele GATA twierdzą, że faktyczna wielkość zasobów nie przekraczała 15 tys. ton, czyli była o połowę mniejsza. Dziś te proporcje byłyby nieco inne z uwagi na fakt, że banki centralne wielu krajów rozwijających się od 2010 r. masowo kupują złoto. Z czego miałaby wynikać różnica między deklaracjami banków centralnych a rzeczywistością? Powody są co najmniej dwa. Pierwszy – zdaniem GATA – to masowe, tajne operacje sprzedaży złota, głównie na rynkach dalekowschodnich, dzięki którym cena złota jest sztucznie zaniżana. Taki zarzut bardzo trudno udowodnić, gdyż zasobów złota praktycznie w ogóle się nie kontroluje. Banki często posiadają złoto w postaci różnego rodzaju certyfikatów i opcji, co rozmywa cały problem. Eksperci z GATA twierdzą, że gdyby nie manipulowanie rynkiem złota, cena kruszcu rosłaby znacznie szybciej, niż obserwowaliśmy to w ostatniej dekadzie. Gwałtowny jej wzrost jednoznacznie obnażałby wady dzisiejszego systemu finansowego. Jak wspomniałem, ta teoria jest trudna do jednoznacznego udowodnienia, lecz jeśli weźmiemy pod uwagę, że GATA sformułowała ją w 2008 r., to warto się przyjrzeć, co stało się ze złotem w kolejnych latach. Otóż w latach 2009–2011 złoto notowało szczyt wieloletniej hossy. W 2012 r. dynamika wzrostu nieco nieco wyhamowała, lecz najciekawsze miało się wydarzyć w kwietniu 2013 r. Wtedy na rynku tzw. papierowego złota doszło do sprzedaży certyfikatów i opcji na ponad 400 ton złota. To ponad 20 proc. rocznej produkcji tego kruszcu. Dodajmy, że do transakcji doszło praktycznie jednego dnia. Po takiej wyprzedaży złoto zanotowało kilkunastoprocentowy spadek. Wśród amerykańskich blogerów interesujących się złotem krążą informacje, że kilka dni później fundusze, które sprzedały te złote certyfikaty, skupiły je z rynku za pośrednictwem innych firm. Jak widać, wokół złota, które część ekonomistów nazwała „barbarzyńskim reliktem", dzieje się wiele dziwnych operacji. Te opisane wyżej owiane są pewną aurą tajemniczości w przeciwieństwie do innego, kontrowersyjnego i nie mniej niepokojącego zjawiska zwanego leasingiem złota.

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Hubert Kozieł

Czy Podesta zadławi się pizzą?

• SPISKOWA TEORIA WSZYSTKIEGO • Wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych były wielkim zwycięstwem zwolenników spiskowej teorii dziejów. Potwierdziły bowiem wiele ich tez

Adam Maciejewski

Polski kapitał na Kaukazie

Od 2014 r. w Armenii działa fabryka polskiej spółki Lubawa. Nawiązanie współpracy z rządem Armenii było możliwe dzięki promocji naszego przemysłu za granicą, wspieranej przez dotacje z UE