Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Sierpniowy mecz IV-ligowej Legii w Lomiankach przerwali chuligani

Ekonomia wojny

Tomasz Teluk

Bezpieczeństwo na stadionach można zapewnić wyłącznie za pomocą radykalnych posunięć ekonomicznych

Drastyczne kary finansowe za łamanie przepisów, przerzucenie ciężaru odpowiedzialności finansowej z podatnika na kluby – to jedyna droga do zapewnienia spokoju na trybunach, a także poza stadionami. Ostatnie tygodnie to seria ekscesów kibiców piłki nożnej: awantura chuliganów Legii Warszawa podczas meczu IV-ligowej Polonii, incydent z antylitewskim transparentem na trybunie fanatyków Lecha Poznań, wreszcie potyczka bojówki Ruchu Chorzów z marynarzami z Meksyku. Komentujący te incydenty powoli tracą rozsądek. Nikt już się nie oburza, że w miejscu publicznym dwie bandy awanturników wszczęły burdę, za to wszyscy się interesują, kto zaczął i kto ma rację. Rzetelną dyskusję utrudnia też kontekst polityczny sporu o kibiców. Wiadomo, patriotycznie nastawiona część trybun ostentacyjnie demonstruje swoje poglądy, co automatycznie rozpościera nad nią parasol ochronny ze strony konserwatywnych publicystów oraz partii opozycyjnych. Powyższy mechanizm działa także odwrotnie: skoro wiadomo, że obecny rząd toczy wojnę ze środowiskami kibicowskimi, i to wszelkimi dostępnymi środkami, nie wyłączając prowokacji, to w każdym przypadku nagłaśnianym przez media głównego nurtu oponenci obecnego obozu władzy doszukują się próby zdyskredytowania prawdziwych, patriotycznych wielbicieli piłki nożnej.

Aby nie było wątpliwości, dodam, że od najmłodszych lat jestem kibicem i obejrzałem na żywo pewnie kilkaset meczów piłkarskich na różnych szczeblach rozgrywek, także wyjazdowych, kilku śląskich klubów i reprezentacji, w różnych miejscach trybun. Pamiętam różne mecze, np. potyczkę z Anglią w latach 90. na Stadionie Śląskim w Chorzowie, gdzie zamieszki objęły większą część trybun. Ale do kibicowania mam zdrowe podejście i nigdy nie spotkało mnie nic złego ani na stadionie, ani poza nim.

Rozwiązać problem przemocy

Bierność klubów piłkarskich i decydentów zdaje się obracać przeciwko nim samym. Cierpi na tym polski sport. Nie tak dawno prezesi kilku klubów na niższym szczeblu rozgrywek zapowiedzieli, że zarządzane przez nich kluby oddadzą walkowerem najbliższe mecze. Obawiali się rozrób ze strony niesfornych kibiców drużyn przyjezdnych, np. ŁKS Łódź. Część klubów, nawet ekstraklasy, przyznaje nieoficjalnie, że straciło kontrolę nad środowiskami kibicowskimi. Jednak ostatnio nie zdarzają się incydenty znane z poprzednich sezonów, np. zastraszanie piłkarzy swojej drużyny przez grupy kibiców, co jest już nagminne w innych europejskich ligach. Bardzo rzadko zdarzają się też u nas przypadki przemocy na trybunach, gdy tymczasem np. we Włoszech podczas meczów zdarzają się ofiary śmiertelne, a tamtejsza Serie A to gejzer nieuczciwości i korupcji.

To, że nie jest u nas najgorzej, nie zwalnia nas z domagania się jeszcze bardziej radykalnych rozwiązań, które służyłyby rodzimej piłce. W jednych z najmocniejszych lig na Starym Kontynencie, niemieckiej i angielskiej, gdzie frekwencja na poziomie I i II klasy rozgrywkowej należy do rekordowych w Europie, problem przemocy wyeliminowano niemal do zera. Zarówno Niemcy, jak i Brytyjczycy zrobili porządek głównie za pomocą bodźców ekonomicznych.

W zeszłym roku byłem w Monachium podczas meczu tamtejszego Bayernu i Borussi Dortmund. Kibice obu drużyn w barwach klubowych od rana snuli się po monachijskiej starówce bez żadnych incydentów. Oba kluby mogą się pochwalić 100-procentową frekwencją podczas rozgrywanych u siebie spotkań. Średnia liczba widzów na meczach „polskiej" Borussii to ponad 80 tys. Na mecze Bawarczyków przychodzi ich 71 tys. Nie mniej kibiców jest na meczach Shalke 04, HSV czy Borussii Menchengladbach.

Podobnie na Wyspach. Na Old Trafford zasiada średnio ponad 75 tys. fanów Manchesteru United. Ponad 60 tys. ludzi dopinguje na żywo Arsenal Londyn, ponad 50 tys. Newcastle, niewiele mniej Manchester City, Liverpool czy Chelsea. Ale żeby na brytyjskich stadionach zapanował spokój, trzeba było wielkich tragedii.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Edyta Żyła

Doradzą i przeszkolą

Znaczna część unijnych pieniędzy trafia do doradców, którzy pomagają zakładać firmy lub je rozwijać. Przedsiębiorcy mogą więc liczyć na bezpłatne szkolenia, wsparcie doświadczonych mentorów albo pomoc w przygotowaniu strategii marketingowej

Andrzej Sadowski

Wolność tak, ułatwienia nie

• RAZ POD WOZEM, RAZ POD WOZEM • Dopóki rządzący w Polsce będą mówić o ułatwieniach i ulgach dla przedsiębiorców, a nie o przywróceniu wolności gospodarczej, dopóty nie wybijemy się na ekonomiczną niepodległość