Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

W rzeczywistosci bankructwo widac tylko w centrum i dzielnicach fabrycznych Detroit. Pozostale dzielnice wygladaja lepiej niz niejedno miasto w Polsce

Klasyczna klęska socjalizmu

Janusz Korwin-Mikke

Detroit zbankrutowało przez wierność socjalizmowi, a nie ideom postliberalnym

Detroit jest dowodem na słuszność tej tezy. Na szczęście dla Ameryki nie ma takiego bogacza, który mógł dotować wszystkie Stany Zjednoczone. A Detroit dotowano, bo centrale związkowe groziły marszem na Waszyngton. I skutki właśnie widzimy.

To podatek wykańcza Amerykę

„Postliberalny dogmat głosił bowiem, że im więcej kapitału zgromadzą wybrańcy bogów, tym lepiej będzie szarakom i średniakom" – pisze dalej Andrzej Urbański. I dodaje: „Otóż okazało się, że to prawo nie działało nigdy. Klasa średnia w USA od trzech dekad nieustannie traci do klasy wyższej, a różnice w dochodach są już większe niż w latach poprzedzających Wielki Kryzys. Mówiąc inaczej – cała postliberalna ideologia sukcesu to kit, ściema i ordynarna propaganda. Przez ostatnie dziesięciolecia liberalne media uprawiały kłamstwo na skalę niespotykaną nigdzie wcześniej, może poza Sowietami za czasów towarzysza Stalina. Wtedy kwitł kult wodza rewolucji, a teraz Billa Gatesa. Obaj byli monopolistami i dyktatorami. I wykańczali konkurencję, choć każdy na swój sposób, ale skutecznie. A wszystko to podobno w imię szczęścia bliźnich. Otóż ideologia sowiecka i postliberalna w tym jednym są identyczne – obiecują cuda-niewidy pod warunkiem, że je zaakceptujemy". Tymczasem od prawie 100 lat w Ameryce zwiększa się podatki od bogatych i średniozamożnych i na różne sposoby dotuje najuboższych. Efekt? Tak jest, „klasa średnia w USA od trzech dekad nieustannie traci do klasy wyższej, a różnice w dochodach są już większe niż w latach poprzedzających wielki kryzys". Ale jest to katastrofa socjalizmu, nieograniczająca się bynajmniej do Detroit.

„Stiglitz (...) mówi coś jeszcze – obecny system podatkowy zachęca do spekulowania, nie do inwestowania. Co oznacza, że głównym źródłem kryzysu nie są wypaczenia, ale sam system. To on produkuje potworne nierówności, biedę i ubóstwo, i pokolenia bezrobotnych". Tymczasem system wprowadzonego w 1913 r. podatku dochodowego, zwłaszcza progresywnego, wykańcza Amerykę. Gdyby obowiązywał w 1907 r., Ford nie zdołałby zapewne założyć fabryki sprzedającej forda T.

Za nonsensowne uważam stwierdzenie, że „konsumpcja luksusów to za mało, aby wprawić w ruch całą gospodarkę. Mnie wisi i powiewa, co ludzie robią ze swoją kasą, ale dla gospodarki ma fundamentalne znaczenie, kto i na co wydaje swoje ciężko zarobione pieniądze". Przecież dolar to jest dolar i wszystko jedno, kto go wydaje. „Nie chodzi więc o wystawne życie wybrańców, ale o zwykłe życie klasy średniej. Jeżeli jej nie stać na samochody, przemysł motoryzacyjny upada, firmy bankrutują, a pracownicy tracą miejsca pracy", dodaje Andrzej Urbański. Ale przecież klasę średnią, a nawet najuboższych, stać dziś w USA na samochody. Tylko nie na samochody robione przez związkowców z Detroit. „Zamiast opodatkowanej konsumpcji mamy dziurę w budżecie i brakuje środków na socjal dla bezrobotnych", dodaje autor felietonu. I chwała Bogu, bo gdyby dalej płacono bezrobotnym, to 90 proc. ludzi przeszłoby na bezrobocie i cała Ameryka wyglądałaby jak Detroit.

Dalej autor pisze, że „groza narasta, gdyż nikt nie ma pomysłu, jak uratować miasto i ludzi". Ależ nie! „Szkoła z Chicago", znajdującego się po drugiej stronie jeziora Michigan, dokładnie wie, co robić – przestać płacić zasiłki, przestać łupić, zarówno kapitalistów, jak i wszystkich, podatkami. I po problemie. Właśnie ChRL, zaniepokojona, że tempo wzrostu PKB spadło z 7,7 proc. na 7,5 proc., zlikwidowała podatki od 6 mln przedsiębiorstw. Ale to jest nie do przyjęcia w Ameryce, gdzie umysłami rządzących władają komunizm, socjalizm i trockizm. Są oni moralnie niezdolni, by żądającym zasiłków pokazać gest Kozakiewicza.

Ostatnia fraza tekstu Andrzeja Urbańskiego jest godna prawdziwego socjalisty: „pierwszym słowem w alfabecie ludzkim nie jest wolność, szczęście czy kapitał, tylko praca". Robotnicy w 1981 r. śpiewali jednak: „Do pracy – i z pracy/ I z pracy – do pracy/ Do pracy – i z pracy.../... o, k... – jak długo tak można, rodacy". Nie, nie liczy się praca ani kapitał. Liczą się wolność, szczęście, rodzina. Praca i forsa to tylko środki, by zapewnić sobie i bliskim pomyślność.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Andrzej Sadowski

Wolność tak, ułatwienia nie

• RAZ POD WOZEM, RAZ POD WOZEM • Dopóki rządzący w Polsce będą mówić o ułatwieniach i ulgach dla przedsiębiorców, a nie o przywróceniu wolności gospodarczej, dopóty nie wybijemy się na ekonomiczną niepodległość