Najnowsza interwencja Uważam Rze

Cywilizacja

Magdalena Berus w ?Bejbi blues?, rez. Katarzyna Roslaniec

Pomniki na życzenie

Wiesław Kot

Czternaście filmów na festiwalu w Gdyni i czternaście ludzkich tragedii. Ileż tego nieszczęścia jest w stanie wytrzymać polski widz?

Okaz kolejny. Jeszcze jedno „kino zlewozmywakowe", czyli „Miłość" Sławomira Fabickiego. Jak kobieta ma kochającego męża, niezłą pracę i nosi wysoką ciążę, to znaczy, że może być już tylko gorzej. Aż do zupełnej zagłady. Bo trafił się kolega z pracy, który się zakochał w tej ciężarnej mężatce na zabój. Do tego stopnia, że deklaruje rozwód, a następnie tę ciężarną (!) gwałci w dowód miłości...

A są też filmy chore na smutek ot tak, bezinteresownie. Weźmy „Nieulotne" Jacka Borcucha. Para polskich nastolatków w Hiszpanii. Zarabiają w winnicy. Hiszpanie mili, praca niemęcząca, na świeżym powietrzu. Dużo się pije, sporo się gada, kolacje ciągną się w nieskończoność. I jak myślicie, ile taka sielanka może potrwać w polskim filmie? Całe 20 minut. Bo zjawia się facet, który naszemu gastarbeiterowi zamierza „zrobić z dupy carpaccio". Z pomocą swoich psów, oczywiście. I już nieszczęście gotowe. A potem tylko dół i deprecha.

Albo weźmy zwykłego kapitana WP z filmu „Ostatnie piętro" Tadeusza Króla. Polak z krwi i kości, patriota, z rodziną i na posadzie. Ale jemu zaczyna kiełkować myśl, że jest ofiarą rozgałęzionego spisku. Wariat znaczy. Zresztą powieść według Jerzego Krzysztonia, który jeszcze w latach 80. opisał w trzech grubych tomach, co mu się pod czaszką kotłowało. A kotłowało się nieźle. I już zwykły człowiek staje się obsesjonatem. Reżyser szczęśliwy? A jakże!

Taryfa ulgowa dla gejów

I osobny gatunek poszkodowanych i cierpiących. Okazuje się, że niekoniecznie Wałęsą i powstaniem warszawskim możemy zainteresować świat, ale np. kwestiami homoseksualności, o których światowe kino powiedziało już niejedno. To się powiodło reżyserowi Tomaszowi Wasilewskiemu. Jego film „Płynące wieżowce" o budzącej się u młodego chłopaka świadomości homoseksualnej spodobał się nie tylko w Czechach czy Serbii (ostatecznie tam tematyka dość nowa), ale też w Stanach czy Kanadzie. W filmie historia nieprosta, bo skłonnościami homo dotnięty tu zostaje zdecydowanie męski typ. Student AWF, zawodowy pływak, mocno zakolegowany z piękną i seksowną panną. Żadnych odchyłów i komplikacji. I nagle, jak grom z jasnego nieba, spada na niego fizyczne zauroczenie innym chłopakiem. No, tragedia! Chłopak musi przejść potrójny coming out. Najpierw musi się przyznać do wiadomych skłonności przed samym sobą, później wyjawić to rodzinie, a wreszcie wystąpić z tym publicznie. Ale jak to przeprowadzić w kraju ultrakatolickim? I tu natykamy się na schemat i łatwiznę: że niby geje żyją u nas w katakumbach, że społeczeństwo jest im wrogie, opresyjne i podobne. Więc jeżeli w takim kraju reżyser mimo wszystko podejmuje wątek homo, to ma prawo oczekiwać, że na Zachodzie wezmą go za bohatera. I to mimo że takich historii, jak opowiedziana w „Płynących wieżowcach", zainteresowany widz zachodni mógł już obejrzeć z 50. Ale wobec nas ciągle obowiązuje taryfa ulgowa.

Najwyraźniej „na żądanie" Małgorzata Szumowska nakręciła film „W imię...". Bo w Kościele zrobiło się głośniej  o księżach ze skłonnościami. Mamy więc księdza w średnim wieku, który niespodziewanie dla samego siebie – natura lubi nas zaskakiwać – czuje żywsze zainteresowanie nastolatkiem ze swojej parafii. Ten nastolatek, w przeciwieństwie do poukładanego księdza, jest dość dziki, nieokrzesany, ponury, wiecznie milczący. I ten biedny ksiądz zupełnie nie wie, jak się z tego „romansu", do którego przecież nie doszło, wyplątać. Zresztą wszystko odbywa się tu na zasadzie półsłówek, delikatnych gestów, znaczących spojrzeń. Wiadomo – ksiądz problem ma, ale Szumowska, na szczęście, nie oskarża. Nie ma gadania, że Kościół ukrywa, że zamiata pod dywan. Żadnej taniej publicystyki. Jest raczej próba postawienia problemu i próba zrozumienia. I proszę: film dostał się na festiwal w Berlinie, co samo w sobie jest osiągnięciem. Zaliczył parę nagród na pomniejszych festiwalach i będzie miał światową dystrybucję. Rzecz kręcono za Benedykta XVI i wtedy pewnie był to materiał na skandal. Wejdzie jednak do kin za Franciszka i może wywołać co najwyżej dyskusję. A i na to bym za bardzo nie liczył.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Ewa Bednarz

Kredyt z plastiku

Tylko część banków decyduje się na wydawanie przedsiębiorcom kart kredytowych. Znacznie chętniej oferują im dużo kosztowniejsze karty obciążeniowe

Intermedia

• MYŚLI I SŁOWA • BEATA SZYDŁO