Najnowsza interwencja Uważam Rze

Kariera z garażu

Wiesław Kot

Kazimierz Prószyński był światowym liderem techniki filmowej. Kto z państwa mieszka przy ulicy Prószyńskiego?

Piękna, barwna kariera. Wygląda jak wyjęta z powieści, które u nas ukazywały się w latach 50. Takich, powiedzmy, „Traktory zdobędą wiosnę", „Numer 16 produkuje" i podobne. Praca, nowe technologie i zapalczywi pracownicy, gotowi oddać życie dla produkcji. Kto ciekawy, może sobie odświeżyć film „Baza ludzi umarłych". Są tacy, którzy uważają, że to najlepszy polski film. Ale Amerykanie, nawet gdy filmują swoich bohaterów, nie pozostają naiwni. I dlatego Steve z tego filmu to facet napędzany genialną intuicją, ale jednocześnie sobek i egoista. Jak dziewczyna zaszła w ciążę, to pognał precz. Jak mu przyjaciel nazwiskiem Wozniak stanął na przeszkodzie, to nie znalazł nawet trzech minut, żeby z nim pogadać. Ale i na niego przyszła kryska. Wątrobę trzeba było przeszczepić. I rak trzustki się wdał. I wtedy ten zapatrzony w siebie Steve się wycofuje. Z tekstem: „Nie chcę być najbogatszym człowiekiem na cmentarzu".

Żwirko i Wigura: śmierć na własne życzenie

A co my byśmy tu mieli do sfilmowania? Ano, taką scenę. Konstruktor lotniczy Stanisław Wigura i pilot Franciszek Żwirko świętują w roku 1932 życiowy sukces. Podczas Challenge'u samolotów turystycznych (oblot Europy) duet Żwirko i Wigura zdobywają pierwsze miejsce na samolocie własnej konstrukcji RWD-6.

Sukces jest tak potężny, że jak obaj panowie wylądowali w Warszawie, to publiczność wyniosła ich z samolotu na rękach. Przy okazji odarli ich ze wszystkiego. Nie tylko zabrali im wszystko z kieszeni, ale nawet pościągali skarpety z nóg. I na rękach zanieśli z Okęcia do Śródmieścia. Każdy, kto przejechał tę trasę busem albo przestał się tam w korku, wie, jaka to odległość.

Obaj panowie, kiedy już nieco odpoczęli, zdecydowali się polecieć na kolejne zawody do Pragi. Z tym że cały czas tym samym samolotem RWD-6, którym oblecieli Europę. A maszyna była przecież wyklepana młotkami w warsztatach na Okęciu. Ileż ona mogła wytrzymać? Więc lecieli, w okolicach Cieszyna mocniej dmuchnęło i samolot po prostu rozpadł się w powietrzu. Nie, że coś tam się zepsuło i można awaryjnie lądować. Nie! Po prostu szwy puściły i maszyna rozpadła się na kawałki. Nie mieli najmniejszej szansy. Tak to pycha kroczy przed upadkiem.

Matematyka na blacie

Ale weźmy taką scenkę. Wybitny matematyk Hugo Steinhaus przechadza się w 1916 r. krakowskimi Plantami i nagle słyszy, że jacyś dwaj młodzi ludzie głośno spierają się w kwestii całki Lebesgue'a. I to całkiem do rzeczy. Zaprasza więc tego bardziej temperamentnego do współpracy. Ten temperamentny nazywał się Stefan Banach i na razie utrzymywał się z posady nadzorcy budowy dróg. A do armii cesarza Franciszka Józefa nie wcielono go tylko z powodu leworęczności. Dzięki temu Banach zyskał posadę asystenta na Politechnice Lwowskiej. I zaczął swój Woodstock. Polegało to na tym, że z kolegami matematykami spotykał się w kawiarni Szkockiej.

Bywał tu rozmaity element: od pospolitych plotkarek po żydowską inteligencję. Ale matematycy mieli tu swój stały stolik. Na marmurowych blatach wypisywali zadania matematyczne oraz próby ich rozwiązania. To miało, niestety, i ten mankament, że raz po raz wpadał kelner i ścierką zmywał bezcenne dowody matematyczne. Banach zdecydował więc, że teraz spory uczonych będą zapisywane w zeszycie, przechowywanym przez szefową, panią Łucję. A nagrodą za rozwiązanie problemu bywała nawet mocno utuczona gęś. I tak to, co ścierali lwowscy kelnerzy albo co przechowała pani Łucja, okazywało się przyszłością światowej matematyki.

Ale przejdźmy do show-biznesu. Mamy tu przecież polskiego prekursora, niemal zupełnie zapomnianego. Jak go pokazać w filmie? Że ktoś całymi dniami siedzi, ewentualnie piłuje coś na warsztacie i z tego wychodzi urządzenie, które zmieni świat? Trudne, ale dlaczego nie próbować? Ów Prószyński jeszcze przed braćmi Lumiére skonstruował aparat do wykonywania zdjęć, jednego po drugim, które mogłyby się ułożyć w sekwencję dziś nazywaną filmem. Pracował bez ustanku i w efekcie w roku 1909 dał światu nie tylko najnowocześniejszy projektor filmowy, ale i kamerę, która wykonywała zdjęcia z ręki. Mało tego: opracował metodę synchronizacji obrazu i dźwięku oraz koncepcje przesyłania obrazu na odległość. Opracował też metodę pokazywania reklam na wielkich ekranach w centrach miast. Na długo przed tym, zanim takie reklamy się pokazały. Czyli sama czołówka świata. Ale kto o tym wie?

Wstępniak

Materiał Partnera

Polacy coraz częściej kupują online. Co ich przekonuje do tej formy zakupów?

Kupujemy na potęgę. Rynek dóbr konsumenckich rozwija się dynamicznie, a my – konsumenci – podążamy za najnowszymi trendami. Kupujemy nie tylko więcej, ale i korzystając ze znacznie...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Anna Czyżewska

O wynagrodzeniu bez tabu

Zdecydowana większość pracowników uznaje, że rozmowę o podwyżce powinien zainicjować szef. Polacy nie są mistrzami negocjacji. Strategia biznesowej polemiki to wizytówka przedsiębiorcy

Adam Maciejewski

Polski kapitał na Kaukazie

Od 2014 r. w Armenii działa fabryka polskiej spółki Lubawa. Nawiązanie współpracy z rządem Armenii było możliwe dzięki promocji naszego przemysłu za granicą, wspieranej przez dotacje z UE