Najnowsza interwencja Uważam Rze

Biznes

Ustawa o dzialalnosci gospodarczej autorstwa Mieczyslawa Wilczka, ministra przemyslu w rzadzie Rakowskiego, obowiazywala do 2000 r.

Wilczku, wróć!

Rafał Kotomski

Zamiast niszczyć przedsiębiorców i gnębić ich podatkami, warto wrócić do liberalnych zapisów ustawy Wilczka z grudnia 1988 r.

Niestety, dla sporej części polskich elit politycznych to brzmi niczym herezja. Wzorować się na zapisach tworzonych w czasie, gdy na czele państwa stał generał Jaruzelski? Cofnąć się do czasów głębokiej komuny?

Chodzi o ustawę o działalności gospodarczej wprowadzoną przez Sejm pod koniec kadencji rządu Mieczysława F. Rakowskiego, a przygotowaną przez ówczesnego ministra przemysłu Mieczysława Wilczka. Prawo, które obowiązywało do końca grudnia 2000 r., dziś coraz więcej przedsiębiorców wspomina z sentymentem. I nie ma to nic wspólnego z ideologią ani tęsknotą za peerelowską rzeczywistością ciepłej wody w kranie. Powód jest prostszy: zapisy przyjęte przez socjalistyczny Sejm dawały polskim przedsiębiorcom pełną wolność. O podobnej w Polsce rządzonej przez koalicję liberałów i ludowców mogą tylko pomarzyć...

55 artykułów

Przedstawiciele sektora małych i średnich przedsiębiorstw podkreślają, że ustawa Wilczka była dokumentem czytelnym, napisanym bez zbędnej rozwlekłości. Zawierała tylko 55 artykułów, co przy dzisiejszych labiryntach zapisów było prawdziwym mistrzostwem świata. Zdaniem Sebastiana Brańskiego z Federacji Małych i Średnich Przedsiębiorstw, kilka artykułów z 1988 r. okazało się nowatorskich i dało początek prawdziwej hossie w środowisku drobnych przedsiębiorców. – Wprowadzono równe zasady podejmowania działalności gospodarczej dla wszystkich. Ograniczenia wynikały tylko z obowiązującego prawa. Innymi słowy, wszystko, co nie było zabronione, było dozwolone. Firmy mogły zatrudniać pracowników bez ograniczenia i bez oglądania się na pośrednictwo urzędów pracy. A podatek dochodowy od przedsiębiorcy nie mógł przekraczać połowy jego dochodów w roku podatkowym – wylicza Brański. Takie zapisy sprawiły, że przedsiębiorcy naprawdę złapali wiatr w żagle. Dodatkowo nowe prawo zaproponowane przez gabinet Rakowskiego zrezygnowało z przesadnego koncesjonowania działalności gospodarczej. Ustawa przewidywała takie ograniczenia tylko w 19 przypadkach, m.in. przy wydobywaniu surowców mineralnych, produkcji i handlu bronią, prowadzeniu aptek i usługach telekomunikacyjnych. Nie ma żadnej przesady w wyliczeniach korzyści, jakie przyniosła ustawa Wilczka. To właśnie dzięki niej powstało ok. 2 mln miejsc pracy. Maciej Wroński, przedsiębiorca, a jednocześnie prezes Federacji Małych i Średnich Przedsiębiorstw, w tamtych latach zakładał pierwszą własną firmę. – Niech to nie zabrzmi jak wspomnienie jakiejś odległej idylli, ale w tamtym czasie czuło się radość z prowadzenia własnego biznesu. Nie było problemu z wypełnieniem deklaracji podatkowej czy ZUS-owskiej. Dokumenty były czytelne, proste. A jednocześnie urzędnicy wyjątkowo przyjaźni, chętni do pomocy – wspomina Wroński. – Zupełnie inna sytuacja niż dzisiaj, gdy odizolowali się od przedsiębiorców i społeczeństwa. Można odnieść wrażenie, że urzędnik o wiele częściej teraz pacyfikuje człowieka prowadzącego działalność gospodarczą, niż mu pomaga. System przecież tak bardzo się skomplikował, że nawet sami urzędnicy czasem wydają się go nie rozumieć. W tamtych pierwszych latach po transformacji atmosfera była całkiem inna – stwierdza Wroński.

Fiskalne szaleństwo

Autentyczne obrazki z polskiego Wybrzeża: wczesny wieczór w niewielkiej kawiarence, centrum jednego z nadmorskich kurortów. Przy bufecie uwija się właścicielka, która prowadzi rodzinną firmę. Sama piecze ciasta, które serwuje swoim klientom. Pod kawiarenkę podjeżdża samochód, z którego wysiada kobieta. Pyta właścicielkę kawiarni, czy może skorzystać z toalety. Gdy tamta odmawia, tłumacząc, że toaletę ma tylko na użytek klientów, kobieta nalega. Dostaje zgodę, a po wyjściu pyta, ile płaci. Właścicielka, zajęta parzeniem kawy, prosi, by położyła na ladzie 2 zł. Kobieta robi to i wraca do samochodu. Tam zaczyna coś skrzętnie notować i po chwili wraca do kawiarni. Wyjmuje legitymację urzędnika skarbowego. Wręcza zaskoczonej właścicielce mandat w wysokości 160 zł za to, że nie wprowadziła opłaty za toaletę do kasy fiskalnej. – To autentyczna historia, której byłem świadkiem. Proszę sobie wyobrazić, jak długo właścicielka tej niewielkiej kawiarenki musi pracować na 160 zł! – irytuje się zachodniopomorski przedsiębiorca. I kolejna scena znad morza z urzędnikami państwowymi w tle. Parę dni przed kolejnymi świętami Bożego Narodzenia do portu rybackiego w Ustce zawijają kutry wracające z połowu. Ryb niewiele, a do tego armatorzy wciąż muszą się zmagać z niekorzystnymi limitami na połów dorsza czy bałtyckiego łososia. Wśród kutrów uwijają się tymczasem państwowi kontrolerzy. Przy nabrzeżu zaparkowało kilka lśniących, nowych samochodów, którymi poruszają się od niedawna. Mimo że Unia Europejska zaleca kontrolowanie ok. 20 proc. połowów drobnych armatorów, polskie służby prześwietlają 100 proc. Grzegorz Hałubek, prezes Związku Rybaków Polskich, nazywa to nadgorliwością, ale również planowym niszczeniem polskich podatników i drobnych przedsiębiorców morskich. – To polityka, która może doprowadzić do zniszczenia naszego rybołówstwa – ostrzega Hałubek, niegdyś wiceminister gospodarki morskiej.

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy