Najnowsza interwencja Uważam Rze

Biznes

Po polsich drogach jezdza tysiace aut z niesprawdzonymi chinskimi czesciami. Ukryte pod maska zagrazaja bezpieczenstwu

Niesprawdzone i niebezpieczne

Joanna Demcio

Przez opieszałość rządu padają polscy producenci części samochodowych. Zastępują ich firmy z Azji, które oferują urządzenia mogące nawet zagrozić życiu kierowcy

Jeszcze kilka lat temu polscy producenci stanowili potęgę w wyrabianiu części do samochodów. Dziś, szukając sposobu na przetrwanie, eksportują swoje produkty do Afryki. Polski rynek jest natomiast zalewany importowanymi częściami z Azji. Te są znacznie tańsze od polskich, bo nie przechodzą obowiązkowej w krajach Unii Europejskiej homologacji. Na domiar złego urzędnicy kontrolują przestrzeganie przepisów, których jeszcze nie ma w polskim prawie.

W Polsce wciąż istnieje rynek części oryginalnych, jednak cały czas się kurczy. Powód jest prosty – części te są znacznie droższe. Importowane wyroby z Azji są tańsze od polskich średnio o 30 proc. Jeśli wejdziemy na Allegro lub inne portale internetowe, znajdziemy całą masę propozycji kupna tanich zamienników. Problem zaczyna się wtedy, gdy dochodzimy do kwestii jakości. Żadna z nich nie przeszła bowiem obowiązkowej w Polsce lub innym kraju Unii homologacji.

Zamiast kontrolować pseudoproducentów, państwo sprawdza towar z atestami i homologacją

Tańsze, bo bez Unii

W teorii wszystkie produkty, które są wprowadzane na nasz rynek, a szczególnie te, które mają wpływ na bezpieczeństwo poruszających się po drogach, powinny posiadać odpowiednie certyfikaty. Bez tego nie powinniśmy wpuszczać tych części do obrotu. Problem polega na tym, że poza obrotem oficjalnym i certyfikowanym mamy jeszcze szarą strefę, zasilaną częściami z rozbiórki kasowanych wraków samochodów z jednej strony, a z drugiej pochodzącymi od niezależnych dostawców. Niesprawdzonych i nieposiadających jakichkolwiek certyfikatów. Tym źródłem jest obecnie najczęściej rynek chiński. I choć rozwijający się przemysł państwa środka jest wciąż znany z wypuszczania bubli na masową skalę, to jakość chińskich produktów będzie się poprawiała, tak jak poprawia się jakość samochodów tam produkowanych. Będą coraz groźniejszą konkurencją nie tylko z powodu niskiej ceny. Pokazuje to historia dwóch innych azjatyckich gigantów motoryzacyjnych – Japonii i Korei. Oba początkowo wytwarzały łatwo psujące się jednorazówki. Dziś japońska motoryzacja jest symbolem najwyższej jakości produktów, a koreańska się takim symbolem staje. Wszystko wskazuje na to, że coraz nowocześniejsza chińska baza techniczna w połączeniu z coraz lepiej wyedukowanymi robotnikami pozwoli w perspektywie najbliższych lat na to, by chińskie oznaczało dobre. A że nie są ograniczani unijnymi wymogami, producenci z fabryk pod Pekinem czy Szanghajem będą mogli sobie pozwolić na utrzymywanie cen na poziomie niedostępnym dla polskiej konkurencji.

Skali importu tanich azjatyckich produktów nikt nie kontroluje. – Mamy import części niekoniecznie posiadających homologację. Nie ma dokładnych informacji o tym, czy jest to duży procent. Można przypuszczać, że jeśli chodzi w ogóle o układ samego rynku, gdzie gros aut importowanych ma po 10 lat, to właściciele szukają jak najtańszych źródeł – mówi Wojciech Drzewiecki z Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar. – Nawet jeżeli serwisują auta w różnych punktach serwisowych, robią to często w sposób nieoficjalny i nie do końca patrzą na części, które są montowane – dodaje Drzewiecki. Warsztaty też patrzą przede wszystkim, jak obniżyć koszty. Polscy producenci nie są w stanie rywalizować z cenami konkurencji, bo ich produkty z kolei są już sprawdzane pod względem jakości. Niestety, homologacja przysparza dodatkowych kosztów, a to musi wpływać odpowiednio na cenę – podkreśla Wojciech Drzewiecki.

Polskie firmy, które działają w omawianym segmencie rynku, w większości mogą się pochwalić długą historią. Swoją markę i markę swoich produktów budowały cierpliwie przez wiele lat. Na próżno? – Budowanie marki produktu to dbanie o odpowiedni poziom techniczny takich urządzeń oraz zapewnienie ich bezpieczeństwa pracy. Dowodem na spełnienie wszystkich wymagań związanych z normami obowiązującymi w UE jest pozytywne przejście kosztownych i czasochłonnych badań homologacyjnych – tłumaczy Jacek Szmelczyński z firmy Digital Systems. – Taki produkt musi być oznakowany znakiem homologacyjnym „E". Posiadanie takiego oznakowania jest warunkiem koniecznym, żeby móc wprowadzić produkt na rynek UE. Inaczej grożą za to wysokie kary – dodaje Szmelczyński. Taki obowiązek nie dotyczy jednak producentów spoza UE. Dlatego produkty importowane z Azji są sporym zagrożeniem dla polskich firm produkujących tego typu urządzenia. Firmy, które importują tanie urządzenia z Azji i świadomie, wbrew obowiązującemu prawu, nie dokonują badań homologacyjnych, często nie zapewniają praw gwarancyjnych. – Obowiązuje podejście: „Klient kupił tak tanio, to czego jeszcze chce?". Prawie nigdy nie zapewniają praw serwisowych, dlatego stanowią ogromne zagrożenie na rynku. Każdy przedsiębiorca rozpoczynający działalność gospodarczą musi jednak zdawać sobie sprawę z istnienia konkurencji i „gry rynkowej". Chodzi tylko o to, żeby zasady gry były jednakowe dla wszystkich – podsumowuje Szmelczyński.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy