Najnowsza interwencja Uważam Rze

Biznes

Mit epoki postindustrialnej

Aleksander Piński

Wywiad z prof. Ha Joon Changiem, ekonomistą z Cambridge University w Wielkiej Brytanii

Wielu ekonomistów twierdzi, że przemysł, zwłaszcza w krajach rozwiniętych, przestał być siłą napędową gospodarki, a zastąpiły go zaawansowane usługi, takie jak bankowość czy konsulting. W swojej ostatniej książce twierdzi pan, że to nie do końca prawda. Czy może pan to uzasadnić?

Żyjemy w erze postprzemysłowej tylko w tym sensie, że większość z nas pracuje w biurach czy sklepach, a nie w fabrykach. Pod koniec XIX w. w najbardziej rozwiniętych wówczas krajach, takich jak Wielka Brytania czy Belgia, w przemyśle pracowało ok. 40 proc. siły roboczej. Dzisiaj odsetek ten spadł do 25 proc., a w USA, Kanadzie czy Wielkiej Brytanii nawet do 15 proc.

Jednak to w żadnym wypadku nie oznacza to, że przemysł przestał być kluczowy dla gospodarki.

Żaden kraj na świecie nie zbudował na usługach przyzwoitego standardu życia, nie mówiąc już o wysokim

Dlaczego?

Istotna część dezindustrializacji w bogatych krajach wynika tylko ze zmian w klasyfikacji statystycznej. Kiedyś w fabrykach takie usługi jak katering czy sprzątanie wykonywali pracownicy tych zakładów, więc klasyfikowano je jako produkt przemysłowy. Dziś coraz częściej te zadania zleca się firmom zewnętrznym, więc zalicza się je do usług. Tylko na papierze dochodzi więc do zwiększenia aktywności w usługach, a zmniejszenia w przemyśle. W praktyce nic się nie zmienia. Zwłaszcza w latach 80. outsourcing był istotnym źródłem dezindustrializacji w takich krajach jak USA i Wielka Brytania.

Chce pan powiedzieć, że ten zabieg odpowiada za cały spadek produkcji przemysłowej w bogatych krajach?

Nie tylko. Do tego dochodzi tzw. efekt reklasyfikacji. Chodzi o to, że kiedy większość przychodów danej firmy zaczyna pochodzić z usług, jest ona klasyfikowana jako firma usługowa. Również całość jej przychodów jest traktowana jako pochodząca z sektora usług, nawet jeżeli znaczną ich część generuje produkcja przemysłowa. Jak podaje jeden z raportów brytyjskiego rządu, spadek zatrudnienia w przemyśle w Wielkiej Brytanii w latach 1998–2006 w 10 proc. wynika właśnie z tego efektu.

A wzrost potęgi przemysłowej Chin nie miał na to wpływu?

Oczywiście, ale znacznie mniejszy, niż się wydaje. Obecnie udział Chin w światowym handlu produktami przemysłowymi wynosi 17 proc. Wielka Brytania u szczytu swojej potęgi, w 1870 r., miała w nim 46-procentowy udział. Dodatkowo eksport chińskich produktów zaczął mieć zauważalny wpływ na gospodarki państw rozwiniętych dopiero pod koniec lat 90. Tymczasem dezindustrializacja rozpoczęła się tam 20 lat wcześniej. Szacuję, że zalew chińskich produktów przemysłowych tylko w 20 proc. odpowiada za proces dezindustrializacji w bogatych krajach.

A z czego wynika pozostałe 80 proc.?

Wielu ludzi uważa, że to naturalny skutek bogacenia się, tzn. zamożniejsi konsumują więcej usług. Tymczasem tak naprawdę wydajemy więcej na usługi dlatego, że w porównaniu z produktami przemysłowymi ich ceny rosną. Na przykład za średniej klasy komputer osobisty płacimy dziś znacznie mniej niż 10 lat temu, nie mówiąc już o tym, że ten komputer jest wielokrotnie lepszy od tego sprzed dekady. Tymczasem ceny choćby usług fryzjerskich rosną przynajmniej w tempie inflacji. Wydajemy więc na nie taką samą część naszego dochodu. Ze statystyk będzie wynikać, że wydajemy więcej na fryzjera, a mniej na komputery, gdy tymczasem nasza konsumpcja usług jest taka sama jak wcześniej, a dóbr przemysłowych nawet wzrosła. Nominalnie udział produkcji przemysłowej w PKB Wielkiej Brytanii spadł z 37 proc. w 1955 r. do 21 proc. w 1990 r. Jeżeli jednak uwzględnimy efekt relatywnej zmiany cen, okaże się, że zmniejszył się z 27 proc. do 24 proc. A więc spadek nie wyniósł 40 proc., ale zaledwie 10 proc.

A dlaczego spadają ceny dóbr przemysłowych, a usług nie?

Ponieważ wzrost produktywności w przemyśle jest znacznie szybszy niż w usługach. W przemyśle możliwa jest mechanizacja. Tymczasem z istoty znacznej części usług wynika, że produktywność osób je wykonujących nie może się zwiększyć. Na przykład kwartet smyczkowy nie zacznie nagle dwa razy szybciej odgrywać swoich utworów, bo wówczas cała usługa traci sens. W innych usługach wzrost produktywności wiąże się z utratą jakości. Na przykład nauczyciel może mieć dwukrotnie więcej uczniów w klasie, ale wówczas nie będzie mógł poświęcić każdemu z nich tyle czasu, ile poprzednio. W znacznej mierze wzrost produktywności w usługach w USA i Wielkiej Brytanii w ostatnich latach osiągnięto właśnie kosztem niższej jakości. Musimy dłużej czekać na dowóz zakupionych mebli, więcej czasu poświęcamy na zakupy, bo w sklepach jest mniej ekspedientów i dłużej trzeba czekać na obsługę itd.

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Anna Czyżewska

O wynagrodzeniu bez tabu

Zdecydowana większość pracowników uznaje, że rozmowę o podwyżce powinien zainicjować szef. Polacy nie są mistrzami negocjacji. Strategia biznesowej polemiki to wizytówka przedsiębiorcy