Najnowsza interwencja Uważam Rze

Temat numeru

Tusk idzie na wojnę

Jan Piński, Rafał Otoka-Frąckiewicz

Rząd prowokuje wybuch niezadowolenia społecznego, aby ograniczyć prawa obywatelskie

Trzecie: na jakiej podstawie wytypowano Brunona K. i rozpoczęto operację przeciwko niemu, skoro osób głoszących podobne poglądy w internecie są setki, jeżeli nie tysiące? Jeżeli od początku był groźnym terrorystą, dlaczego go po prostu nie aresztowano?

Czwarte: dlaczego Brunon K. jest oskarżony o przygotowywanie zamachu na organy państwa, za co grozi pięć lat więzienia, a nie za usiłowanie zabójstwa – minimum osiem lat?

Piąte: jak bardzo zaawansowane były przygotowania Brunona K. do zamachu? Dziennikarze „DGP" zwrócili uwagę na fakty niepasujące do wersji ogłoszonej przez ABW i prokuraturę. Podano, że Brunon K. planował się posłużyć czterema tonami materiałów wybuchowych, ale już nie poinformowano, ile faktycznie ich miał i gdzie je składował. Równie dobrze mógł grozić detonacją brudnej bomby atomowej. Także termin ewentualnego zamachu nie pasuje do rzeczywistości. Brunon K. chciał rzekomo dokonać zamachu na posiedzeniu Sejmu w sprawie budżetu, w którym brałby udział prezydent i rząd. Pierwsze czytanie tego projektu odbyło się 24 października. Prezydent nie planował pojawiania się w Sejmie podczas kolejnych prac nad tym dokumentem.

Szóste: czy prokuratura także nie miała interesu w ogłoszeniu sukcesu, gdy ważą się losy obecnego prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta, oskarżanego o nieudolność (m.in. w sprawie Amber Gold)?

Siódme: dlaczego jeden ze wspólników Brunona K., który przyznał się do współpracy z nim, pozostał na wolności?

Wszystkie te pytania pokazują, że nawet jeżeli ABW sama nie wykreowała zagrożenia, to przynajmniej zrobiła wszystko, aby przedstawić je jako dużo groźniejsze niż w rzeczywistości. Jest prawdopodobne, że Brunon K. nie był zdrowy psychicznie i zwyczajnie „hodowano" go, podsycając jego niezdrowe pasje i czekając na dogodny medialnie czas, by go aresztować. Chwilę później do dziennikarzy trafiły przecieki ze śledztwa, że rzekomo zamierzał zamordować Monikę Olejnik.

Ten sam schemat ABW wykorzystała w sprawie 21-letniego Artura Ł., zatrzymanego tuż przed rozpoczęciem Euro 2102. Według naszych „bondów" był to islamski radykał zdolny do przeprowadzenia ataku terrorystycznego. Służby zadbały nawet o odpowiedni przekaz. Agenci ABW podczas nieformalnych spotkań z dziennikarzami nazywali go „polskim Breivikiem", aby wywołać strach przed prawdziwą masakrą.

Tajne służby w grze

Przypomnijmy: po zamachu na World Trade Center w 2001 r. Amerykanie zgodzili się na bezprecedensową inwigilację i ograniczenie wolności obywateli. Z kolei Rosjanie w 2000 r. zagłosowali na Władimira Putina, który obiecywał twardą rozprawę z czeczeńskimi terrorystami wysadzającymi rosyjskie budynki mieszkalne. Po wyborach okazało się, że rolę czeczeńskich terrorystów odegrali agenci Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Aleksander Litwinienko, pułkownik FSB, który to ujawnił, został w 2006 r. otruty w Londynie przez oficerów tejże FSB. Użyto radioaktywnego polonu. Egzekucja kosztowała kilkanaście milionów dolarów, ale się opłaciła. Litwinienko konał w męczarniach na oczach światowych mediów. Jego zabójca nie został wydany Wielkiej Brytanii. W nagrodę został rosyjskim deputowanym z ramienia partii Putina.

Polskie tajne służby na razie nie zabijają, ale potrafią niszczyć ludziom życie w imię gry politycznej. W 2004 r. ABW ogłosiła zatrzymanie groźnego szpiega, studenta Marcina Tylickiego. „Przypadkiem" był on wówczas asystentem Józefa Gruszki, szefa komisji śledczej ds. PKN Orlen. Komisja ujawniała fakty bardzo niewygodne dla ABW, dowodzące, że służba nie tylko nie zwalcza patologii w sektorze paliwowym, ale w wielu wypadkach jest odpowiedzialna za ich powstanie. „Przypadkiem" Tylickiego aresztowano w tygodniu poprzedzającym posiedzenie komisji, na które został wezwany prezydent Aleksander Kwaśniewski. Oskarżenie Tylickiego okazało się kompletnie pozbawione podstaw. Mimo to spędził w areszcie kilka miesięcy, a sprawa trafiła do sądu, który zmasakrował akt oskarżenia. Jednym z dowodów na szpiegowską działalność Tylickiego miało być to, że wiedział, iż jego rozmówca z ambasady rosyjskiej ma kilka telefonów komórkowych. Jak uznały ABW i prokuratura, wszyscy wiedzą, że kilka komórek mają tylko szpiedzy. Ostatecznie Tylicki wygrał ponad 80 tys. zł odszkodowania i zadośćuczynienia za bezprawne działania państwa przeciwko niemu. Cała sprawa kosztowała jednak życie jego matkę, która zmarła na zawał serca.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Anna Czyżewska

O wynagrodzeniu bez tabu

Zdecydowana większość pracowników uznaje, że rozmowę o podwyżce powinien zainicjować szef. Polacy nie są mistrzami negocjacji. Strategia biznesowej polemiki to wizytówka przedsiębiorcy

Intermedia

• MYŚLI I SŁOWA • BEATA SZYDŁO