Najnowsza interwencja Uważam Rze

Cywilizacja

Zawód: fotoreporter

Agnieszka Niemojewska

Jeśli w PRL fotograf prasowy był lojalny wobec władzy, stawał się beneficjentem systemu

Odkąd powstała fotografia, mamy do czynienia z mniejszą lub większą manipulacją. Zdjęcie nie jest zwierciadłem rzeczywistości – zawsze jest jej interpretacją: zależną od wykonującego zdjęcie oraz od kontekstu, w jakim zostanie ono umieszczone. Pamiętacie „Powiększenie" (1966) Antonioniego? Młody, acz ambitny fotograf Thomas (bardzo sugestywny David Hemmings), znudzony „pstrykaniem" Londynu, postanawia uwiecznić w kadrze całującą się parę. Kiedy w swej pracowni dokonuje  powiększenia kadru, wydaje mu się, że nieświadomie uwiecznił scenę morderstwa. Wkrótce negatywy i odbitki znikają z jego studia...

Bohaterowie książki Łukasza Modelskiego na takie pomyłki nie mogli sobie pozwolić, a za nieprawomyślne fotki groziły im znacznie poważniejsze represje. Trzeba bowiem sobie uzmysłowić, że za komuny nie było wolnej prasy. Etatowi fotoreporterzy dostawali zamówienie z redakcji i musieli się ściśle trzymać wyznaczonego tematu, rozliczać się z każdego zdjęcia. Nie było mowy o nieliniowym czy prześmiewczym kadrze, zwłaszcza gdy portretowali partyjnych dygnitarzy.

Zaskoczyła mnie ta książka. Pozytywnie. Zamieszczone w niej wywiady – jak sam autor przyznaje – to efekt wielokrotnych spotkań z sześcioma znanymi i uznanymi fotografami epoki PRL: Wojciechem Plewińskim, Janem Morkiem, Romualdem Broniarkiem, Bogdanem Łopieńskim, Aleksandrem Jałosińskim i Tadeuszem Rolkem. Ich barwne opowieści są jak kadry z życia ludzi sukcesu w czasach komuny. To gotowy materiał na fascynujący film. Każda z opowieści mieni się nieco innym światłem, jest ustawiona na innym zbliżeniu. Ale wszystkich rozmówców łączy jedno: pasja fotografowania. Z namaszczeniem wymieniają swoje pierwsze aparaty (mają je do dziś!), mówią o ich możliwościach technicznych (i ograniczeniach). Opowiadają też z detalami, jak powstawało pojedyncze ujęcie – pamiętają, ile kosztowało ich to pracy, w jakich okolicznościach je zrobili; przywołują barwne postaci z epoki, zdradzają szczegóły sesji, np. z Jerzym Andrzejewskim czy Marią Dąbrowską.

Trudno jednak zapomnieć, że byli to fotoreporterzy reżimowi. Gdy Modelski pyta, czy uwieczniali na kliszy wydarzenia przełomowe: Poznań '56, Marzec '68, Grudzień '80, to większość z nich odpowiada przecząco. Jak się tłumaczą (bo autor, choć delikatnie, to jednak ich dociskał)? Najczęściej przekonują, że... to ich nie interesowało, to nie był temat (!).

Romuald Broniarek: „W '68 oglądałem pałowanie studentów na schodach kościoła, a wcześniej w Poznaniu, jak widziałem, co się dzieje, wsiadłem w pociąg i wróciłem (...) generalnie nie mieszałem się w nie swoje sprawy". Jan Morek w czasie strajków na Wybrzeżu w 1980 r. był za granicą... w Szwecji: „Pojechałem, bo chciałem sobie wreszcie kupić prawdziwy aparat. Miałem odłożone trzy tysiące dolarów, między innymi dzięki rozmaitym pracom dla MSZ czy PSP". Trudno się dziwić, że strajkujący opozycjoniści nie przepadali za fotografami z reżimowej prasy. Bo zwykły obywatel nie miał ani paszportu, ani dolarów.

Czasem jednak zdjęcia zaczynają żyć własnym życiem. Bo liczy się kontekst. Bogdan Łopieński w 1973 r. uchwycił moment, w którym Gierek (I sekretarz PZPR) i Jaroszewicz (ówczesny premier) jednocześnie spojrzeli na zegarki. Za zdjęcie „Przyspieszajmy, obywatele" dostał pierwszą nagrodę na XVI Ogólnopolskim Konkursie Fotografii Prasowej. Ale po kilku latach stało się ono „niewygodne" dla władzy, bo na mieście zatytułowano je inaczej: „Na nas już czas"...

Łukasz Modelski

Fotobiografia PRL

Znak

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Adam Maciejewski

Polski kapitał na Kaukazie

Od 2014 r. w Armenii działa fabryka polskiej spółki Lubawa. Nawiązanie współpracy z rządem Armenii było możliwe dzięki promocji naszego przemysłu za granicą, wspieranej przez dotacje z UE

Piotr BOŻEJEWICZ

Może i koniec, ale nie świata

• TAKO RZECZE [P] •Skoro Obama nawet w części nie okazał się takim cudotwórcą, jak przepowiadali eksperci, to czemu Trump miałby być taki groźny, jak go malują ci sami ludzie?