Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Kto dużo ryczy...

Marcin Hałaś

Gdyby związkowcy poczytali, to doszliby do wniosku, że ich żądania są dla gospodarki równie szkodliwe jak rządy Tuska

Krowa, która dużo ryczy, mało mleka daje" – to stare przysłowie jak ulał pasuje do niedawnych protestów związków zawodowych na ulicach Warszawy. Bo cała akcja wyszła – trzeba to przyznać – w sposób widowiskowy i wzorowy zarazem. Tyle że spłynęła po premierze Tusku i jego ministrach jak woda po kaczce. Związkowcy pohałasowali, poskandowali, przemaszerowali, poobnosili po Warszawie kukły Tuska, Rostowskiego oraz Kopacz i rozjechali się do domu. „A życie sobie płynie, jak gdyby nigdy nic..." – śpiewał Jan Pietrzak.

Taki scenariusz był chyba od początku pisany dla tego protestu. Warszawa wiele już marszów i miasteczek namiotowych przeżyła, więc zdążyła się przyzwyczaić. Czasem tylko zdarzy się jakiś ewenement – na przykład do miasteczka namiotowego pielęgniarek biegają celebryci różnej maści z ciepłymi zupkami w termosie. Jeden tylko warunek: pielęgniarki muszą protestować przeciw rządowi wrednego Kaczora. Kiedy protestują przeciw Donaldowi, nikt im nawet suchego chleba nie przyniesie.

Swoją drogą, związkowcy zasłużyli na taki stan rzeczy. Filozofia ich protestu sprowadza się bowiem do jednej zasady: kiedy pacjent ma gorączkę, domagamy się stłuczenia termometru. Zamiast obniżenia podatków żądamy podniesienia płacy minimalnej, zamiast obniżenia kosztów pracy chcemy likwidacji umów śmieciowych. Jeżeli liderzy związkowi kiedyś studiowali, to zapewne przespali wykłady z ekonomii. A jeżeli na studia nie uczęszczali, to wciąż pozostają odporni na wiedzę, bo gdyby poczytali, pomyśleli, to pewnie doszliby do wniosku, że ich żądania są dla gospodarki równie szkodliwe jak rządy Tuska.

Ale cóż mają robić związkowcy? Kiedy 26 marca zorganizowali na Śląsku dwugodzinny strajk generalny, dla rządu akcja była mniej dotkliwa niż ukąszenie komara, natomiast sporą liczbę tzw. szarych obywateli wkurzyła, bo zbliżała się Wielkanoc i nikomu nie była na rękę przerwa w funkcjonowaniu komunikacji miejskiej. Kiedy we wrześniu tego roku zwołali się do Warszawy, to tak naprawdę również niewiele z tego wynikło. Szary obywatel nie do końca nawet wiedział, co jest głównym postulatem protestujących. Związkowcy weszli w buty niejakiego Kononowicza: protestowali przeciw wszystkiemu. Przeciw umowom śmieciowym, uelastycznieniu czasu pracy, podniesieniu wieku emerytalnego, przeciw rządowi w ogóle, no i przeciw kryzysowi, rzecz jasna. Z tak szerokiego wachlarza ryków (protestów) mleka (efektów) nie będzie. Działacze związkowi spisali się za to doskonale jako organizatorzy wycieczek do Warszawy. A w planie wycieczki: spacer ulicami stolicy bez wchodzenia do muzeów oraz ostry trening strun głosowych.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Edyta Żyła

Doradzą i przeszkolą

Znaczna część unijnych pieniędzy trafia do doradców, którzy pomagają zakładać firmy lub je rozwijać. Przedsiębiorcy mogą więc liczyć na bezpłatne szkolenia, wsparcie doświadczonych mentorów albo pomoc w przygotowaniu strategii marketingowej