Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Policjanci wygwizdali Tuska

Marcin Hałaś

Funkcjonariusze służb mundurowych wygwizdali rząd Donalda Tuska. Niby serce powinno się radować: ten gabinet zasługuje nie tylko na gwizdy, ale przede wszystkim na czerwoną kartkę. Tym razem jednak protestujący racji nie mieli

Opozycja, chcąca myśleć poważnie o gospodarczo-ekonomicznej naprawie państwa, o zapobieżeniu katastrofie budżetowej, powinna maszerować ramię w ramię z pracodawcami i przedsiębiorcami, a nie ze związkowcami. To oczywiście postulat tyleż idealistyczny, co nierealny. Bo można zapytać – parafrazując ponurego dyktatora – ile dywizji mają pracodawcy? Ile gwizdków, grzechotek do hałasowania przed sejmem albo Urzędem Rady Ministrów mogą zmobilizować, ile opon są w stanie podpalić? Kiedy trwa walka o władzę, siła ulicy zawsze jest wyżej ceniona od argumentów merytorycznych.

Co dalej? Można obstawiać następujący scenariusz: Donald zmięknie i ustąpi. Zmięknie z dwóch powodów – tak naprawdę taka konsystencja to jego ulubiony stan skupienia, do tej pory nie przeprowadził żadnych reform ekonomiczno-gospodarczych, które wymagałyby działań stanowczych i niepopularnych, budzących opór jakichś grup społecznych. Tusk twardnieje jedynie wtedy, gdy trzeba pohukiwać na Kaczyńskich i/lub kiboli, chociaż ostatnio nawet w tym pohukiwaniu wyręczają go Niesiołowski albo Sienkiewicz, co może świadczyć o postępującym zużyciu szefa rządu. Im Tusk czuje się bardziej zagrożony, tym – jak się wydaje – mniej mu potrzebne otwieranie kolejnego frontu, jakim byłoby dalsze prowadzenie konfliktu ze związkowcami służb mundurowych. Tym bardziej że Tuska czekają tej jesieni najazdy demonstrantów spod znaku „Solidarności" Piotra Dudy, do którego dołączą hufce OPZZ. W takiej sytuacji ktoś przecież musi zabezpieczyć ład i porządek, a sam Bartłomiej „Idziemy po Was" Sienkiewicz zadania tego nie udźwignie.

Pozostaje tylko zagwozdka dla rządowych PR-owców i propagandystów (co w sumie na jedno wychodzi), jak tę kapitulację przedstawić jako mądry kompromis. Tu jednak pole manewru jest szeroko otwarte – wskazują ją sami związkowcy mundurowi. Są skłonni zrezygnować ze 100 proc. zasiłku chorobowego, jeżeli w zamian dostaną dodatki finansowe za pracę w nocy, w soboty i niedziele oraz święta. Jasno zapowiedział to w wywiadzie dla Polskiego Radia podkomisarz Józef Partyka, wiceprzewodniczący Zarządu Głównego Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Policjantów. Dotychczasową twardą postawę rządu wobec mundurówki być może należy interpretować w kategorii zachowania kury, która uciekając przed kogutem wokół podwórka, myśli: „Jeszcze tylko dwa okrążenia, żeby nie pomyślał, że jestem łatwa". Być może też jest w tym również inna metoda – kiedy 11 września związkowcy z „Solidarności" i OPZZ ruszą na Warszawę, rząd ustąpi związkowcom. Tyle że tym mundurowym.

Jak strajkować – to po włosku

Oczywiście zobaczyć policjantów trzymających transparent „Tusk do paki –zapraszamy, w końcu szczerze pogadamy" to wielka frajda. Podobnie jak strażaków z hasłem „Życie drożeje, każdy biednieje – Donald się śmieje". Jednak tak naprawdę mundurowi mają inny bat na rząd, którego stosowanie może przynieść o wiele większe korzyści – nie tylko protestującym, ale całemu społeczeństwu. Chodzi o dwie akcje: pouczenie zamiast mandatu oraz tzw. strajk włoski.

Karanie pouczeniami zamiast mandatami to nie tylko zagranie na nosie ministrowi Rostowskiemu i jego filozofii reperowania budżetu wpływami z kar nałożonych na obywateli. To także przypomnienie bardzo ważnej zasady demokratycznego państwa: że prewencja powinna iść przed represją. Z kolei strajk włoski, czyli wykonywanie wszystkich czynności zgodnie z przepisami i procedurami, to bardzo dobry sposób na ujawnienie przeregulowania różnych dziedzin życia przepisami. W państwie prawa strajk włoski nie powinien być w ogóle możliwy – bo jeżeli ma polegać na wykonywaniu wszelkich czynności służbowych w zgodzie z procedurami, to oznacza, że na co dzień wykonywane są one z lekceważeniem lub pominięciem procedur.

Niestety, jak się wydaje, policyjni związkowcy (z tą formacją przeciętny obywatel ma do czynienia najczęściej) są zdecydowani protestować do ostatniego tchu (w gwizdkach) – przede wszystkim w obronie branżowych przywilejów. Nie widać podobnej determinacji w upominaniu się o właściwe standardy wewnętrzne. W tym sensie polskie związki pozostają przede wszystkim syndykatami roszczeniowymi. Podobny mechanizm można obserwować na przykładzie związków górniczych – głośne protesty odbywają się w sprawach ekonomicznych, np. podwyżek płac (bez oglądania się na wynik finansowy przedsiębiorstwa). Kiedy jednak po tragicznym wypadku pod ziemią komisja badająca stwierdza, że wyłączano lub „oszukiwano" czujniki metanu, okazuje się, że wszyscy w kopalni wiedzieli o tym procederze. Był jednak on akceptowalny, bo dzięki temu praca szła szybciej i lżej, a organizacje związkowe jakoś larum nie podnosiły. Przynajmniej tak głośnego jak przy dopominaniu się o większą pensję albo roczną nagrodę.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Anna Czyżewska

O wynagrodzeniu bez tabu

Zdecydowana większość pracowników uznaje, że rozmowę o podwyżce powinien zainicjować szef. Polacy nie są mistrzami negocjacji. Strategia biznesowej polemiki to wizytówka przedsiębiorcy