Najnowsza interwencja Uważam Rze

Felietony

Dzień po zwycięstwie

Andrzej Urbański

Wszyscy się ekscytują szybującymi sondażami PiS – jedni słyszą anielskie pienia, inni zapowiadają zaś powszechną trwogę. A mnie zastanawia, co się stanie nie w dniu zwycięstwa, ale później

Co będzie dzień po zwycięstwie? Jak się czyta niektórych prawicowych publicystów, to odpowiedź nasuwa się sama – nastąpi dzień zapłaty. I zgodnie z przewidywaniami Waldemara Kuczyńskiego w całym kraju zapłoną stosy, polowania z nagonką i żadna antypisowska myśl nie umknie myśliwym. Na pierwszy ogień pójdzie Tomasz Lis, a potem wszelkie Lisopodobne stworzenia duże i małe. Uprzedzam jednak, że rozszarpywanie Lisa na arenie Stadionu Narodowego nie będzie trwało długo – trzask-prask i po wszystkim. A mokrą plamą nie da się na długo zaspokoić krwiożerczego monstrum, jakim w opinii Lisa jest wszechwładny szef PiS.

Potrzeba odwetu w polityce to nic nowego w dziejach III RP. Przeżyłem zorganizowane kampanie nienawiści wobec Jarosława Kaczyńskiego, kiedy stał na czele Porozumienia Centrum; wobec Jana Olszewskiego, kiedy został pierwszym demokratycznym premierem RP, i wobec Lecha Kaczyńskiego – prezydenta Warszawy, a potem kraju. Sam doświadczałem nieustannej „troski" ze strony Tuska i propagandzistów Platformy, kiedy szefowałem telewizji publicznej. A kiedy pozbyto się problemu politycznego, zaczynały się personalne czystki, brutalne i bezwzględne. Powiem coś, co mnie samego zdumiewa. Nawet postkomuniści zachowywali się z większą klasą niż aparatczycy „partii miłości" pod światłym przewodem Donalda Tuska. I nie da się tego wytłumaczyć w żaden racjonalny sposób. Bo skąd tyle nienawiści u Bogdana Borusewicza, któremu Leszek Kaczyński wielokrotnie pomagał w opresjach życiowych? A u Julii Pitery, która przez lata była ciotką rewolucji patronującą Lidze Republikańskiej? A Radek Sikorski, Kazimierz Marcinkiewicz, Michał Kamiński – wszyscy zawdzięczają Jarosławi Kaczyńskiemu stanowiska i zaszczyty? Trzeba tęgiego psychiatry, aby pojąć, jak się nienawiść kłębi w takich ludziach.

Polityka, chociaż też na „p", z psychiatrią nie ma jednak nic wspólnego. I jeżeli zwycięzcy zajmą się dociekaniem, co się stało z platformerskimi duszami, nie będą mieli czasu, aby rozwiązać kilka ważniejszych problemów. I rozczarują wielu swoich nowych sympatyków, dla których wojna wydana centroprawicy przez całą postliberalną formację nie ma jakiegoś większego znaczenia. Jeżeli bowiem lokują swoje nadzieje po prawej stronie, to z innych niż personalia i rozliczenia powodów.

Jednym z nich jest ofensywa „nowoczesności", koncentrowanie społecznej uwagi na problemach „od dupy strony". Domaganie się specjalnych praw dla mniejszości seksualnych, ataki na Kościół, wiarę, rodzinę; manipulowanie historią i pomniejszanie dumy narodowej; wreszcie arogancja i lekceważenie wszystkich tych, którzy nie pasują do modelu obywatelskości, w jaki wierzą przy ulicy Czerskiej. Ta światopoglądowa wojna toczy się w całej Europie i zaczyna irytować coraz poważniejsze grupy społeczne. Wystarczy przypomnieć potężne manifestacje w Paryżu przeciwko ustawie zrównującej zwykłe rodziny z małżeństwami „nadzwyczajnymi", opartymi tylko na jednym typie relacji międzyludzkich. Tej wojny nie rozstrzygną zwykłe, polityczne wybory, gdyż ona toczy się w kulturze od dawna. I chodzi w niej o coś niepolitycznego właśnie: o kształt człowieczeństwa, o duszę każdego człowieka, o jego zdolność do budowania wielopokoleniowych związków opartych na ufności, wyrzeczeniach, nadziei. Inwestowanie w dzieci nie przynosi żadnej dywidendy, inwestycja nie zwraca się szybko, a czasami w ogóle. A przecież bez miłości matki, jej gotowości do nadzwyczajnych poświęceń cała konstrukcja społeczna naszej cywilizacji błyskawicznie skoroduje i zawali się na nasze głowy.

W Europie toczy się też inna wojna – zwana potocznie walką z kryzysem. Rzecz w tym, że potoczne słowa najczęściej kłamią. Nie chodzi o żaden „zwykły kryzys", ale o zmianę Systemu, który produkuje bezrobocie dla kolejnych pokoleń; produkuje nierówności o skali, którą ostatni raz pamiętali nasi dziadkowie; i co najgorsze – twierdzi, że żaden inny system nie jest możliwy. Skutków tej wojny na co dzień doświadczają obywatele południa Europy – a piszę to, kiedy konwulsje protestów znowu ogarnęły Grecję i Hiszpanię. Przy okazji ujawnia się nieciekawa prawda – w społeczeństwach narasta antysystemowa energia, która nadal nie znajduje ujścia w żadnych realnych bytach politycznych. Przekleństwem południa Europy jest brak polityków na miarę Viktora Orbána czy Jarosława Kaczyńskiego. Polityków gotowych skutecznie zmierzyć się z Systemem, do czego potrzeba przede wszystkim odwagi i odpowiedniej woli politycznej. Twierdzę, że rosnące poparcie dla PiS w znacznym stopniu bierze się właśnie z rosnącej wiary, że w Polsce tylko jeden polityk ma taką odwagę i wolę.

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Andrzej Sadowski

Wolność tak, ułatwienia nie

• RAZ POD WOZEM, RAZ POD WOZEM • Dopóki rządzący w Polsce będą mówić o ułatwieniach i ulgach dla przedsiębiorców, a nie o przywróceniu wolności gospodarczej, dopóty nie wybijemy się na ekonomiczną niepodległość

Anna Czyżewska

O wynagrodzeniu bez tabu

Zdecydowana większość pracowników uznaje, że rozmowę o podwyżce powinien zainicjować szef. Polacy nie są mistrzami negocjacji. Strategia biznesowej polemiki to wizytówka przedsiębiorcy