Najnowsza interwencja Uważam Rze

Kariera z garażu

Wiesław Kot

Kazimierz Prószyński był światowym liderem techniki filmowej. Kto z państwa mieszka przy ulicy Prószyńskiego?

Amerykanie potrafią sprzedać swoich wynalazców. Nam idzie to znacznie gorzej. Oto dowody. Na ekranach film „Jobs". O Stevie Jobsie, czyli: jak, nie mając grosza przy duszy, przejść do historii. Steve wie: trzeba mieć pomysł. Tyle że Steve tego pomysłu nie ma.

Lat liczy sobie 20, nosi gęsty zarost, na nosie druciane okulary a la Lennon. Na studiach mu się nie wiedzie, rzuca więc uczelnię w Oregonie po zaledwie półrocznej próbie studiowania i przenosi się do Kalifornii, bo tu działo się jakoś więcej. Zwłaszcza w branży komputerowej. Ale branża nie jest w stanie zaoferować mu wiele więcej ponad programowanie gier komputerowych. Steve zwija się więc utartym szlakiem, wychodzonym przez kolejne pokolenia hipisów: do Indii. Tam kontempluje, pobiera nauki od miejscowych guru, co raczej niewiele mu daje. On się w tym szybko orientuje i sięga po wspomagacze. LSD wzmaga mu to, co mu się wcześniej w mózgu zalęgło: pomysły niesamowite, jeden po drugim. Jednak LSD ma ten mankament, że jak się z niego trzeźwieje, to człowiek czuje się tak, jakby wsunął łeb do wiadra z zimną wodą. Pod czaszką nie zostaje nic. Dlatego Steve i do LSD traci serce. Kolejna ślepa uliczka.

Wraca do Stanów i rozgląda się za produktem, który już na rynku jest, ale ciągle słabo wykorzystany. Komputer! Przypomnijmy zatem: w 1972 r. po raz pierwszy publicznie zademonstrowano sieć łączności zwaną ARPANet (ang. Advanced Research Projects Agency Network). Była przygotowana przez wojsko na wypadek, gdyby wróg przejął centra łączności. Wtedy informacje byłyby przekazywane niejako równolegle, wieloma pobocznymi kanałami. Wojsko bardzo się tą koncepcją zainteresowało i powołało do życia międzynarodową grupę roboczą do spraw tej sieci. To poskutkowało.

Narodziny komputera i internetu

Już w tym samym roku informatycy tworzą aplikację, która pozwala pracować na kilku komputerach połączonych drutami. Mija kilka miesięcy, a taka sieć komputerów łączy maszyny informatyczne w kilku ośrodkach naukowych. Wydarzeniem staje się połączenie londyńskiego University College z norweskim centrum radarowym Rogal Radar Establishment. Jakoś tak w tym samym czasie w obieg puszczony zostaje termin „internet" na oznaczenie komputerów, która współpracują z sobą po drutach. Również handel nie spał. Komputer trafił do sklepów w roku 1974 jako urządzenie do montowania dla hobbystów. Zachwalano go jako maszynkę, które wydatnie pomaga w sporządzaniu zeznania podatkowego. Maszynka pracowała w języku BASIC, który współtworzył młody, ale jakże ambitny informatyk nazwiskiem Bill Gates...

W 1932 r. duet Żwirko i Wigura podczas Challenge'u samolotów turystycznych zdobyli pierwsze miejsce na RWD-6 – maszynie własnej konstrukcji

I nasz Steve Jobs, świeżo przybyły z Indii, dostrzega w tym procesie znaczny potencjał. Z kolegą Stephenem o swojskim nazwisku Wozniak wprowadza się do rodzinnego garażu z mocnym postanowieniem, aby jak najprędzej w branży komputerowej zrobić coś, czego inni przed nim nie dokonali. Koledzy sprzedają starego volkswagena garbusa i za te pieniądze tłuką na warsztacie komputer domowy z własnym oprogramowaniem. Nazywają go Apple. To był strzał w dziesiątkę. Ten garażowy komputer w ciągu następnych dziesięciu lat sprzedał się w 2 mln egzemplarzy. A tu godzi się przypomnieć, że szacowny magazyn „Time" przyznał w 1982 r. tytuł Człowieka Roku... komputerowi osobistemu. Również kable między komputerami grzały się do  czerwoności. W 1979 r. powstało coś o nazwie Usenet. To była taka „sieć w sieci", która umożliwiała działanie grup dyskusyjnych.

Te lata zastają Stevena już jako potentata. „Wolisz zmieniać świat czy do końca życia sprzedawać słodzoną wodę?" – takim pytaniem Jobs szantażował menedżera z firmy PepsiCo, który szybko się ugiął i przejął wszystkie sprawy administracyjne firmy Jobsa. Ale przyjaźń nie trwa wiecznie – niebawem wynalazca i menedżer popadają w konflikt i Steve szuka dla siebie nowego pola do popisu. Kto zapełnia sale kinowe? Oczywiście rodziny, które po zakupach przychodzą na animację. Więc Jobs odkupuje od George'a Lucasa studio produkcji animacji, co stanie się początkiem firmy Pixar. Znamy, znamy: „Toy Story", „Iniemamocni" itd.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Artur Osiecki

Brexit mobilizuje regiony

Województwa chcą przyspieszyć realizację nowych programów regionalnych zarówno ze względu na zbliżający się przegląd unijny, jak i potencjalne negatywne konsekwencje wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej

Piotr BOŻEJEWICZ

Może i koniec, ale nie świata

• TAKO RZECZE [P] •Skoro Obama nawet w części nie okazał się takim cudotwórcą, jak przepowiadali eksperci, to czemu Trump miałby być taki groźny, jak go malują ci sami ludzie?