Najnowsza interwencja Uważam Rze

Świat

Antonowa AN-70 pokazano w czerwcu br. na 50. International Paris Air Show

Czy antonowy polecą z Polski?

Michał Kozak

Wojna handlowa Rosji z Ukrainą sprawiła, że polski przemysł lotniczy staje przed ogromną szansą. Tylko czy rząd Tuska nie zmarnuje kolejnej okazji na dobry biznes?

Prace nad projektem An-70 ukraińska firma zaczęła na początku lat 90. Z czasem dołączyli do niego Rosjanie szukający nowoczesnego samolotu dla swojej armii. Podpisano stosowną umowę międzyrządową. W 2006 r. w ramach swoistej „kary" za pomarańczową rewolucję Rosja wycofała się z projektu, by po trzech latach powrócić do współpracy.

– Pracowaliśmy i wszystko szło normalnie, ale od października zeszłego roku rosyjska strona przestała przyjmować dokumentację, która miała trafić do wyznaczonej jako nasz kooperant fabryki. W efekcie nie można uruchomić seryjnej produkcji. Historia wspólnej budowy z Rosją An-70 chodzi po zamkniętym kręgu – komentuje prezes i generalny projektant ukraińskiego Przedsiębiorstwa Państwowego Antonow Dmitrij Kiwa.

A jeszcze rok temu wszystko wyglądało zupełnie inaczej. – Intensywnie zajmujemy się tym projektem. Moja grupa pracuje w Kijowie nad uruchomieniem seryjnej produkcji. I program rządowy uzbrojenia, i analizy sztabu generalnego potwierdzają, że powinniśmy mieć taki samolot – komentował w lutym zeszłego roku podpisanie rosyjsko-ukraińskiego porozumienia w sprawie An-70 dowódca rosyjskiego lotnictwa wojskowego generał Aleksandr Zielin. Projekt An-70 został uznany za tak dobry, że w rosyjskim programie zakupu uzbrojenia przewidziano kupno do 2020 r. 60 takich maszyn.

Na złość babci odmrożą sobie uszy?

Nieoczekiwana wolta Rosjan stała się zrozumiała parę dni temu, kiedy w sprawie przyszłości rosyjsko-ukrańskiej współpracy lotniczej głos zabrał rosyjski wicepremier Dmitrij Rogozin. – An-70 to samolot wirtualny. Wszyscy mówią, że ma niesamowite parametry aerodynamiczne, może startować z krótkiego pasa, prosto z ziemi. Ale my widzieliśmy go dotąd tylko na papierze. Ze swoimi charakterystykami jest praktycznie bezpośrednim konkurentem naszego Iła-496. Zadam pytanie: po co nam taka różnorodność? Czy musimy produkować we własnym przedsiębiorstwie – powiedzmy – 50 iłów i 50 antonowów? To nam nie jest potrzebne. Dlatego trzeba podjąć decyzję. I ona, myślę, zapadnie w najbliższym czasie. Jestem zwolennikiem tego, by cała strategicznie ważna produkcja była rozmieszczona na naszym terytorium. Nie mamy prawa być zależnymi od kogokolwiek. A Ukraina i jej klasa polityczna powinny się w końcu zdecydować, z kim chcą być. Z NATO czy z Rosją – oznajmił ostatnio Rogozin w jednym z wywiadów.

– Słyszałem to, co mówił na temat naszego samolotu Rogozin, który An-70 nazwał wirtualnym samolotem. To może mówić tylko człowiek, który w sprawach lotniczych jest dyletantem – odpiera zarzuty ekipy Putina generalny projektant ukraińskiego Antonowa Dmitrij Kiwa. – Jeśli ktoś myśli, że gdy Rosja wyjdzie z projektu An-70, to nam zaszkodzi, bardzo się myli. Z mojego punktu widzenia to zaszkodzi tylko Rosji. Więcej – my wcale nie jesteśmy przeciwni temu, żeby Rosja z tego projektu się wycofała. Są na świecie tacy, którzy chcieliby uruchomić u siebie produkcję tego samolotu.

Tusku, musisz!

Skoro Rosjanie nie chcą współpracować z Ukraińcami przy budowie An-70, dlaczego nie mieliby ich zastąpić Polacy? Tym bardziej że na wspólnej realizacji projektu niewątpliwie mogłaby skorzystać polska armia, która nadal nie ma wystarczającej floty nowoczesnych samolotów transportowych.

Ukraiński przemysł lotniczy pozostaje własnością państwa. To istotny atut, bo dzięki temu rozmowy o przyszłości Antonowa i jego transportowca An-70 polski rząd mógłby prowadzić bezpośrednio z ukraińskimi władzami. Pytanie tylko, czy polityków z ekipy Tuska – coraz bardziej zajętych szukaniem szalupy ratunkowej, która pozwoliłaby im się odnaleźć po wyborach, niż realnym rządzeniem – stać jeszcze na perspektywiczne myślenie o polskiej gospodarce.

1 2
Następna

Wstępniak

Materiał Partnera

Polacy coraz częściej kupują online. Co ich przekonuje do tej formy zakupów?

Kupujemy na potęgę. Rynek dóbr konsumenckich rozwija się dynamicznie, a my – konsumenci – podążamy za najnowszymi trendami. Kupujemy nie tylko więcej, ale i korzystając ze znacznie...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Ewa Bednarz

Kredyt z plastiku

Tylko część banków decyduje się na wydawanie przedsiębiorcom kart kredytowych. Znacznie chętniej oferują im dużo kosztowniejsze karty obciążeniowe

Intermedia

• MYŚLI I SŁOWA • BEATA SZYDŁO